„Mała awaria” – czyli wszystko jest takie, jakie być powinno. Nawet wiatraczek w laptopie.

ogród

Wróciłem.

Cześć i czołem. Dziś wpis bardziej prywatny. Ostatni tydzień był dla mnie jedną wielką zmorą przykrych doświadczeń. Awaria w mieszkaniu i brak ciepłej wody, fachowiec pracujący w lokalu zapadł się pod ziemię, na uczelni młyn w związku z końcówką semestru, zbliżająca się poprawka z certyfikatu językowego, sprawa znalezienia nowego mieszkania i przeprowadzki, a do tego wszystkiego moje narzędzie pracy – laptop – odmówił mi posłuszeństwa. Tak, właśnie dlatego od tygodnia nic nie opublikowałem na blogu. W piątek myślałem, że po prostu zwariuję. Musiałem coś zrobić. Uciec… a może raczej dać sobie możliwość spojrzenia na to wszystko z dystansu. Zaczynał się upragniony – podobno – weekend. W sobotę po pracy stwierdziliśmy z Kasią, że pakujemy tyłki i jedziemy na wieś. A dokładniej na działkę moich rodziców. Przytuliliśmy zmysłami nasz ogródek, podlaliśmy kwiatki i skosztowaliśmy odrobinę świeżego – pozbawionego zapachu miasta – powietrza. Wróciliśmy do Poznania i rozpocząłem tydzień trudnych wyzwań przyprawionych brakiem dostępu do wirtualnej rzeczywistości. Wiecie co? Było warto.

Stwierdziłem, że nie ma się co użalać. Trzeba działać. Działać z wiarą w swoje działanie 🙂 . Na początek udałem się do prawnika, a dokładniej napisałem do znajomego prawnika na fb. Opisałem mu moje koszmary związane z niesprawnym junkersem i dowiedziałem się, że mam prawo do złożenia wypowiedzenia mieszkania w trybie natychmiastowym! Jupi! Napisałem wypowiedzenie, właściciel przyjął je bez problemu. W tym samym tygodniu udaliśmy się z Kasią zobaczyć ofertę nowego mieszkania, którą wcześniej znalazłem w sieci. Pierwszy strzał i dziesiątka! Byliśmy zachwyceni i praktycznie „od razu” podpisaliśmy umowę najmu. Fachowiec pracujący w mojej kawiarence odnalazł się, przeprosił za zniknięcie i w ciągu zaledwie czterech dni  nadrobił wszystkie remontowe zaległości. Laptop wysłałem do naprawy i czekałem na jego powrót niecały tydzień. Barak laptopa pozwolił mi skupić się na przygotowaniach do certyfikatu językowego – nic nie dzieje się bez powodu. Wczoraj odebrałem komputer i zapłaciłem trzydzieści złotych za jego naprawę – okazało się bowiem, że awaria sprzętu nie była poważna. WSZYSTKO JEST TAKIE, JAKIE BYĆ POWINNO. I kropka. Nawet dwie. W związku z powyższym wracam do was i zaległych artykułów na blogu. Do napisania w poniedziałek! Cześć!

happy-meme1

Advertisements
Otagowane ,

4 thoughts on “„Mała awaria” – czyli wszystko jest takie, jakie być powinno. Nawet wiatraczek w laptopie.

  1. mariuszek pisze:

    no i bosko! 😀

    Lubię to

  2. Fragles pisze:

    No w końcu post.

    Lubię to

  3. Coco pisze:

    Życie

    Lubię to

  4. magdabraf pisze:

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: