„Pitbull. Niebezpieczne kobiety” – kolejna kultowa odsłona, czy zwykły kicz dla naiwnych?

pbnk

Sory Patryk.

W ostatnią sobotę dostałem zajebisty prezent na urodziny! Wybraliśmy się z Kaśką do kina na… Oczywiście na produkcję „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”! Zacznijmy może od początku. Do końca grudnia w multikinie jest ciekawa promka. Jeśli posiadasz kartę Mastercard® lub Maestro®  to kupując bilet na dowolny film, drugi bilet otrzymasz w prezencie. Mało tego! Jeśli zakupisz bilet przez internet dodatkowo otrzymasz również darmowy popcorn. Więcej na temat promocji tutaj.  Jak dobrze wiecie ostatnio rzadziej chodzę do kina ze względów finansowych. Jedno wyjście na normalnych biletach z prowiantem to koszt około 100. złotych. Masakra. W sobotę jednak wykorzystaliśmy z Kasią wspomnianą okazję i przytuliliśmy zmysłami nową produkcje Patryka Vegi. Czy było warto? I tak, i nie. No ale może po kolei. O premierze kolejnej części serii „Pitbull” było głośno od dawna. Praktycznie zaraz po premierze rewelacyjnej pierwszej części obrazu „Pitbull. Nowe porządki” twórcy już zapowiedzieli ciąg dalszy produkcji. Po sukcesie pierwszego Pitbula na dużym ekranie, twórcy pozwolili na bardzo szybką publikację filmu w sieci. Zabieg ten miał zwiększyć marketing i kolejki po bilety na drugą osłonę historii.

Dla ciekawych recenzję poprzedniej części znajdziecie tutaj.

Usiedliśmy wygodnie w kinowych fotelach. Z ciarkami na plecach oczekiwałem na tytułowy obraz patrząc na ponad 30. minutowy blok reklamowy. Po REWELACYJNEJ pierwszej części serii byłem pełen nadziei, że kolejna odsłona Pitbulla będzie jeszcze lepsza lub równie dobra. Czy moje przypuszczenia się sprawdziły? Niestety nie. Szary slogan mówiący o tym, że nigdy kontynuacje nie dorównają swoim pierwowzorom sprawdził się po raz kolejny. Bardzo długi kinematograficzny kolos – 135 minut – pełen niezwiązanych ze sobą wątków i zwrotów akcji, zamaczany w na siłę naciąganych zwrotach akcji. Do tego wszystkiego jeszcze tania posypka na bazie cieniutkiej ścieżki dźwiękowej i dialogów opartych na „ogrzewanych żartach”. Mam wrażenie, że Patryk Vega naiwnie myślał, że charakterystyczna dla jego produkcji brutalność i obsada, która raz już odniosła sukces obronią zupełny brak fabuły w filmie. Może inaczej. Brak ciekawej i nienaciąganej fabuły w filmie. I w ten sposób w zgrabnym stylu przechodzimy do tematu obsady obrazu. Nie chciałbym być źle zrozumiany, tytułowy film uważam za bardzo dostateczny. Powiedziałbym, że nawet dobry na tle innych tegorocznych – polskich – produkcji filmowych. Do obsady nie mam uwag, praktycznie wszyscy w kreatywny i profesjonalny sposób stworzyli swoje kreacje aktorskie. Szczególne uznanie dla grającego pierwsze skrzypce Sebastiana Fabijańskiego i sprawdzonego już aktora jednej roli, Tomasza Oświecińskiego.

p14

Obraz „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” miał przestawiać historie kilku bohaterek, które metaforycznie rzecz ujmując „mają większe jaja od niejednego faceta”. Mam nadzieje, że powyższe zdanie nie zabrzmiało szowinistycznie. A nawet jeśli, to moje intencje oczywiście są zupełnie inne 🙂 .Cztery kobiety:  młoda policjantka rozpoczynająca swoją karierę, skorumpowana pani inspektor z problemami finansowymi, żona policjanta mającego na sobie wyrok mafii, policjantka związana z tuczącym ją bydlakiem, skazana za niewinność kobieta wychowująca swoje dziecko za murami zakładu karnego. Obraz w sposób bardzo brutalny pokazuje nam zmagania wymienionych bohaterek, które nie zawsze kończą się spodziewanym happy end’em.

Dobra, czas na podsumowanie. Film tak jak powiedziałem już wcześniej uważam, za dostateczny. Jednak porównując go do poprzedniej części serii zaryzykuję stwierdzenie, że okazał się jedna wielką porażką. Brak ciekawej fabuły ratuję jedynie dobra gra aktorska i typowy dla reżysera czarny humor dialogów – choć i te miały w sobie wiele „odgrzewanych sucharów”. Zaryzykuje stwierdzenie, że tytułowa produkcja jest dobrą odpowiedzią na pytanie: czy warto robić kontynuacje dobrych filmów „na szybko”?…  Niemniej jednak, jeśli szukacie w polskim – grudniowym – repertuarze czegoś „po prostu” krwistego to jak najbardziej polecam.

Reklamy
Otagowane ,

7 thoughts on “„Pitbull. Niebezpieczne kobiety” – kolejna kultowa odsłona, czy zwykły kicz dla naiwnych?

  1. Krzysztof Gordon pisze:

    mocny film

    Lubię to

  2. mieciu88 pisze:

    film raczej mocno przesadzony i naciągany, fajnie tylko że vega poruszył w nim w końcu kwestie kobiet 🙂

    Lubię to

  3. Fragles pisze:

    Ide na niego jutro 🙂 dzieki za recenzje

    Lubię to

  4. Herm pisze:

    Dla mnie bardzo dobry film, ale fakt faktem jedynka lepsza 🙂

    Lubię to

  5. magda braf pisze:

    bardzo trafna recenzja, jestem po obejrzeniu obu części. Choć mimo to i tak nie uważam że zmarnowałam czas oglądając II część 🙂

    Lubię to

  6. KAJzerek pisze:

    słaby film

    Lubię to

  7. powalacace pisze:

    Nie oglądałam poprzedniej produkcji, być może ta nie dorównuje, ale nie porównując to film był bardzo brutalny ;p Zgadzam się z tym, że brakowało mi tam konkretnej fabuły i zakończenia, jakiejś spójności. No i gdyby nie sugerujący to tytuł nie zwróciłabym uwagi, że kobiety odgrywają tam, aż tak dużą rolę, raczej wydaje mi się to normalne. 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: