Category Archives: Kinematograficzna Zupa

„Zaćma” – czyli genialna metafora poszukiwania wiary z zapachem skandynawskiego kryminału.

mocne.jpg

Szatan w niebie.

Cześć! Tak jak obiecałem wam wczoraj… dziś pogadamy o dobry kinie. Bardzo dobrym. Zażenowany ostatnim doświadczeniem z kinem postanowiłem sięgnąć po polski tytuł, o którym niestety nie było głośno podczas jego zeszłorocznej premiery. A szkoda. Polska produkcja „Zaćma” reżyserii Ryszarda Bugajskiego to mocny krzyk kina dialogu. Kina, w którym nie nazwiska, a treść i warsztat aktora są rzeczami najważniejszymi. Tytułowy obraz to historia kobiety zmagającej się z demonami własnej przeszłości – Julia Brystygierowa, w którą wcieliła się bezbłędna Maria Mamona. Główna bohaterka początkowo wydaje się być personą, której nikt nie podskoczy. Jej wizerunek oschłej i bezwzględnej ignorantki skrywa potworny sekret. Z niejasnych przyczyn Julia Brystygierowa odwiedza klasztor, w którym – rzekomo – ma spotkać się z Kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Na miejscu okazuje się, że Kardynał Wyszyński nie jest przekonany co do spotkania z największą przeciwniczką kościoła i i bezlitosną morderczynią czasów powojennej Polski. W tym momencie twórcy odkrywają przed nami tajemnice głównej bohaterki.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , , ,

„Sandy Wexler” – czyli nie musisz czytać tej recenzji, po prostu nie trać czasu na oglądanie owej tandety.

gowno465454151.jpg

Ratunku!

Witajcie! Dziś – tak jak obiecywałem – recenzja z kinematograficznej zupy. Pierwszy dzień świąt, odrobina wolnego czasu, dobra herbata i całkowita porażka na ekranie mojego laptopa. Mowa o tegorocznym obrazie „Sandy Wexler”, co za tym idzie najgorszej produkcji jaką widziałem w ostatnich latach. Szczerze mówiąc zastanawiałem się mocno nad sensem pisania „czegokolwiek” na temat tytułowej tandety. Jestem wkurzony i zasmucony faktem, że czas wolny – który nieczęsto mi się zdarza – straciłem w tak prymitywny i bezsensowny sposób. Dzisiejszy wpis – jak się pewnie domyślacie – będzie jednym wielkim hejtem. Mimo moich biało – czerwonych skłonności do narzekania, nie mam zamiaru dzisiaj się rozpisywać. Szkoda śliny i klawiatury. „Sandy Wexler” to przerażająco nudna i naciągana historia menadżera wschodzących gwiazd, który próbuje odnieść sukces w swojej profesji. Koniec opisu fabuły. W roli głównej Adam Sandler, aktor jednego wyrazu twarzy i prostytutka kina niskobudżetowych komedii. Pan Sandler zamiast sugerować się kwotą uiszczoną na czeku, powinien zacząć czytać scenariusze.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Ksiądz” – czyli krótkometrażówka Wojciecha Smarzowskiego o hipokryzji kościoła katolickiego.

kkkk.jpg

Krótka sprawa.

Wiecie co… Nie umiem oglądać filmów krótkometrażowych. Serio. Zawsze czuję niedosyt połączony z uczuciem braku szacunku wobec widza. O tytułowym obrazie jest aktualnie bardzo głośno w sieci. W związku z faktem, że nie mam ostatnio czasu na kinematografie produkcja trwająca niecałe 20 minut była dla mnie świetnym rozwiązaniem. Osoby, które czytają mojego bloga dłużej dobrze znają moją słabość wobec twórczości Pana Smarzowskiego. Niemniej jednak po przytuleniu zmysłami tytułowej produkcji poczułem mocny niedosyt. W tym momencie pragnę uprzedzić, że dzisiejsza recenzja zawiera spoilery. Trudno ich uniknąć przy pisaniu o kilkunastominutowych obrazach. „Ksiądz” to historia duchowego – w tej roli świetny Arkadiusz Jakubik – który musiał zatrzymać się na noc w przygranicznym motelu. Początkowo główny bohater nie potrafi odnaleźć się w „prostytuowanej noclegowni”. Reaguje oburzeniem na hałasy seksu dobiegające z sąsiednich pokoi motelu, krzywi się na widok znalezionego pod łóżkiem wibratora i z obrzydzeniem na twarzy modli się do Boga narzekając na zastaną rzeczywistość.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” – czyli długi tytuł bardzo długo wyczekiwany…

szk

Smaczny orgazm.

Cześć i czołem! Dziś obiecana recenzja filmu Marii Sadowskiej, który narobił niezłego zamieszania – nie tylko – na polskim rynku kinematograficznym. W ostatnią niedzielę wybraliśmy się z Kasią do kina. Tytułowy obraz chcieliśmy przytulić zmysłami już w walentynki. Jednak życie napisało nam nieco inny scenariusz. O produkcji „Sztuka Kochania” usłyszałem od Kasi. Gdyby nie ona – i film – nie dowiedziałbym się nigdy o postaci Michaliny Wisłockiej. Miałbym czego żałować. Idąc do kina wiedziałem trzy rzeczy: obraz przedstawia historię jakiejś polskiej seksualnej rewolucjonistki, istnieje ciekawa pozycja literacka na której opiera się główny wątek przedstawianej historii, Kaśka nie da mi żyć jeśli nie zabiorę jej do kina na wspomniany obraz. Czy jest się czym zachwycać? Czy tłumy na sali podczas seansu o czymś świadczą? Odpowiedź brzmi… jak najbardziej tak. Produkcja „Sztuka kochania” po prostu rozwaliła mnie na łopatki. W moim prywatnym odczuciu mamy do czynienia z kolejnym smaczkiem polskiego kina, który stoi na półce obok zeszłorocznej produkcji „Ostatnia Rodzina” – recenzje znajdziecie tutaj. Wróćmy do tytułowego kinematograficznego „diamentu”.

Czytaj dalej

Otagowane

„Złe Mamuśki” – czyli typowa recenzja, w której nagminnie używam słowa „typowe”…

kobiety

Typowe…

Cześć! Czołem! Dziś kolejna grudniowa recenzja filmowa, zgodnie z wcześniejsza obietnicą. Po ostatnich kinematograficznych wpadkach postanowiłem trochę się odmóżdżyć i sięgnąć do tegorocznych – prostych i lekkich – amerykańskich komedii. Wiem, że ostatnio często hejtowałem tegoroczne premiery filmowe. Nie moja wina. Trafiam w grudniu permanentnie na kicz odziany w ładne okładki. Dziś specjalnie sięgnąłem po tytuł nie mający nic wspólnego z kinem ambitnym. Dlatego nie będę hejtował. Wręcz przeciwnie. Postaram się zachęcić was do prostej komedii, która idealnie nadaje się na każdy zimowy wieczór. „Złe Mamuśki” to odrobinę wulgarna komedia o niskim, komercyjnym budżecie. Film opowiada nam historię młodej ambitnej mamy – w tej roli zjawiskowa Mila Kunis – starającej się znaleźć w ciągu doby choć godzinę czasu na sen. Typowa nisko płatna i bardzo absorbująca praca, typowa dwójka dzieci w renomowanej szkole, typowy mąż fleja lubiący „skoki w bok” i typowy dom jednorodzinny wymagający dużej ilości środków czystości. Typowe, choć może nieco przekoloryzowane. W pewnym momencie główna bohaterka mówi stanowcze „dość!” i diametralnie zmienia swoje podejście do życia.

Czytaj dalej

Otagowane

„Misconduct” – czyli moja babcia zawsze powtarzała, że kłamstwo ma krótkie, krzywe nogi.

hopkins

Cholera.

Witajcie moi kochani! W związku z okresem Świąt mam trochę wolnego czasu i zgodnie z moją obietnicą postanowiłem poświęcić go na nadrobienie tegorocznych zaległości filmowych. Dziś jednak nie mam dla was sensownej propozycji. Mówię to od razu. Do jasnej cholery, czy uda mi się obejrzeć w tym roku coś naprawdę dobrego? Ostatnimi czasy zaliczam wzrokiem same słabe produkcje z atrakcyjną aparycją okładki. To smutne. Wczoraj wieczorem usiadłem wygodnie w fotelu i odpaliłem listę tegorocznych premier filmowych. Moją uwagę przykuły dwa nazwiska: Pacino i Hopkins. No kurcze, produkcja z taką obsadą nie może być słaba – pomyślałem. No okej, czas odpalić „Misconduct” i wygodnie rozsiąść się w skórzanym tronie. Obraz trwał około 106 minut, z czego tylko w 25. mogliśmy podziwiać kunszt aktorski wspomnianych przed momentem panów. Film może nie jest tragiczny, ale z całą pewnością zasługuje – ledwo – na ocenę dostateczną. Dlaczego? Twórcy filmu – Shintaro Shimosawa, Simon Boyes, Adam Mason I – chcieli zrobić obraz, będący swoistym synonimem dobrych produkcji, w których „zagadka” gra główną rolę.

Czytaj dalej

Otagowane , ,

„Pitbull. Niebezpieczne kobiety” – kolejna kultowa odsłona, czy zwykły kicz dla naiwnych?

pbnk

Sory Patryk.

W ostatnią sobotę dostałem zajebisty prezent na urodziny! Wybraliśmy się z Kaśką do kina na… Oczywiście na produkcję „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”! Zacznijmy może od początku. Do końca grudnia w multikinie jest ciekawa promka. Jeśli posiadasz kartę Mastercard® lub Maestro®  to kupując bilet na dowolny film, drugi bilet otrzymasz w prezencie. Mało tego! Jeśli zakupisz bilet przez internet dodatkowo otrzymasz również darmowy popcorn. Więcej na temat promocji tutaj.  Jak dobrze wiecie ostatnio rzadziej chodzę do kina ze względów finansowych. Jedno wyjście na normalnych biletach z prowiantem to koszt około 100. złotych. Masakra. W sobotę jednak wykorzystaliśmy z Kasią wspomnianą okazję i przytuliliśmy zmysłami nową produkcje Patryka Vegi. Czy było warto? I tak, i nie. No ale może po kolei. O premierze kolejnej części serii „Pitbull” było głośno od dawna. Praktycznie zaraz po premierze rewelacyjnej pierwszej części obrazu „Pitbull. Nowe porządki” twórcy już zapowiedzieli ciąg dalszy produkcji. Po sukcesie pierwszego Pitbula na dużym ekranie, twórcy pozwolili na bardzo szybką publikację filmu w sieci. Zabieg ten miał zwiększyć marketing i kolejki po bilety na drugą osłonę historii.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Ostatnia Rodzina” – czyli historia mówiąca o tym, że o śmierci można mówić inaczej…

beksinski

Kaktus, czy fotel?

Po protu rewelacja. Dawno nie widziałem takiej perły na ekranie… No ale spokojnie… emocje na bok – choć to trudne. W ostatnią sobotę wybraliśmy się z Kasią na świeżutki film Jana Matuszyńskiego „Ostatnia Rodzina”. Wieczorny seans nie przyciągnął wielu widzów, sala kinowa była praktycznie pusta. Powodem oczywiście nie był film, ponieważ ciężko znaleźć – myślącego – widza, na którego spotkanie z tytułowym obrazem nie zrobiłoby żadnego wrażenia. Puste sale kinowe w dzisiejszych czasach to efekt cen biletów i koszmarnego klimatu wielkich multipleksów. No… ale to tym dzisiaj nie będziemy mówić. Film wybraliśmy głównie ze względu na fakt, że Zdzisław Beksiński jest ulubionym malarzem Katarzyny. Wstyd się przyznać, ale z twórczością Pana Beksińskiego spotkałem się po raz pierwszy dwa tygodnie po poznaniu Kasi 🙂 . Wcześniej moja wiedza na temat owego artysty była naprawdę znikoma. Wstyd, wstyd i jeszcze raz szczerość. Zapowiedzi filmu dawały potencjalnym odbiorcom mylne wyobrażenie obrazu. To trochę jak w przypadku innej polskiej produkcji… „Pod mocnym Aniołem”.  Wesołe, komiczne, sprawiające wrażenie komediowych wątki i pocieszny motyw muzyczny w tle.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , ,

„Mechanic: Resurrection” – czyli poziom kiczu i niesmacznego kina na najwyższym poziomie.

mechanik

Żenada przez RZ.

Specjalnie użyłem oryginalnego tytułu, ponieważ nasi polscy kabareciarze tłumaczeń ochrzcili film słowami „Mechanik: Konfrontacja”. Jest to świetnym dowodem na to, że nie zawsze dosłowność idzie w parze z intencjami pierwotnego nazewnictwa. Jakiś czas temu obiecałem sobie, że nie będę pisał na blogu recenzji produkcji, które na to po prostu nie zasługują. W wielu przypadkach w tym roku uznałem, że pisanie czegokolwiek dla wylania własnej frustracji jest na witrynie zupełnie zbyteczne. Niemniej jednak tytułowy obraz przelał szalę goryczy tegorocznych plastikowych produkcji. Film uważam za tak słaby, że nie poleciłbym go najgorszemu wrogowi. „Mechanic: Resurrection” to typowa krwawa sieczka stworzona dla zysku płynącego z kieszeni niedojrzałego emocjonalnie społeczeństwa. Przyznam szczerze, że początek filmu dał mi pewne nadzieje. Dobrze dobrana muzyka, ciekawa sceneria…. No właśnie, po chwili do głównego bohatera zagadała skośnooka modelka i zaczęła się jedna wielka sieczka na ekranie. Praktycznie w ciągu pierwszych 15. minut produkcji na ekranie można było zobaczyć wszystko. Od płonących ludzi, po nieludzkie skoki z wysokości na paralotnie – tak, nie „z”, tylko „na”.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , ,

„Blood Father” – czyli czy Mel Gibson w końcu wrócił do formy i co oznacza ten cichy marketing?

melgibbbb

Dobrze mu z brodą.

Przeziębienia ciąg dalszy, tak więc dziś kolejna recenzja filmowa. Szczerze mówiąc miałem ochotę na komedie. życie zweryfikowało moje zachcianki jednak po swojemu. Być może niewielu z was słyszało o tegorocznym powrocie Mela Gibsona na duże ekrany. Tytułowa produkcja zdecydowanie nie odbiła się głośniejszym echem w świecie mediów. Dlaczego? Zła reputacja głównego aktora? Niski budżet? Możemy gdybać bez końca. Film zaintrygował mnie z dwóch względów. Po pierwsze chciałem zobaczyć Pana Gibsona i sprawdzić „jak się trzyma”. Aktor przez ostatnie lata borykał się z wieloma uzależnieniami i znany był brukowcom z permanentnych problemów z prawem. Po drugie niski poziom marketingu spowodował, że tytułowa produkcja mogła po prostu być niezauważona przez wielu fanów męskiego kina. Męskiego kina? Nie przesadziłem? Raczej nie. Mimo różnych recenzji polskich widzów, zdecydowałem się przytulić „Krwawego Ojca”. W tym momencie pragnę po raz kolejny złożyć kondolencje polskim tłumaczom, za ich dawno już pogrzebaną kreatywność. Film opowiada historię rozwiedzionego ojca – Mel Gibson – który po wyjściu z więzienia na zwolnienie warunkowe, próbuje raz jeszcze ułożyć swoje życie.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , ,