„Przywitanie Łeby i pierwszy piasek w bucikach” – czyli Figaj na wakacjach część II…

A

Ahoj przygodo!

Jak pisałem we wcześniejszym wpisie, jesteśmy z Kaśką na wakacjach! Dziś podzielę się z wami moimi refleksjami i wspomnieniami z pierwszej „stacji” tytułowej podróży. Mowa oczywiście o naszym polskim morzu i miejscowości Łeba. Z pociągu wysiedliśmy około godziny czternastej. Padał deszcz. Ubraliśmy nieprzemakalne uniformy i ruszyliśmy na poszukiwanie wcześniej zamówionej kwatery. Zwracając uwagę na stronę finansową, postanowiliśmy wynająć pokój. Wybór padł na prywatny dom wczasowy „Agnes”. Koszt zakwaterowania – bez posiłków – wyniósł nas 40 złotych za dobę. To naprawdę niewiele. Tym bardziej za tak komfortowe warunki mieszkalne. Czyściutki – świeżo remontowany – pokoik z własną – dużą – łazienką i balkonem. Do tego tradycyjnie wspólny aneks kuchenny i ogród do dyspozycji. Jedynym minusem wybranego przez nas miejsca zakwaterowania była lokalizacja. Nie ukrywam, że ulica „Relaksowa” – na której mieściła się kwatera – była jedną z najbardziej oddalonych od morza „łebskich ulic”. E tam! Kilka kilometrów więcej może wyjść nam tylko na zdrowie – pomyślałem ciągnąc za sobą pękające walizki 🙂 . Gdy tylko dotarliśmy na miejsce i się odświeżyliśmy ruszyliśmy w miasto!

IMG_20160823_110642

Niesamowita energia, świeże powietrze, zapach smażonych ryb i masa turystów wszystkich nacji – od Francuzów przez Niemców, na Hiszpanach i Rosjanach kończąc.

Stwierdziliśmy, że wypadałoby rozpocząć naszą morską część wakacji od skosztowania miejscowych specjałów. Przyznam szczerze, że dosyć długo szukaliśmy odpowiedniej smażalni. W wyborze kierowaliśmy się głównie lokalizacją i aparycją lokalu. Ceny i oferty smażalni w dużej mierze były wszędzie bardzo podobne. Kasia polowała na grillowaną rybę co zawężało trochę wybór miejsca – grillowane ryby serwuję tylko co piąty „łebski lokal”. Koniec końców znaleźliśmy się w smażalni „Tawerna Rybacka”. Bardzo sympatyczna i rzeczowa obsługa, smaczny Miętus i klimatyczne – wzorowane na archaicznej portowej tawernie – wnętrze lokalu. Niestety po podróży byliśmy tak głodni, że nie przyszło nam nawet do głowy zrobienie zdjęć zamówionym rybkom :P.  Musicie uwierzyć mi na słowo, że były BARDZO smaczne!

IMG_20160821_203336

Za dwie rybki – sensownych rozmiarów – zapłaciliśmy raptem 27 złotych. Nie jest to duża kwota, za tak sympatyczny kawałek nieba na talerzu. Pewnie gdybyśmy mieli przez cały pobyt żywić się wyłącznie w smażalniach, to rachunek końcowy byłbym całkiem spory… Niemniej jednak miasto Łeba ma wiele innych alternatywnych propozycji gastronomicznych. Teraz informacja dla studentów i nie tylko. Jeśli chcecie zaoszczędzić trochę grosza na wyżywieniu, to w mieście znajdziecie sporo marketów, w tym Biedronkę otwartą prawie do północy 🙂 . No ale wróćmy do naszej historii. Po posiłku – zadowoleni – ruszyliśmy w dalszą drogę…

IMG_20160821_203433

Było już dosyć późno. Miasto o tej porze wyglądało niesamowicie. Mnóstwo ludzi, gwar i dźwięki maszyn do różnego rodzaju gier. Sami zahaczyliśmy o jeden z salonów i rozegraliśmy partyjkę „talerzy” – nie mam zielonego pojęcia jak poprawnie nazywa się ta gra, ale zorientowani na pewno wiedzą o co mi chodzi 🙂 . Poruszając się ulicami miasta mijaliśmy wiele charakterystycznych straganików z różnego rodzaju pierdołami. Kurcze, zastanawiam się czasami kto kupuje te wszystkie porcelanowe figurki marynarzy i wielkie, plastikowe magnesy z nazwą miasta… Na logikę: jeśli bluzy w kształcie różowego misia są w takich ilościach wystawiane na wystawie, to muszą się cieszyć kogoś zainteresowaniem…

IMG_20160821_212447

Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o jeden ciekawy lokal, o kreatywnej nazwie „Warsztat ryb”. Jednak nie ryba tym razem była celem naszej wizyty, a lody! Lokal oferuje rewelacyjne lody robione z koziego mleka. Pierwszy raz w życiu jadłem takie cuda. Naprawdę gorąco polecam. Sam lokal jest bardzo oryginalnie „zrobiony”. Wszędzie jasne drewno z morskimi akcentami. Młoda, bardzo profesjonalna obsługa. Bardzo sensowne ceny. Kreatywność właścicieli lokalu zaskakiwała mnie na każdym kroku. Pierwszy raz widziałem muszlę toaletową połączoną z umywalką. Oszczędność nie tylko miejsca, ale również wody – która zużyta trafia do zbiornika toalety, a następnie jest wykorzystywana do spłukiwania wody w muszli. Przepraszam, że się tak tym podniecam, ale – jeśli nie czytacie mnie po raz pierwszy – wiecie, że zwracam uwagę na tego typu szczegóły 🙂 . Boshe, ten wpis miał być o wakacjach, nie o technicznych rozwiązaniach w toaletach…

IMG_20160821_222954

Po lodach udaliśmy się przytulić wzrokiem morze… Niestety w związku z euforią pomieszaną z zmęczeniem i najedzeniem znowu zapomnieliśmy o istnieniu aparatu 😦 . Nie martwcie się jednak, już za moment na blogu kolejny wpis z porannego spaceru na plażę :). Do napisania za chwilę!

Reklamy
Otagowane , ,

7 thoughts on “„Przywitanie Łeby i pierwszy piasek w bucikach” – czyli Figaj na wakacjach część II…

  1. magdabraf pisze:

    ❤ Super razem wyglądacie

    Polubienie

  2. coco pisze:

    czekam na więcej 🙂

    Polubienie

  3. fidzia pisze:

    🙂 🙂 🙂 nie jadłam takich lodów jeszcze

    Polubienie

  4. k pisze:

    sweetaśnie 😀

    Polubienie

  5. Fragles pisze:

    Super!

    Polubienie

  6. BORYSEK pisze:

    🙂 🙂 🙂

    Polubienie

  7. powalacace pisze:

    Lody z koziego mleka są pyszne, aż dziwne, że tak mało popularne 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: