Pierwszy dzień jesieni! – czyli po jesiennych porządkach leżę przeziębiony w łóżeczku.

jesiennniiii

Reklama Lidla?

To już jest chyba tradycja. Rok temu również pierwszy dzień jesieni spędziłem w łóżeczku. Zanim jednak zacznę zachowywać się jak przeziębiony facet – co za tym idzie zaleje wszystkich dekadencją i katarem – opowiem wam wszystko od początku… Jesień i porządki w ogródku. Podcinanie liściastych drzewek ozdobnych, zrywanie ostatnich czerwonych jabłek, sprzątanie liści i zabezpieczanie systemu nawadniającego przed mrozem… Z początku wszystko szło zgodnie z planem. Słońce, szelest pierwszych zasuszonych liści i ja w seksownych kaloszach. Sceneria prawie jak z jesiennej ramówki telewizyjnej Lidla. Rzeczywistość jednak bardzo szybko pokazała mi, że nie można oceniać książek po okładce. Słoneczna jesień wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem dla pracy w ogrodzie. Słońce grzało moje plecy momentami bardzo mocno. Wspomniane „momenty” jednak trwały w rzeczywistości niecałą godzinę zegarową. Zaraz potem zerwał się wiatr, a temperatura znacząco się obniżyła. Oczywiście przez godzinę fizycznej pracy w słońcu zdążyłem się spocić. Pewnie domyślacie się reszty historii? Mokre, rozgrzane ciało i ziąb na dworze nie są zdrowym połączeniem. No, a prace w ogródku trzeba było skończyć…

img_20160921_164043W efekcie nie mogę oddychać, mówić, a moja głowa waży 250. kilogramów. Osoby, które czytają już jakiś czas mojego bloga dobrze wiedzą, że nie lubię się użalać. Nie będę tego dzisiaj czynić – przynajmniej publicznie. Pomimo faktu, że mam na to w tym momencie olbrzymią ochotę. Nie chciałbym być dzisiaj źle zrozumiany. Uwielbiam jesień. Tym bardziej, że jest ona swoistą zapowiedzią mojej ulubionej pory roku – zimy. Kocham niskie temperatury i krajobraz świata, który właśnie zostaje zresetowany. Jesienią i zimą powietrze jest bardziej subtelne i wilgotne, a śmieci na trawnikach miasta zostają zatuszowane przez liście lub śnieg. W tym momencie dodam didaskalia do tytułowego zdjęcia. Żółte owoce prezentowane na fotografii pod tytułem, to moje pierwsze jesienne trofeum – zerwane w pełni legalnie 🙂 . Domyślacie się co to za roślinka? … Jeśli tak, to zostawcie po sobie ślad w komentarzu.

Wróćmy jednak do tematu. Wrzesień absolutnie nie jest w moim wypadku dobrym momentem na przeziębienie. Zresztą czy istnieje taki moment, gdy zatkane drogi oddechowe są mile widziane? Mam przed sobą ostatnie dni studenckich wakacji, które postanowiłem poświęcić pracy zarobkowej. Obok zarabiania na codzienność, w dalszym ciągu ubiegam się o dotacje unijne na własną działalność – tzn. co trzeci dzień siedzę w poznańskich urzędach. Wymaga to nie tylko dużej cierpliwości i pokory, ale również lekkiej i otwartej głowy… Moja waży aktualnie…Ych… Nie będę się już powtarzał.

Do tego wszystkiego dochodzą codzienne obowiązki, przygotowania do kolejnego – ostatniego już – roku akademickiego i szczypta czasu jaki poświęcam swoim pasjom. No właśnie. Obiecałem wam na początku miesiąca kilka ciekawych wpisów. Wszystkie obietnice zostaną we wrześniu spełnione, jednak na pewno nie zabiorę się za wspomniane publikacje w najbliższych dniach. W tym tygodniu możecie spodziewać się na blogu głównie recenzji filmowych. Na co jak na co… ale na kinematograficzne zaległości mam teraz „pod kocykiem” sporo czasu. Swoją drogą jestem ciekaw jak wy radzicie sobie z apokalipsą jesiennych przeziębień. Moje metody możecie zobaczyć na zdjęciu. Tony chusteczek, napar z cebuli i buraków, mleko z czosnkiem i kurkumą, hektolitry herbaty z cytryną, wapno z witaminą C, syrop sosnowy, sok z malin mojej babci i awaryjny zestaw leków przeciwbólowych… Choć może nadużyłem w tym momencie słowa „moje”. Mleko z kurkumą i sok z buraków to pomysły Kasi. No właśnie. Jeszcze w tych wszystkich moich walkach ze zmorą choroby uczestniczy Katarzyna. Ma dziewczyna przerąbane i wystawiam ją w takich chwilach na porządną próbę cierpliwości. Mimo to Kaśka świetnie to znosi i nie daje sobie wejść na głowę. Opiekuńcza, a zarazem stanowcza i racjonalna. Taka kobieta u boku to najlepsze lekarstwo 🙂 . Życzę zdrowia! Sobie i wam. Do napisania niebawem!

img_20160922_122041

Reklamy
Otagowane , ,

5 thoughts on “Pierwszy dzień jesieni! – czyli po jesiennych porządkach leżę przeziębiony w łóżeczku.

  1. coco pisze:

    jarzębina?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Fragles pisze:

    Nie wiem wiem jedynie , że z lewej jest kasztan :p

    Polubione przez 1 osoba

  3. rosa pisze:

    🙂 🙂 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. klaren pisze:

    zdrówka chłopie!
    jak chcesz mogę ci podrzucić syrop z imbiru, robiłam zapasy na zimę i mam tego sporo

    Polubione przez 1 osoba

  5. powalacace pisze:

    Jak nie ma gorączki to żadna choroba, zwykły katarek, nie ma co płakać, tylko trzeba wzmocnić odporność na jesień 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: