Category Archives: Kinematograficzna Zupa

„Jutro będziemy szczęśliwi” – czyli scenariusze klucze i pisanie historii za pomocą klawiszy ctrl+C, ctrl+V.

jutro szczesliwi.jpg

Pozory mylą.

Cześć! Dziś nieco filmowo. Dawno nie recenzowałem na blogu żadnej produkcji – tym bardziej żałuję, że tytułowy obraz jest tak bardzo dostateczny. Po chwili zastanowienia stwierdzam, że nawet ta ocena jest mocno przesadzona. Może przestane się zastanawiać i zacznę pisać? Tak, to dobry pomysł. Z tytułową produkcją spotkałem się jakiś miesiąc temu. Razem z Kasią chcieliśmy zobaczyć „coś lekkiego na wieczór”. Prawie dwie godziny wyciskacza łez spowodowało, że w połowie filmu po prostu oddałem się w ręce Morfeusza. W przeciwieństwie do mnie, Kasi udało się nie zasnąć i wytrwała z obrazem do samego końca. Pomimo mieszanych refleksji moja dama stwierdziła, że powinienem obejrzeć owy film do końca. Stało się. Wczoraj z kawą w ręku przebrnąłem przez historie Huga Gélina do samego końca. Podobnie jak Kaśka mam mocno mieszane uczucia. Zacznę może tradycyjnie od zarysu fabuły. Spokojnie, nie znajdziecie w dzisiejszej recenzji spoilerów. Tym bardziej, że do tytułowego obrazu można zrobić jedynie jeden spoiler. Tak, dobrze przeczytaliście. W filmie znajdziemy praktycznie jeden moment, który można ukoronować mianem „zaskakującego”.

Czytaj dalej

Otagowane , , , ,

„Zaćma” – czyli genialna metafora poszukiwania wiary z zapachem skandynawskiego kryminału.

mocne.jpg

Szatan w niebie.

Cześć! Tak jak obiecałem wam wczoraj… dziś pogadamy o dobry kinie. Bardzo dobrym. Zażenowany ostatnim doświadczeniem z kinem postanowiłem sięgnąć po polski tytuł, o którym niestety nie było głośno podczas jego zeszłorocznej premiery. A szkoda. Polska produkcja „Zaćma” reżyserii Ryszarda Bugajskiego to mocny krzyk kina dialogu. Kina, w którym nie nazwiska, a treść i warsztat aktora są rzeczami najważniejszymi. Tytułowy obraz to historia kobiety zmagającej się z demonami własnej przeszłości – Julia Brystygierowa, w którą wcieliła się bezbłędna Maria Mamona. Główna bohaterka początkowo wydaje się być personą, której nikt nie podskoczy. Jej wizerunek oschłej i bezwzględnej ignorantki skrywa potworny sekret. Z niejasnych przyczyn Julia Brystygierowa odwiedza klasztor, w którym – rzekomo – ma spotkać się z Kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Na miejscu okazuje się, że Kardynał Wyszyński nie jest przekonany co do spotkania z największą przeciwniczką kościoła i i bezlitosną morderczynią czasów powojennej Polski. W tym momencie twórcy odkrywają przed nami tajemnice głównej bohaterki.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , , ,

„Sandy Wexler” – czyli nie musisz czytać tej recenzji, po prostu nie trać czasu na oglądanie owej tandety.

gowno465454151.jpg

Ratunku!

Witajcie! Dziś – tak jak obiecywałem – recenzja z kinematograficznej zupy. Pierwszy dzień świąt, odrobina wolnego czasu, dobra herbata i całkowita porażka na ekranie mojego laptopa. Mowa o tegorocznym obrazie „Sandy Wexler”, co za tym idzie najgorszej produkcji jaką widziałem w ostatnich latach. Szczerze mówiąc zastanawiałem się mocno nad sensem pisania „czegokolwiek” na temat tytułowej tandety. Jestem wkurzony i zasmucony faktem, że czas wolny – który nieczęsto mi się zdarza – straciłem w tak prymitywny i bezsensowny sposób. Dzisiejszy wpis – jak się pewnie domyślacie – będzie jednym wielkim hejtem. Mimo moich biało – czerwonych skłonności do narzekania, nie mam zamiaru dzisiaj się rozpisywać. Szkoda śliny i klawiatury. „Sandy Wexler” to przerażająco nudna i naciągana historia menadżera wschodzących gwiazd, który próbuje odnieść sukces w swojej profesji. Koniec opisu fabuły. W roli głównej Adam Sandler, aktor jednego wyrazu twarzy i prostytutka kina niskobudżetowych komedii. Pan Sandler zamiast sugerować się kwotą uiszczoną na czeku, powinien zacząć czytać scenariusze.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Ksiądz” – czyli krótkometrażówka Wojciecha Smarzowskiego o hipokryzji kościoła katolickiego.

kkkk.jpg

Krótka sprawa.

Wiecie co… Nie umiem oglądać filmów krótkometrażowych. Serio. Zawsze czuję niedosyt połączony z uczuciem braku szacunku wobec widza. O tytułowym obrazie jest aktualnie bardzo głośno w sieci. W związku z faktem, że nie mam ostatnio czasu na kinematografie produkcja trwająca niecałe 20 minut była dla mnie świetnym rozwiązaniem. Osoby, które czytają mojego bloga dłużej dobrze znają moją słabość wobec twórczości Pana Smarzowskiego. Niemniej jednak po przytuleniu zmysłami tytułowej produkcji poczułem mocny niedosyt. W tym momencie pragnę uprzedzić, że dzisiejsza recenzja zawiera spoilery. Trudno ich uniknąć przy pisaniu o kilkunastominutowych obrazach. „Ksiądz” to historia duchowego – w tej roli świetny Arkadiusz Jakubik – który musiał zatrzymać się na noc w przygranicznym motelu. Początkowo główny bohater nie potrafi odnaleźć się w „prostytuowanej noclegowni”. Reaguje oburzeniem na hałasy seksu dobiegające z sąsiednich pokoi motelu, krzywi się na widok znalezionego pod łóżkiem wibratora i z obrzydzeniem na twarzy modli się do Boga narzekając na zastaną rzeczywistość.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” – czyli długi tytuł bardzo długo wyczekiwany…

szk

Smaczny orgazm.

Cześć i czołem! Dziś obiecana recenzja filmu Marii Sadowskiej, który narobił niezłego zamieszania – nie tylko – na polskim rynku kinematograficznym. W ostatnią niedzielę wybraliśmy się z Kasią do kina. Tytułowy obraz chcieliśmy przytulić zmysłami już w walentynki. Jednak życie napisało nam nieco inny scenariusz. O produkcji „Sztuka Kochania” usłyszałem od Kasi. Gdyby nie ona – i film – nie dowiedziałbym się nigdy o postaci Michaliny Wisłockiej. Miałbym czego żałować. Idąc do kina wiedziałem trzy rzeczy: obraz przedstawia historię jakiejś polskiej seksualnej rewolucjonistki, istnieje ciekawa pozycja literacka na której opiera się główny wątek przedstawianej historii, Kaśka nie da mi żyć jeśli nie zabiorę jej do kina na wspomniany obraz. Czy jest się czym zachwycać? Czy tłumy na sali podczas seansu o czymś świadczą? Odpowiedź brzmi… jak najbardziej tak. Produkcja „Sztuka kochania” po prostu rozwaliła mnie na łopatki. W moim prywatnym odczuciu mamy do czynienia z kolejnym smaczkiem polskiego kina, który stoi na półce obok zeszłorocznej produkcji „Ostatnia Rodzina” – recenzje znajdziecie tutaj. Wróćmy do tytułowego kinematograficznego „diamentu”.

Czytaj dalej

Otagowane