„Mam usprawiedliwienie” – czyli odzywam się abyście wiedzieli, że serce jeszcze bije (i to mocno).

jazyje

Kiedy koniec?

Cześć! Wiem, że wielu z was chce mnie zap… zapytać dlaczego od kilku tygodni na blogu wieje ciszą. Dziś postanowiłem się troszeczkę zmotywować i w wolnej chwili – zamiast odespać 234324234. nieprzespanych nocy – otworzyć laptopa. Przyznam szczerze, że praktycznie nie mam ostatnio czasu wolnego. Czasu, który zazwyczaj poświęcałem na blogowe szeptanie.  Aktualnie skutecznie łącze w swoim kalendarzu pracę i realizację marzenia jakim jest otwarcie kawiarni. Praktycznie remont „Kóltury” skończył się wczoraj. Zostało jeszcze posprzątać i czekać na każdą pieprzoną pieczątkę, która pozwoli mi legalnie otworzyć wspomniane marzenie. Biurokracja przy tego typu pomyśle ciągnie się jak smród tydzień niemytego garnka, w którym gotowany był bób – nie pytajcie skąd to wiem. Umowę najmu lokalu podpisałem pół roku temu. Następnie  musiałem sporządzić akty notarialne, podpisać umowy z dostawcami prądu, piętnaście razy zmieniać owe umowy ze względu na zakładanie nowej instalacji elektrycznej w lokalu, wyciągać i wciągać nosem mapy zasadnicze, uzyskiwać tysiące pozwoleń związanych z wyburzeniem ścian, korespondować z dziesiątkami sponsorów owego przedsięwzięcia,

Czytaj dalej

Reklamy
Otagowane

„Gdzie jest Figaj?” – czyli kilka słów na temat moich ostatnich nieobecności w sieci i nowy projekt w tle.

mojryj

Znudzony?

Cześć i czołem! W związku z licznymi pytaniami z waszej strony postanowiłem coś naskrobać na blogu. Wiem, że w tym miesiącu jestem bardzo mało produktywny. Brak nowych wpisów na blogu nie jest jednak efektem lenistwa. Jakiś czas temu pisałem o wyższości jakości nad ilością. W związku z powyższym – nie mając ostatnio za dużo wolnego czasu – wolałem chwilowo zmilknąć, zamiast tworzyć wpisy wątpliwej treści. Mimo wakacji bardzo dużo ostatnio pracuję, natomiast każdą wolną chwilę poświęcam kawiarence. Otwarcie tuż, tuż (…). Mało tego. Od tygodnia pracuję nad nowym projektem w sieci, o którym nie mogę niestety w chwili obecnej niczego powiedzieć. Bieżący miesiąc jest dla mnie bardzo napięty. Zaryzykuję stwierdzenie, że kolejny wpis pojawi się dopiero – albo już – na początku sierpnia. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować za wszystkie miłe komentarze dotyczące nowej aparycji strony. Cieszę się, że nowy – znacznie prostszy – format przypadł wam do gustu. Nie przejmujcie się moi kochani i uzbrójcie się w odrobinę cierpliwości. Wracam do was w sierpniu! Do napisania niebawem! Hej! 🙂

Czytaj dalej

Otagowane

„Ale to było dobre” – czyli garść refleksji na temat premierowego odcinka 7. sezonu Gry o Tron.

gotli[piec

Wyczekany.

Witajcie! Miałem chwilę przerwy od pisania i jakiś czas mnie nie było. Przerwa naturalnie nie oznacza leżenia do góry brzuchem i oglądania seriali. W natłoku spraw codziennych znalazłem jednak chwilę czasu na „jedyną” produkcję. Naturalnie jeżeli posiadasz czas wolny wyliczony co do minuty, to nie powinieneś go tracić na byle jakie serialowe gówno. W tym tygodniu zgodnie z tytułem dzisiejszego posta przytuliłem zmysłami nowy – premierowy – odcinek obrazu „Gra o Tron”. Jestem zachwycony. Twórcy adaptacji w dalszym ciągu trzymają fason. Z początku tradycyjnie ciężko mi było wczuć się w klimaty tytułowej produkcji – przerwa w emisji serialu była dosyć długa. Jednak gdy tylko usłyszałem 15. sekundę intra znowu poczułem, że nadeszła zima. Nie będę pisał dzisiaj żadnych spoilerów, ponieważ zdradzenie jakiejkolwiek tajemnicy z owej produkcji uważam za niewybaczalne. Powiem tylko, że bardzo stęskniłem się za klimatem Gry o Tron i pierwszy odcinek nowego sezonu bardzo mnie wciągnął. Pomimo wielu obaw dotyczących powielenia tematu żywych trupów – w celu wyjaśnienia zapraszam do moich archiwalnych wpisów – w tytułowej produkcji nie zawiodłem się.

Czytaj dalej

Otagowane , ,

„Jutro będziemy szczęśliwi” – czyli scenariusze klucze i pisanie historii za pomocą klawiszy ctrl+C, ctrl+V.

jutro szczesliwi.jpg

Pozory mylą.

Cześć! Dziś nieco filmowo. Dawno nie recenzowałem na blogu żadnej produkcji – tym bardziej żałuję, że tytułowy obraz jest tak bardzo dostateczny. Po chwili zastanowienia stwierdzam, że nawet ta ocena jest mocno przesadzona. Może przestane się zastanawiać i zacznę pisać? Tak, to dobry pomysł. Z tytułową produkcją spotkałem się jakiś miesiąc temu. Razem z Kasią chcieliśmy zobaczyć „coś lekkiego na wieczór”. Prawie dwie godziny wyciskacza łez spowodowało, że w połowie filmu po prostu oddałem się w ręce Morfeusza. W przeciwieństwie do mnie, Kasi udało się nie zasnąć i wytrwała z obrazem do samego końca. Pomimo mieszanych refleksji moja dama stwierdziła, że powinienem obejrzeć owy film do końca. Stało się. Wczoraj z kawą w ręku przebrnąłem przez historie Huga Gélina do samego końca. Podobnie jak Kaśka mam mocno mieszane uczucia. Zacznę może tradycyjnie od zarysu fabuły. Spokojnie, nie znajdziecie w dzisiejszej recenzji spoilerów. Tym bardziej, że do tytułowego obrazu można zrobić jedynie jeden spoiler. Tak, dobrze przeczytaliście. W filmie znajdziemy praktycznie jeden moment, który można ukoronować mianem „zaskakującego”.

Czytaj dalej

Otagowane , , , ,

„Mam to w dupie” – czyli porozmawiajmy o granicach w sztuce i nagich aktorach z palcami w dupie.

tylek.jpg

No to dupa.

Boże… Ile razy można o tym pisać? Osoby, które czytają mojego bloga dłużej niż 13 sekund wiedzą, że o przekraczaniu granic w sztuce pisałem już wiele razy. W zeszłym tygodniu podesłaliście mi pewien artykuł, który „na pierwszy rzut oka” może budzić mocne kontrowersje. Dlaczego tylko przez chwilę czuć w powietrzu kontrowersję? Już tłumaczę. Mowa o performansie „Macaquinhos performance – Opinião”, którego fragment móżcie zobaczyć pod bieżącym wpisem. W polskich mediach społecznościowych wspomniane działania artystyczne figurują pod jednym tytułem „aktorzy z palcem w dupie na scenie”. Jakie to smutne i ubogie. Mówię oczywiście o polskiej kreatywności w nadawaniu tytułów (…). Oczywiście pod nagraniem tytułowej sztuki znajdziemy tony samogwałtów zakompleksionych rodaków. Jakie jest moje zdanie na ten temat? Pewnie się domyślacie. Zawsze broniłem wolności w sztuce. Wolności, która swoim przełamywaniem granic nie krzywdzi żadnych żyjących na tym padole istot. Jeżeli działanie artysty ma sens i intencję względem całości dzieła, to twórca może pozwolić sobie nawet na zrobienie kupy na środku sceny. Jestem jak najbardziej za. Sztuka to wolność. Wolność to przekraczanie granic.

Czytaj dalej

Otagowane , ,