„Złe Mamuśki” – czyli typowa recenzja, w której nagminnie używam słowa „typowe”…

kobiety

Typowe…

Cześć! Czołem! Dziś kolejna grudniowa recenzja filmowa, zgodnie z wcześniejsza obietnicą. Po ostatnich kinematograficznych wpadkach postanowiłem trochę się odmóżdżyć i sięgnąć do tegorocznych – prostych i lekkich – amerykańskich komedii. Wiem, że ostatnio często hejtowałem tegoroczne premiery filmowe. Nie moja wina. Trafiam w grudniu permanentnie na kicz odziany w ładne okładki. Dziś specjalnie sięgnąłem po tytuł nie mający nic wspólnego z kinem ambitnym. Dlatego nie będę hejtował. Wręcz przeciwnie. Postaram się zachęcić was do prostej komedii, która idealnie nadaje się na każdy zimowy wieczór. „Złe Mamuśki” to odrobinę wulgarna komedia o niskim, komercyjnym budżecie. Film opowiada nam historię młodej ambitnej mamy – w tej roli zjawiskowa Mila Kunis – starającej się znaleźć w ciągu doby choć godzinę czasu na sen. Typowa nisko płatna i bardzo absorbująca praca, typowa dwójka dzieci w renomowanej szkole, typowy mąż fleja lubiący „skoki w bok” i typowy dom jednorodzinny wymagający dużej ilości środków czystości. Typowe, choć może nieco przekoloryzowane. W pewnym momencie główna bohaterka mówi stanowcze „dość!” i diametralnie zmienia swoje podejście do życia.

Obowiązki domowe w rękach dzieci, mąż wyrzucony za drzwi, a telefon służbowy wyłączony i schowany głęboko do kieszeni. Młoda mama szybko znajduję nowe przyjaciółki i zmienia swoje życie w jedna wielką imprezę. Typowy seks, dragi i alkohol to dopiero początek. Kiedy kac mija bohaterka postanawia zostać przewodnicząca komitetu rodzicielskiego i wprowadzić drastyczne zmiany w funkcjonowaniu szkoły, do której chodzą jej dzieci. Na drodze młodej mamie staje dotychczasowa przewodnicząca komitetu, typowa „paniusia na pokaz w leginsach w panterkę” – w tej roli znana z komediowych kreacji Kristen Bell.

Komedia wulgarna, nieco sprośna, posiadająca kilka fajnych gagów, z smaczną obsadą i bardzo prostą – sympatyną – fabułą. Nie ma co się rozpisywać. TYPOWA komedia na odmóżdżenie. W związku z faktem, że mamy dzisiaj do czynienia z bardzo komercyjnym tytułem nie mam wobec niego żadnych wymagań. Wybierając „Złe Mamuśki” spodziewałem się odrobiny śmiechu, prostej dla intelektu historii i miłej dla oczu obsady. Wszystkie wspomniane elementy zostały spełnione. Polecam obraz każdemu, kto po prostu chce odpocząć od rzeczywistości. Ciepła herbata w dłoń i na seans marsz! Jakie to typowe…

Advertisements
Otagowane

7 thoughts on “„Złe Mamuśki” – czyli typowa recenzja, w której nagminnie używam słowa „typowe”…

  1. Oski pisze:

    Co to za godzina wpisu? Zawsze wstawiasz wieczorami a tu PACZE 8.00 o.O

    Lubię to

  2. masdo pisze:

    muszę na to zerknąć, wygląda spoko 🙂

    Lubię to

  3. Pola pisze:

    Cycki w nagłówku i clickdejty lecą 🙂 pozdro, fajny wpis, jak zwykle 😉 typowe.

    Lubię to

  4. Pola pisze:

    ta aktorka ma zajebiste cialo akurat a jest po 30sce 😀

    Lubię to

  5. magda braf pisze:

    nice 🙂

    Lubię to

  6. Fragles pisze:

    Dobry film. Akurat na wyluzowanie przy browarku :))))

    Lubię to

  7. powalacace pisze:

    Obejrzałabym coś w tym stylu ;p

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: