„Legion Samobójców” – czyli dlaczego produkcja nie spodobała się nawet zagorzałym fanom komiksu??

legion77

Coś tu śmierdzi?

Zwróciliście mi uwagę jakiś czas temu, że już dawno na blogu nie pojawiła się żadna filmowa recenzja. Fakt, mój blog ostatnio dotykał jedynie – lub aż – tematów kultury i mojego życia prywatnego. Czas odkurzyć kategorie kinematograficznej zupy. Tym bardziej, że jestem – strasznie – przeziębiony i z filmem mi w tej chwili bardzo do twarzy. No właśnie… Co do… Ostrzegam, że jestem przeziębionym facetem, a to powoduje we mnie wzmożoną irytacje i nadwrażliwość. Również względem kinematograficznej estetyki. Do filmu „Legion Samobójców” przymierzałem się od dawna. Tytułowy obraz były chyba jedną z najbardziej głośnych – w swym marketingu – tegorocznych produkcji. Czy wielki spam bilbordów miejskich rzeczywiście zapraszał konsumentów na coś wartego uwagi? O tym powiem za chwilę. Po miesiącu od premiery filmu, sieć została zalana przez tysiące recenzji, których autorami byli – bardzie lub mniej – znający się na rzeczy  hejterzy. Dlaczego w ten sposób o tym wspominam? Z tytułową produkcją jest trochę jak – z ostatnio recenzowanym na blogu – filmem „Deadpoll”. W związku z faktem, że obraz jest adaptacją komiksów, musimy podzielić odbiorców na dwie grupy:

chodźmy na coś do kina

i

chodźmy na Legion aby sprawdzić autentyczność adaptacji komiksów, które czytamy już od wielu lat„.

Ku mojemu zdziwieniu – odwrotnie jak w przypadku obrazu „Deadpool” – to pierwsza z wymienionych grup wykazywała większe zadowolenie ze spotkania z tytułowym filmem*.

  • Why? Przecież fani komiksów zawsze dostrzegają superlatywy adaptacji! Nawet gdy film rzeczywiście jest do kitu! Dlaczego? Ponieważ mogą poznać w adaptacjach nowe informacje o swoich ulubionych superbohaterach, których nigdy wcześniej nie wyczytali w papierowym komiksie.

W przypadku obrazu „Legion Sprawiedliwych” akacja i fabuła filmu jest najsłabszym punktem obrazu. Fani komiksów opowiedzieli się bardzo jasno. Film nie ma prawie nic wspólnego z realiami oryginalnych „rysowanych historii”. Mało tego, autorzy produkcji „Legion Samobójców” popsuli – naprawdę ciekawe – oryginalne kreacje stworzone przez rysowników i w wielu momentach zupełnie wypaczyli pierwotną historię opowiadaną w komiksach. Spójrzcie tylko na przykład postaci Yokera. Film przedstawia go jako zakochanego Wertera, który jest w stanie zrobić wszystko dla swojej „królowej”. Komiks z kolei trzyma się mocno postanowienia, że Yoker nie jest zdolny do uczuć wyższych i przez lata dba o jego wizerunek permanentnego socjopaty.

4559d41f6e4aeb584ee80a1111bf95e977ed913b8a9bb88342dc758a98e020f5-121

Dobra, powiedzieliśmy już o reakcji widzów znających się na komiksach. Teraz pora poszeptać o recenzjach autorstwa zwykłych obywateli, którzy chcieli po prostu obejrzeć w kinie coś nowego. W tym gronie znalazła się również moja osoba. Cóż… zdania w sieci są bardzo podzielone. Niemniej jednak w prawie każdej recenzji – również w tych pozytywnych – widzowie zarzucają produkcji obrzydliwie nielogiczną fabułę. W mojej skromnej opinii, autorzy filmu chcieli po prostu przybliżyć widzom każdą komiksową postać trochę bardziej, poświęcając jej kilka minut na ekranie. W efekcie przez ponad 30 minut w filmie akcja nie posuwa się do przodu anie trochę. Natłok informacji i nielogicznie pozszywana fabuła utrudniały mi „lekkie” poznanie przedstawionej historii. Praktycznie w tonie niepotrzebnych informacji – serwowanych w filmie – można wyłonić tylko jedno zdanie, które opisuje fabułę produkcji.

„Szajka złoczyńców dostaje od rządu szansę: „możecie odpokutować swoje życie ocalając świat w super ważnej misji (…)”

Tak, właśnie opisałem fabułę filmu. Nic więcej w nim nie zobaczymy 🙂 . Produkcja trwa ponad 120 minut, czym autorzy zapchali ten czas? Już dopowiadam. Dziesiątki scen walki, bezsensowne dialogi, nic nie wnoszące sceny przybliżające charakter każdego z bohaterów i kilka ujęć próbujących scalić wszystko w logiczną całość. Ych… Sory, przeziębienie robi swoje. Niemniej jednak nawet gdybym był zdrowy, to nie potrafiłbym szczerze polecić komukolwiek „Legionu Samobójców”. Komercja na mistrzowskim poziomie. Nawet w – dobrze zrobionych – scenach walki autentyczność i brutalność została ograniczona przez twórców tylko dlatego aby film dostał w etapie kwalifikacyjnym w miarę niską kategorię wiekową. Smutne, ale prawdziwe.

Dobra, spróbujmy teraz odnaleźć w tytułowej produkcji jakieś pozytywy. Dajcie mi chwilę. Idę wydmuchać nos i zaparzyć sobie herbaty. Wy w tym czasie zerknijcie na grafikę, którą znalazłem wczoraj w sieci. Na rysunku widzimy głównych bohaterów filmu w oryginalnych strojach, które były zaprojektowane na potrzeby komiksów – w których czarne charaktery pojawiły się po raz pierwszy w historii kultury.

7b29aef29db3e4019edb1a816584367e_fb

Dobra, jestem. Po pierwsze… Sam fakt, że film jest ekranizacją komiksu można traktować jako dobra stronę produkcji. Druga kwestia, to świetna muzyka – Steven Price – i rewelacyjna gra aktorska Margot Robbie. Do aktorki mam dużą słabość. W szczególności po filmie „Wilk z Wall Street”, którego recenzję znajdziecie tutaj. Sympatyczna aparycja i duży talent aktorski w jednym. Z Panią Margot jest trochę jak z Angeliną Jolie. Margot Robbie stworzyła niesamowitą kreacje i dała piękne świadectwo swojego warsztatu aktorskiego. Zaryzykuje stwierdzenie, że aktorka zbudowała najlepszą postać ze wszystkich członków obsady produkcji. Z kolei najsłabiej w moich oczach wypadł Pan Jared Leto, który skompromitował się swoim wcieleniem Yokera. Emo klaun z aparatem na zębach strzelający z karabinu… Na litość… Ych… A miałem skupić się na pozytywach…

Obraz według boxoffice zarobił na dzień dzisiejszy 719 774 166 $ – to bardzo dużo i daje produkcji 79. miejsce w rankingu najbardziej kasowych produkcji z całego świata. Powód? Świetny marketing i dobry temat. Aby „ocenić liczbami” jakość produkcji, powinniśmy zajrzeć nie tylko do amatorskich recenzji, jak również do spisu nagród filmowych. Zerknijmy… Ojoj. Pusto. A nie przepraszam, film zdobył dwie nagrody Teen Choice – najbardziej wyczekiwana przez nastolatków aktorka i najbardziej wyczekiwany przez nastolatków film. To chyba też nam coś sugeruje…

Tak jak wspomniałem już na początku, mam świadomość tego, że tytułowa produkcja ma swoich fanów. Szanuje to, choć trochę tego nie rozumiem. Jestem otwarty na dyskusję, może ktoś wytłumaczy  mi dlaczego „Legion Samobójców” jest wart odrobiny uwagi? Czekam na wasze komentarze. Do napisania niebawem! 🙂

Reklamy
Otagowane , , , , ,

6 thoughts on “„Legion Samobójców” – czyli dlaczego produkcja nie spodobała się nawet zagorzałym fanom komiksu??

  1. coco pisze:

    lubię twoje recenzje 🙂

    Polubienie

  2. KAMILP pisze:

    bardzo słaby film…………

    Polubienie

  3. magdabraf pisze:

    nie lubię tego typu filmów ale trailer wydawał się ciekawy 🙂

    Polubienie

  4. SOWA pisze:

    podpisuje sie pod rezenzją jokera strasznie zrobil ten koleś – czy mi sie wydaje czy on gral tez tym filmie o hiv?

    Polubienie

  5. powalacace pisze:

    I tak chcę obejrzeć 😉

    Polubienie

  6. Fragles pisze:

    Film dobry jak ty to mówisz na „odmozdrzenie”. Bez rewelacji i na pewno nie godny swojego marketingu. Ale mimo to podoba mi się idea Dania szansy złym charakterom i zobaczenia tym razem ich w rolach głównych :). Fajna recenzja, miło się czyta ciebie Bartoszu 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: