„Ukryte Matki” – czyli lekko spóźniony, lekko dziwny, mocno kulturalny wpis na dzień dziecka.

sselifpotworneoirg

Wiktoriański absurd.

Dzień dobry. Dzisiejszy wpis miał pojawić się już wczoraj. Jednak w związku z moimi – wczorajszymi – prywatnymi wypocinami, postanowiłem opublikować go w dniu dzisiejszym. Jeżeli wspominam już o moim ostatnim poście, pragnę sprostować jedną kwestię. Wczoraj wróciłem z pracy do domu i pierwsze co usłyszałem od Kasi to słowa „Nie zgadzam się z twoim wpisem”. Dokładniej rzecz ujmując, Kasia miała słuszne uwagi o zwrot, którego użyłem we wczorajszym poście, cyt. „predyspozycje językowe”. Naturalnie jako potencjalny socjoterapeuta wiem, że w rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak „predyspozycje językowe”. W dniu wczorajszym użyłem owego zwrotu, traktując go jako pewnego rodzaju skrót myślowy. Skrót myślowy nie mówiący o indywidualnych zdolnościach do nauki języka, a o fizycznych możliwościach czasowych – gdzie student dzienny odbywając w tym samym czasie praktyki/przygotowania merytoryczne/ sesje/ pisanie pracy licencjackiej nie jest w stanie opanować w tak krótkim czasie języka obcego na poziomie „perfect”.  Tyle w kwestii sprostowania wczorajszego posta. Hm… Wpadłem na pewien pomysł…

Może mit o zdolnościach językowych byłby ciekawym tematem na wpis w kategorii psychologia? Bardzo zaniedbałem ową dziedzinę na blogu. Zobaczymy. Wróćmy może do tematu dzisiejszego wpisu. Kim są/były „Ukryte Matki”? Dlaczego zdjęcie główne dzisiejszego wpisu tak mrocznie wygląda? Już tłumaczę.

“Ukryte matki” to jeden z największych absurdów wiktoriańskiej fotografii. W czasach, kiedy fotografia dopiero „raczkowała” wiele zamożnych rodzin chciało skorzystać z okazji i uwiecznić podobiznę swojej pociechy. Jak unieruchomić malucha na kilka minut w celu zrobienia wspomnianej fotografii? W związku z bardzo prowizorycznymi – jeszcze – możliwościami technicznymi ówczesnych aparatów, w celu wykonania potencjalnie wyraźnego zdjęcia bezruch małego modela musiał być całkowity. Wymyślono więc pewną metodę – choć wiele przy niej wymyślać nie było trzeba. Sadzano dziecko na kolanach mamy, która miała za zadanie uspokoić malucha. No okej… ale na zdjęciu ma być widoczny jedynie dzieciak. Co robimy z matką? Zasłonimy ją szmatą! Nie, nie żartuję w tym momencie. Może trochę się nabijam i przedstawiam to w sposób humorystyczny… ale prawdą jest, że w celu uzyskania planowanego efektu zakrywano dłonie i twarz matki – draperią, kocem bądź innym materiałem, który miał za zadanie zamaskować „pomocnika małego modela”. Następnie zdjęcia oprawiano w ozdobne ramki, które maskowały znajdującą się za dzieckiem – dość upiornie wyglądającą – postać matki. Strasznie to zabrzmiało 🙂 . Dzisiejszym wpisem chciałem zahaczyć o temat wczorajszego święta i dotknąć trochę kultury. Tradycyjnie poniżej możecie przytulić wzrokiem kilka „Ukrytych Matek” 🙂 . Wszystkim dzieciakom – dużym i małym – wszystkiego dobrego i do napisania niebawem!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wpis powstał na podstawie: 

https://www.facebook.com/Kultura-i-obyczaje-w-XIX-wieku-949415675083036/

Reklamy
Otagowane ,

4 thoughts on “„Ukryte Matki” – czyli lekko spóźniony, lekko dziwny, mocno kulturalny wpis na dzień dziecka.

  1. Coco pisze:

    Wiara miała z deklem.masakra.

    Lubię to

  2. Fragles pisze:

    Hahahahha bogaci ludzie zawsze mieli popieprzone pomysły 🙂

    Lubię to

  3. Fragles pisze:

    Ciekawe zaczęty miesiąc 🙂

    Lubię to

  4. Magdabraf pisze:

    Lol

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: