„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” – czyli długi tytuł bardzo długo wyczekiwany…

szk

Smaczny orgazm.

Cześć i czołem! Dziś obiecana recenzja filmu Marii Sadowskiej, który narobił niezłego zamieszania – nie tylko – na polskim rynku kinematograficznym. W ostatnią niedzielę wybraliśmy się z Kasią do kina. Tytułowy obraz chcieliśmy przytulić zmysłami już w walentynki. Jednak życie napisało nam nieco inny scenariusz. O produkcji „Sztuka Kochania” usłyszałem od Kasi. Gdyby nie ona – i film – nie dowiedziałbym się nigdy o postaci Michaliny Wisłockiej. Miałbym czego żałować. Idąc do kina wiedziałem trzy rzeczy: obraz przedstawia historię jakiejś polskiej seksualnej rewolucjonistki, istnieje ciekawa pozycja literacka na której opiera się główny wątek przedstawianej historii, Kaśka nie da mi żyć jeśli nie zabiorę jej do kina na wspomniany obraz. Czy jest się czym zachwycać? Czy tłumy na sali podczas seansu o czymś świadczą? Odpowiedź brzmi… jak najbardziej tak. Produkcja „Sztuka kochania” po prostu rozwaliła mnie na łopatki. W moim prywatnym odczuciu mamy do czynienia z kolejnym smaczkiem polskiego kina, który stoi na półce obok zeszłorocznej produkcji „Ostatnia Rodzina” – recenzje znajdziecie tutaj. Wróćmy do tytułowego kinematograficznego „diamentu”.

„Sztuka kochania” to historia wspomnianej już dzisiaj Michaliny Wisłockiej – najsłynniejszej seksuolog czasów PRL-u – i jej walce o wydanie książki, która miała na zawsze odmienić życie seksualne Polaków. Maria Sadowska – reżyseria – i Krzysztof Rak – scenariusz – w dostępny i bardzo wyrazisty sposób opowiadają nam trudny życiorys głównej bohaterki, gdzie w smacznej formie pokazują nam realia świadomości seksualnej Polaków z czasów kolejek i kartek na masło. Brutalny obraz rzeczywistości i charyzmatyczna walka głównej bohaterki tańczą ze sobą tematyczne tango, które mimo swojej poważnej i smutnej melodii powoduje na twarzach widzów uśmiech.

file.sztuka-kochania.jpg

W obrazie zobaczymy takie persony jak: po prostu REWELACYJNA Magdalena Boczarska, charyzmatyczny Eryk Lubos, urokliwa Justyna Wasilewska, zmagający się z nadwagą Piotr Adamczyk, królowa ról drugoplanowych Jaśmina Polak i odrobinę monotonny Borys Szyc…

Nie trzeba być geniuszem interpretacji w celu zobaczenia mojego niezadowolenia wynikającego z „części” obsady produkcji. Zaryzykuję stwierdzenie, że obsada męska filmu – z wyjątkiem Pana Eryka Lubosa – została nie najlepiej dobrana. Wiem, że nieprofesjonalnie jest szufladkować aktorów. Niemniej jednak w chwili gdy zobaczyłem na ekranie Piotra Adamczyka, w głowie urodziła mi się złośliwa refleksja cyt. „Wojtyła w roli szowinistycznego kochanka?”. Oczywiście nie owa refleksja jest powodem mojego niezadowolenia z doboru męskiej obsady obrazu. Za równo Pan Adamczyk, jak i Borys Szyc powielili schematy i zupełnie nie przyłożyli się do zbudowania ciekawych kreacji aktorskich. Papierz i złodziej obrazów zdecydowanie nie pasują do tytułowego majstersztyku. Niestety.

Męska obsada filmu jest chyba jedyną rysą tego kinematograficznego diamentu. Całość historii przyprawiona została rewelacyjną scenerią, montażem – Michał Sobociński – i ścieżką muzyczną – Radzimir Dębski.

69fe78446c890576263dc762460b71ba_XL.jpg

Premiera filmu zgromadziła w kinach 267 922 widzów. Łącznie z pokazami przedpremierowymi daje to 282 414 sprzedanych biletów. Przypomnę, że od czasu premiery minęło już trochę czasu. W ostatnią niedzielę sala kinowa w Poznaniu i tak pękała w szwach. Ciekaw jestem końcowych statystyk boxoffice produkcji. Czyżby szykował się kolejny, polski kinematograficzny rekord? Całkiem możliwe…

Reasumując! Jak ja nie lubię tego słowa… Obraz Marii Sadowskiej to bez wątpienia tegoroczna perełka naszej biało-czerwonej kinematografii. O seksie można mówić kolokwialnie, naukowo, namiętnie… jak również dostępnie i smacznie. Wiem, że dzisiaj często używam słownictwa gastronomicznego. Niemniej jednak ten obraz po prostu jest smaczny. Polecam każdemu spotkanie z tytułową produkcją, a w dalszej kolejności przytulenie zmysłami dzieła głównej bohaterki historii – książkę możecie nabyć już za niecałe 30 złotych na allegro. Polecam i do napisania niebawem!

.

Reklamy
Otagowane

9 thoughts on “„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” – czyli długi tytuł bardzo długo wyczekiwany…

  1. marika96 pisze:

    ŚWIETNY FILM 🙂

    Polubienie

  2. magdabraf pisze:

    zachęcasz 😛

    Polubienie

  3. mariuszek pisze:

    coś się tak uwzioł na adamczyka 😛 a jak tobie dieta idzie 😛
    bez urazy, zbijam się, wpis ciekawy jak zwykle pozdro 🙂

    Polubienie

  4. Klara Wertas pisze:

    MUSZĘ NA TO IŚĆ!

    Polubienie

  5. coco pisze:

    widziałem, b dobry film

    Polubienie

  6. Fragles pisze:

    Hm ciekawa sprawa

    Polubienie

  7. Anka pisze:

    Imię Maria w dopełniaczu piszemy przez dwa „i” – Marii

    Polubienie

  8. Sonia pisze:

    Dobry film

    Polubienie

  9. powalacace pisze:

    Bardzo dobry film, warty polecenia. Cieszę się, że miałam okazję dowiedzieć się o Wisłockiej zanim powstał film 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: