„Warcraft: Początek” – średni film będący kamieniem milowym dla adaptacji gier komputerowych.

kr

Dwie strony medalu…

Dziś bardzo świeża propozycja. Nie tak dawno temu, bo – w Polsce – 10 czerwca odbyła się premiera pierwszej ekranizacji kultowej gry „Warcraft: Początek”. Czy warto wybrać się do kina? To zależy. Od czego? Zaraz postaram się odpowiedzieć na owe pytanie. Po pierwsze, chciałbym zaznaczyć, że jestem wychowankiem produkcji Blizzard Entertainment. Gra „Warcraft” jest tytułem, przy którym niejednokrotnie siadałem odkładając na bok szkolny plecak. Moja dzisiejsze „recenzja” może być trochę stronnicza. No, ale w sumie to chyba każdy komentarz rzeczywistości – w tym sztuki – jest pozbawiony obiektywizmu. Po drugie, film mimo wielu zarzutów pierwszych odbiorców zdecydowanie nosi na sobie naklejkę uniwersalizmu interpretacji. Mitem jest pogląd, że aby zrozumieć fabułę ekranizacji „Warcraft: Początek” trzeba znać chociażby podstawy fabuły gry. Już na wstępie powiem, że osoba która nigdy na oczy nie widziała żadnej produkcji Blizzarda, bez większych problemów połapie się w historii Warcraft’a na dużym ekranie. Owszem wielowątkowość – film w oryginale miał trwać ponad 3 godziny, jednak w końcowym efekcie twórcy bardzo skrócili obraz – może trochę przerażać i momentami nawet najbardziej zagorzały fan gry, nie wyłapie na ekranie wszystkich smaczków.

Pomimo to, brak wiedzy o serii absolutnie nie wpływa na przyjemność podążania za historią przedstawioną w filmie.

Powyższe stwierdzenia, nie zmieniają jednak faktu, że tytułową produkcję uważam za zaledwie dostateczną. No, ale po kolei… Ekranizacja opowiada historię fikcyjnych światów „Azeroth” i „Draenor”, w których dochodzi do konfliktu między ich mieszkańcami: ludźmi a orkami. To właściwie tyle, jeśli chodzi o fabułę 🙂 . Film uważam za pozycję wartą przytulenie głównie z powodu jej wpływu na świat kina i gier. Ekranizacje gier komputerowych to nieczęsty zabieg. Nieliczni twórcy podejmują się takowego zadania… no i nielicznym śmiałkom się to udaje… Zaryzykuję stwierdzenie, że 90% znanych mi ekranizacji gier komputerowych jakościowo posiada status „plastikowych kiczów psujących renomę oryginalnych produkcji”. Jak sprawa wygląda w przypadku gry „Warcraft”? Hm… Aż takiej tragedii nie ma.

warcraft-paula

Nie mniej próba przeniesienia gry na duży ekran zasługuje – jak już wcześniej wspomniałem – zaledwie na ocenę dostateczną. Twórcy tytułowego obrazu mieli przed sobą nie lada wyzwanie. Musieli zmierzyć się z klasykiem gatunku gier RPG. A raczej z jego renomą. Historia opowiadana w filmie mimo swojej wielowątkowości ma jasny przekaz. Twórcom w znośny sposób udało się połączyć „charakterystyczne wątki gry” z głównym motywem filmu tak, aby nie raziły, a mogły być ukrytym smaczkiem dla osób znających tytuł „Warcraft” z ekranu komputera.

Kolejnym atutem produkcji jest rewelacyjna grafika. Postacie orków zrobione z dużą dokładnością i ciekawą dynamiką. Ucieszył moje oko również fakt, że twórcy poświęcili dużo czasu na przedstawienie widzom historii „brudnej rasy”. Odcienie wprowadzone w walkę dobra ze złem, pozwalają fanom serii na zobaczenie świata Blizzarda w bardziej autentycznej odsłonie. O co temu kolesiowi chodzi? Odcienie? Odsłona? Już tłumaczę. Chodzi o to, że oglądając produkcje „Warcraft: Początek” nie mamy do czynienia z klasyczną walką „tych dobrych”, z „tymi złymi”. Fabuła filmu nie jest „czarno – biała”.  Widz wciągnięty zostaje w szermierkę sytuacyjną, w której sam musi stwierdzić, kto w tym konflikcie tak naprawdę ma rację.

Tak, jak wspomniałem na początku jestem zagorzałym fanem serii „Warcraft” i poznanie tytułowej ekranizacji było dla mnie nie lada przyjemnością. Dziś jednak staram się patrzeć na obraz przez pryzmat „osoby, która po prostu chciała obejrzeć film gatunku fantasy”. Z jednej strony świetna grafika, lekka zrozumiała historia i kilka ciekawych momentów, w których odbiorca musi się sekundę zastanowić. Z drugiej strony adaptacja o wiele słabsza od oryginalnej gry, przyprawiona tragiczną grą aktorską. Nad sprawą obsady nie będę się specjalnie rozczulał. Uważam, że żaden z aktorów nie sprostał zadaniu, polegającym na stworzeniu charyzmatycznej i intrygującej kreacji bohatera świata fantasy – mimo tak wielkich możliwości związanych z tematem przewodnim filmu. Powiem tylko, że największym zniesmaczeniem i „kinematograficzną pomyłką” okazał się dla mnie Dominic Cooper, grający postać władcy ludzi – Llane Wrynn.

wowkrol

Nie wiem skąd twórcy wytrzasnęli tak beznadziejnego aktora, do jednej z głównych ról w produkcji! Zaglądając w dorobek artystyczny artysty, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że 80% filmów z jego udziałem to plastikowe kicze… Nie wiem, co było powodem jego angażu. Niemniej jednak od lat nie wiedziałem tak słabej kreacji aktorskiej. Facet po prostu niezależnie od sytuacji używał ciągle tego samego wyrazu twarzy. Do tego jego drażniąca infantylność i delikatność, zupełnie nie  pasowała – według mnie – do roli króla rasy ludzkiej, który w grze zawsze budził we mnie respekt.

Nie mam zamiaru podawać Wam dzisiaj żadnych danych statystycznych, boxoffice  i nagrody nie mają w przypadku tytułowej produkcji najmniejszego znaczenia. Prawdą jest, że to nie sam film, a gra na której jest oparty przyciągnęła miliony osób przed ekrany kin. Gdybym miał ocenić film jako film, nie zwracając zupełnie uwagi na całą otoczkę związaną z adaptacją powiedziałbym, że… „Warcraft: Początek” to mizerny wypierdek kina fantasy. Niemniej jednak ze względu na fakt, że traktuję ową produkcję jak pewnego rodzaju „kamień milowy” dla adaptacji świata gier do kinematografii stwierdzam, że… warto poświęcić mu odrobinę wolnego czasu. Kończę na dziś. Co mi dało spotkanie z obrazem „Warcraft: Początek”? Chyba głównie nadzieję na to, że twórcy kina coraz chętniej sięgają do adaptacji gier. To dobrze. Istnieje jeszcze wiele głośnych i wartościowych tytułów, których przeniesienie na duży ekran może nie zostanie całkowicie spieprzone…

Advertisements
Otagowane , ,

5 thoughts on “„Warcraft: Początek” – średni film będący kamieniem milowym dla adaptacji gier komputerowych.

  1. coco pisze:

    beznadziejna adaptacja

    Lubię to

  2. moskwa pisze:

    mam podobne odczucia, film średni, ale żadko się spotyka tak dobrze zrobioną adaptacje 🙂

    Lubię to

  3. iwona pisze:

    muszę to zobaczyć, sama też wychowałam się na wowie 🙂

    Lubię to

  4. magda braf pisze:

    tak naprawdę to dopiero od sceny w której ginie król film zaczął mnie wciągać – pomijam fakt, że była to jedna z ostatnich scen O,o

    Lubię to

  5. fragles pisze:

    wiec tak.. film ciekawy moim zdaniem ale zgodze sie z faktem ze nie jest czyms super xjawoskowym. gdyby pominac fakt ze tp adaptacja warcrafta to film ten nie zgromafzilby nawet 5% widzow ktorych posiada aktualnie. odobiscie polecilbym go jedynie fanom gatunku. mila recenzja. pizdrawiam.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: