Tag Archives: pogoda ducha

„Mała awaria” – czyli wszystko jest takie, jakie być powinno. Nawet wiatraczek w laptopie.

ogród

Wróciłem.

Cześć i czołem. Dziś wpis bardziej prywatny. Ostatni tydzień był dla mnie jedną wielką zmorą przykrych doświadczeń. Awaria w mieszkaniu i brak ciepłej wody, fachowiec pracujący w lokalu zapadł się pod ziemię, na uczelni młyn w związku z końcówką semestru, zbliżająca się poprawka z certyfikatu językowego, sprawa znalezienia nowego mieszkania i przeprowadzki, a do tego wszystkiego moje narzędzie pracy – laptop – odmówił mi posłuszeństwa. Tak, właśnie dlatego od tygodnia nic nie opublikowałem na blogu. W piątek myślałem, że po prostu zwariuję. Musiałem coś zrobić. Uciec… a może raczej dać sobie możliwość spojrzenia na to wszystko z dystansu. Zaczynał się upragniony – podobno – weekend. W sobotę po pracy stwierdziliśmy z Kasią, że pakujemy tyłki i jedziemy na wieś. A dokładniej na działkę moich rodziców. Przytuliliśmy zmysłami nasz ogródek, podlaliśmy kwiatki i skosztowaliśmy odrobinę świeżego – pozbawionego zapachu miasta – powietrza. Wróciliśmy do Poznania i rozpocząłem tydzień trudnych wyzwań przyprawionych brakiem dostępu do wirtualnej rzeczywistości. Wiecie co? Było warto.

Czytaj dalej

Otagowane ,

Przestań pier…, że Ci źle i otwórz w końcu oczy! – czyli krótko na temat motywacji.

kr

To be, or not …?

Sięgając do przeszłości powiem, że – bardzo często –  funkcjonowałem kiedyś w następujący sposób… Bartek, co u Ciebie? Na uczelni straszny zapierdziel, krucho z forsą, znowu przemoczyłem telefon, dziś spałem tylko trzy godziny… no, ale najważniejsze, że się nad sobą nie użalam! Iluzja i mylna świadomość, że mam tyle szczęścia w życiu i jestem tak wyjątkowy, że jestem najnieszczęśliwszą osobą na świecie. Pewnego dnia miałem – przynajmniej tak mi się wydawało – bardzo paskudny humor. Nic mi nie wychodziło, byłem wszędzie spóźniony, a do tego denerwowałem się pierwszą wizytą na wolontariacie w więzieniu. Do Zakładu Karnego we Wronkach, przyjechałem z dwójką innych przyjaciół. Zameldowaliśmy się, sprawdzono nas wykrywaczami metalu, spiąłem włosy w kitkę i niepewnym krokiem wszedłem na teren zakładu. Po przejściu przez plac, z rąk strażników odebrał nas psycholog więzienny. Wraz z nim udaliśmy się na zajęcia z więźniami do wielkiej hali, przypominającej trochę magazyn z blaszanym dachem. Usiedliśmy w wielkim kole, stworzonym z ławek i krzeseł. Z „niezadowoleniem z życia”, wypisanym na twarzy rozpocząłem zajęcia.

Czytaj dalej

Otagowane , , ,