„Byłem w tłumie” – czyli jestem introwertykiem i naprawdę mi z tym dobrze.

kr

Nie lubię jeździć autobusami.

Wiecie co… ych… może po kolei. Jako osoba z – niepełnym jeszcze – wykształceniem pedagogiczno-psychologicznym oczywiście wiem, że nie można być w 100% ani ekstrawertykiem, ani introwertykiem. W tych sprawach najważniejszą rolę odgrywają proporcję. Z jednej strony występuję od prawie dziesięciu lat publicznie i uwielbiam wtedy świadomość obecności innych wokół mnie. Z drugiej strony unikam piątkowych wyjść na miasto i zdecydowanie wolę spędzić wieczór przy dobrej książce lub filmie. W moim przypadku nie potrzebuję żadnych psychotestów aby wiedzieć, że przeważa w mojej osobowości charakter introwertyka. No i o tym chciałem dzisiaj chwileczkę porozmawiać. Introwersja kojarzy się wielu ludziom – bardzo – mylnie ze skrajnym autsajderem, samotnikiem nienawidzącym ludzi. To przecież nie tak. Introwertyk to osoba, która nie spędza całego dnia w domu ze swoim psem, ponieważ boi się świata zewnętrznego. Osobiście nie mam tego typu lęków, a samo bycie w centrum uwagi jest dla mnie bardzo podniecające. Mimo to, mając wybór… z bananem na buzi zamykam się „na cztery spusty” i spędzam wieczory z miseczką świeżych malin i kubkiem gorzkiej kawy…

Nie ukrywam, że mam ostatnio dosyć ciężki okres. W szczególności trudny był dla mnie kończący się dzisiaj tydzień. W związku z problemami natury osobistej chodziłem przez ostatnie dni strasznie zirytowany, zaczepny i smutny. W środowisku trudno było ukryć mi skutki nieprzespanych nocy i dekadencką postawę wobec deszczu za oknem. Bliski znajomy widząc co się ze mną dzieje, zaproponował mi wyjście do ludzi. Już od jakiegoś czasu starzy znajomi permanentnie wysyłali mi zaproszenia na różnego rodzaju eventy, które skutecznie sobie dotychczas odpuszczałem. No dobra – pomyślałem. Skoro i tak braki we śnie nie pozwalają mi na przytulenie książki w domowym zaciszu, to co mi szkodzi spróbować. Przecież sam Albert Einstein powiedział cyt. „Tylko głupcy robiąc to samo, oczekują zmian.”. W ostatnią sobotę wybrałem się wraz z przyjaciółmi na grilla, połączonego z wystawą komiksów jednego z moich starych znajomych. Jasne, było bardzo sympatycznie. Grillowane szaszłyki, muzyka w tle, wspominanie starych czasów i ciekawa ekspozycja owoców twórczych w plenerze. Niemniej jednak w dowolnym momencie spotkania, gdym mógł teleportować się z powrotem do domu i obejrzeć film Tarantino, nie musząc przy tym niczego tłumaczyć… Zrobiłbym to bez wahania. Dlaczego? Przecież czułem się tam naprawdę dobrze. No właśnie. Najwyższa pora na definicję.

Introwersja (od łac. intra – „wewnątrz” i vertere – „zwracać się”) – pojęcie wprowadzone przez Carla Gustava Junga. W psychologii oznacza ono cechę osobowości polegającą na tendencji do kierowania swojej percepcji i działań do wewnątrz – na własne myśli i emocje, z jednoczesnym zmniejszonym zainteresowaniem i aktywnością skierowanymi na świat zewnętrzny.

comment_l8ro0DONMt2M7pqIIjWAFXBsdqcNszqR

Introwertycy to nie zgorzkniali mężczyźni zamakający się przed światem w grach wideo, czy kobiety kolekcjonujące koty i kaktusy. Introwertycy to ludzie bardzo przyjaźnie nastawieni do świata i ludzi. Są świetnymi słuchaczami, myślą zanim coś powiedzą lub zrobią, uwielbiają porządek w postrzeganiu świata i nie przepadają za rozmowami „o niczym”. Co ciekawe, liczbę introwertyków w społeczeństwie określa się na 25% – 46%.  Kiedy introwertyk mówi Ci, że nie ma ochoty na wychodzenie z domu, to nie oznacza to, że ma zalążki depresji! Po prostu potrzebuje chwili dla siebie. Chwili, którą wykorzysta w celu naładowania swoich bateryjek energii życiowej. Piszę o tym dzisiaj głównie dlatego, że w ostatnią sobotę przekonałem się na własnej skórze, jak wielu ludzi nie rozumie sposobu myślenia introwertyków. Po sobotnim spotkaniu chciałem wrócić do domu i oddać się pracy nad blogiem. Na spotkaniu pojawiały się coraz większe ilości alkoholu, a co za tym idzie coraz mniej ciekawe dyskusje przy szkle. Sam jestem osobą niepijącą, dlatego wspomniana atmosfera tym bardziej mi nie odpowiadała. Mnóstwo osób próbowało namówić mnie, abym został na spotkaniu nieco dłużej. Dobrą godzinę żegnałem się, tłumacząc przy tym, że naprawdę chciałbym odpocząć trochę w domu. Jak się pewnie domyślacie nie wszyscy moi znajomi mnie rozumieli. „Przecież tutaj też możesz odpocząć! Jak jesteś zmęczony weź koc i połóż się na chwilę obok ogniska…” – tak, o to właśnie mi chodziło…

Introwersja w moim wypadku polega na tym, że naprawdę „najbardziej na świecie” lubię pisać, czytać kryminały, oglądać sztuki teatralne i premiery filmowe, gotować, sprzątać i chodzić na spacery. A jeszcze lepiej jak mogę robić te wszystkie rzeczy z Kaśką. Nie sprawia mi przyjemności z kolei opalanie się na zatłoczonych plażach, tańczenie w dusznych klubach z nieznanymi ludźmi, czy jeżdżenie autobusem i ocieranie się o ludzi, którzy wierzą reklamom antyperspirantów 48h… Cóż, trochę popisałem i już się lepiej czuję 🙂 . Wracam do owoców… Do napisania niebawem…

SAM_1860

Reklamy
Otagowane ,

5 thoughts on “„Byłem w tłumie” – czyli jestem introwertykiem i naprawdę mi z tym dobrze.

  1. dorek pisze:

    głowa do góry 🙂

    Polubienie

  2. MOnia pisze:

    fajny i dobry z ciebie chopak 🙂

    Polubienie

  3. coco pisze:

    🙂 🙂 🙂 rzeczywiście ostatnio dużooo piszesz

    Polubienie

  4. zielnik pisze:

    mam tak samo bro 🙂

    Polubienie

  5. andrea pisze:

    obserwowałam cie w piątek, na maxa słabo wyglądałeś. Przepracowany, czy co się dzieje?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: