Category Archives: Kultura Lokalna

„Pachnie Jazzem i Turcją?” – czyli Koncert na zakończenie Warsztatów European Jazz School.

jaz3

Krótki komentarz.

Dziś o kulturze lokalnej. W zeszłym tygodniu – dokładnie w sobotę – udaliśmy się z Kaśką na koncert jazzowy, do Akadami Muzycznej w Poznaniu. Jak niektórzy z was dobrze wiedzą uwielbiam jazz. W szczególności jazz klasyczny. W ostatni weekend dane było moim zmysłom zakosztować w nieziemskich dźwiękach młodych artystów ze wszystkich stron świata – no dobra, prawie ze wszystkich. Tytułowe wydarzenie było wisienką na torcie tegorocznych – międzynarodowych – warsztatów jazzowych „European Jazz School”. Nie chcę kłamać, więc powiem wprost. Zdecydowanie nie potrafiłem znaleźć nutek „zachwytu” w swoich koncertowych refleksjach. Nie dlatego, że widowisko było „słabe”. Po prostu tego samego dnia przez kilka ładnych godzin pracowałem fizycznie w ogródku. W niewysokich temperaturach. W związku z powyższym trudno było mi zebrać tego wieczoru myśli. Druga sprawa to moje nastawienie. Wydawało mi się, że usłyszę podczas koncertu dobrze znane mi kompozycje. Tymczasem na scenie spotkałem liczne improwizacje – i interpretacje – posypane nutką tureckich przypraw. Tureckich przypraw? Tak. Młodzi artyści – jak i ich mentorzy – przyjechali na warsztaty z wielu zakątków świata.

Czytaj dalej

Reklamy
Otagowane ,

„Przyszedł mężczyzna do kobiety” – czyli w końcu prosta historia, w Kinie Apollo w Poznaniu!

przyszedl-mezczyzna-do-kobeity

Zrozumiałem sztukę!

Nareszcie! Po prawie roku tułaczek i romansów ze spektaklami Teatru Nowego w Poznaniu, w końcu udało mi się zobaczyć na scenie teatralnej „leciutkie dla zmysłów” widowisko. Osoby, które czytają mnie dłużej niż kilka minut wiedzą, że w tym roku często narzekałem na „ołowiane, przebarwione metaforami sztuki teatralne”. Od dawna marzyłem o czymś lekkim, niezahaczającym o politykę. Niestety poznańskie grupy teatralne nie zaspokoiły moich potrzeb. Dlatego wraz z Kasią udaliśmy się w ostatnią sobotę na spektakl „Przyszedł mężczyzna do kobiety”, wystawiany gościnnie w Poznaniu, na deskach Kina Apollo. Sztuka reżyserii Wioli Arlak i Tadeusza Chudeckiego wykonała profesjonalny masaż relaksacyjny na wszystkich moich zmysłach. Od razu mówię! Scenariusz tytułowego widowiska nie należał do górnolotnych. Prosty pomysł na lekką komedię. Bohaterowie tytułowego widowiska sprzedają nam soczyste streszczenie związku między kobietą, a mężczyzną. Wszystko dzieje się w przeciągu jednej doby. Dosłownie wszystko. Od „dzień dobry” i rozmyśleń czy potencjalny kandydat na męża jest wystarczająco wysoki, na  dzikim seksie, wiązaniu kończyn i wulgarnych awanturach kończąc.

Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Premiera „Porno” – czyli w klimacie czarnego poniedziałku w Teatrze Nowym w Poznaniu.

por

Budzimy się?

Na wstępie podkreślam po raz tysięczny, że mój blog nie zajmuje stanowiska wobec spraw politycznych. Niemniej jednak sztuka często lubi przytulać do siebie kwestie światopoglądowe, a co za tym idzie zahaczać o aktualne tematy sporów politycznych. Dziś chciałbym podzielić się z wami wrażeniami z premiery spektaklu „Porno”. Sztuka dotykała między innymi tematów kwestii aborcji, w związku z powyższym w bieżącym wpisie znajduje się również moje prywatne odczucie związane z ową kwestią. Sory, ale w końcu to pewnego rodzaju recenzja. Jeżeli recenzja, to również prywatne odniesienie do tematów prezentowanych przez spotkaną sztukę. W tym wypadku premierę teatralną. Dobrze, skoro aperitif mamy już za sobą to pogadajmy o teatrze. Na sztukę – reżyseria Cezi Studniak – „Porno” wybrałem się wraz z Kasią. Dawno nie byliśmy w teatrze, a nowy sezon w Teatrze Nowym w Poznaniu kusił nas swoimi licznymi propozycjami. Początkowo chcieliśmy iść na coś lekkiego -w stylu „Przyjęcie dla głupca” – ale rzeczywistość nie pomogła nam zrealizować owych potrzeb. Repertuar Teatru Nowego przesiąknięty jest trudnymi i ciężkimi dla zmysłów sztukami. Naturalnie nie neguję bytności tego rodzaju spektakli.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , ,

„Lear” – czyli ołowiana i drażniąca zmysły próba interpretacji w Teatrze Nowym, w Poznaniu.

kr

Liczą się chęci?

W zeszłym miesiącu wraz ze znajomymi wybraliśmy się do Teatru… no właśnie… Ych… Może po kolei. Po raz kolejny odwiedziliśmy poznański Teatr Nowy. Wszystkie znaki na niebie i ziemi – włącznie z moją dziewczyną – mówią mi, że czas zmienić teatr. Nie zrozumcie mnie źle. Teatr Nowy w Poznaniu to mój najukochańszy teatr od wielu, wielu lat. Chodzi o to, że – nawet patrząc na recenzje na moim blogu – prawie 90% sztuk teatralnych, jakie w życiu widziałem, dotknąłem oczkami właśnie we wspomnianym teatrze. No, ale wróćmy do recenzji tytułowej sztuki. Do teatru wybraliśmy się w związku z rocznicą śmierci Wiliama Szekspira i związaną z nią akcją „bilet za grosze” – odcinek vloga poświęcony wydarzeniu znajdziecie tutaj. Był bardzo gorący, sobotni wieczór, na miejsce przybyliśmy przed czasem. Bardzo dużo ludzi, wszyscy pełni energii i zaintrygowania. Spektakl wystawiano na największej sali Teatru Nowego. Przyznam szczerze, że dawno na niej nie byłem. Tak jakoś ostatnio wszystkie widziane przeze mnie spektakle miały miejsce na mniejszych scenach owego teatru. Wiele razy narzekałem na blogu na ubogie w informacje zapowiedzi spektakli Teatru Nowego.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Umberto” w Poznaniu – czyli kto do cholery jest pomysłem scenografii lokalu?

kr

„Dziwnie”… :/

Dziś wpis związany z kulturą lokalną. Jakiś czas temu wraz z dziewczyną postanowiliśmy wybrać się na wiosenny spacer drogami poznańskiej Cytadeli. Zrobiło się późno, zgłodnieliśmy. Naszym oczom nagle ukazał się tytułowy lokal. Kaśka znała to miejsce wcześniej, ja nie. Szczerze mówiąc postanowiłem wejść do „restauracji” tylko dlatego, że byliśmy bardzo głodni i na samym środku poznańskiej Cytadeli na próżno szukać było jakiegokolwiek innego gastronomicznego przybytku. Z zewnątrz tytułowe „Umberto” raziło nasze oczy wielką popielniczką, brudnymi – pustymi! – miskami na wodę dla psów i pojedynczymi – mało efektownymi – kwiatkami, rozsianymi w buszu krzewów otulających restauracyjkę. Weszliśmy niepewnym krokiem do środka. Już zaraz za głównym wejściem można było się zabić – tragicznie wykonany zjazd dla wózków, który nie został w żaden sposób oznaczony. Dobra, zajęliśmy miejsca. Aparycja lokalu zasługiwała na wszystkie synonimy słowa „dziwna”.  Na ścianach i suficie mieszanka praktycznie wszystkiego, od dekoracji Ikea przez smaki PRL-u, na tandetnych – jeszcze świątecznych – ozdobach kończąc. Na serio wizerunek lokalu sprawia wrażenie jednej wielkiej abstrakcji.

Czytaj dalej

Otagowane