„Figaj na czerwiec” – czyli powrót z urlopu, magia Zamościa i zapowiedzi na blogu!

kr

Wróciłem! 😉

Zaczynamy kolejny upalny miesiąc! Za oknami pochmurno i duszno – przynajmniej w Poznaniu – a na moim blogu świeżutkie i jasne zapowiedzi na czerwiec. Tak, jak wspomniałem już w tytule dzisiejszego wpisu, wróciłem z urlopu… a co za tym idzie, mam głowę pełną nowych pomysłów i pozytywnej energii. Zanim podzielę się z Wami moimi wspomnieniami z wyjazdu do Zamościa, podam kilka informacji technicznych. Nie jest ich wiele, ponieważ w jednym z ostatnich wpisów bardzo szczegółowo opisałem najbliższe nowinki na blogu. Najkrócej mówiąc, czerwiec to miesiąc gorących tematów kulturalnych, premier nowych odcinków mojego kanału na YouTube i przede wszystkim – zapowiadana już w maju – zmiana adresu mojej witryny! Mam świadomość tego, że miała ona nastąpić w zeszłym miesiącu… niemniej jednak sami widzieliście, jak wiele rzeczy się działo. Dziesięć pilotażowych odcinków Vbloga, jeden oficjalnie rozpoczynający serię, bieżące wpisy ze świata kultury i nie tylko. No i pominę już fakt, że mam przy tym wszystkim jeszcze jakieś życie prywatne, które w maju płatało mi wyjątkowe figle – inteligentny żart, gra słów :).To chyba na tyle z zapowiedzi technicznych. Aaa… zapomniałbym o konkursie!

Od wczoraj możecie wziąć udział w konkursie, w którym do zgarnięcia jest płyta”100% tego co chce” Piotra Nagiela – więcej informacji tutaj.

Może teraz słowo o moim urlopie. Jak już wspomniałem wybrałem się wraz z dziewczyną do jej rodzimego miasta Zamość. Przyznam szczerze, że przez bardzo długi czas nabijałem się z owego miejsca. Żarty typu „WFI macie tam jedynie, gdy pociąg w pobliżu przejeżdża” były u mnie do momentu wyjazdu na porządku dziennym. Wszystko zmieniło się po 5 minutach od chwili, gdy moje stopy dotknęły zamojskiej ziemi. Miejsce rewelacyjne. Już pierwszego dnia wybraliśmy się na wieczorny spacer. Mimo zmęczenia po prawie 10h w pociągu, magia tytułowego miejsca działała na mnie lepiej niż mrożona kawa. Pierwszego dnia wybraliśmy się na Starówkę. Piękne budynki, miła dla oka kompozycja żywej natury z infrastrukturą miasta, wszystko dopięte na ostatni guzik. Co najciekawsze w Zamościu, nic nie jest zrobione na pokaz. Osobiście sprawdziłem kilka podwórek za kolorowymi kamienicami. Wszystkie biły klimatem „archaicznej Sycylii”, świeżej, perfekcyjnie zrekonstruowanej Sycylii. Świetne zagospodarowanie terenu, na każdym kroku coś się dzieje, masa zieleni i uśmiechu kipiącego z buzi mieszkańców miasta. Po powrocie z „centrum” zwiedziliśmy znaną Rotundę, gdzie w przeszłości zabito 8 tysięcy niemieckich jeńców.

Następnie -trochę w celu zmniejszenia powagi, jaką zostaliśmy zarażeni w Rotundzie – spędziliśmy wieczór nad zalewem, gdzie żaby tak głośno dyskutowały między sobą, że trzykrotnie zmienialiśmy miejsce „small biwaku”. Kolejnego dnia udaliśmy się do zoo. Przyznam szczerze, że nigdy nie wiedziałem tak dobrze i hojnie obdarzonego w okazy parku zoologicznego. Pająki, lwy, tygrysy, niedźwiedzie brunatne, żyrafy i dziesiątki ryb… Z początku zastanawiałem się, dlaczego w tak małej miejscowości można spotkać tak bogate w gatunki zwierząt zoo, kiedy np. w Poznaniu tego typu miejsca świecą pustymi klatkami. Odpowiedź nadeszła bardzo szybko. Otóż Zamość umiejscowiony jest bardzo blisko granicy naszego kraju. Wszystkie zwierzęta, które miały zostać przemycone – a w efekcie zostały przechwycone przez celników – trafiają właśnie do tego zoo. Ostatniego dnia pobytu udaliśmy się jeszcze na plenerowy happening.

Zamość to miasto pełne nie tylko renesansowej architektury, ale również potężnych fortyfikacji wynikających z charakterystyki genezy powstania miasta – setki lat temu pełniło funkcję twierdzy. Wspominane plenerowe widowisko dotyczyło ataku Szwedów na starodawną twierdzę Zamość. Generalnie nie jestem fanem tego typu wydarzeń kulturalnych, jednak w tym wypadku oczka miałem pełne blasku. W ogóle przez cały czas naszego pobytu w tytułowym mieście na ulicach można było spotkać ludzi w szlacheckich strojach, z rusznicami przy pasie. Magia. Wisienką na torcie okazali się nasi gospodarze, którzy byli dla mnie żywym dowodem zamojskiej gościnności. Wyjazd naprawdę boski. Mimo trudnego powrotu do Poznania – brak miejsc siedzących, ścisk, temperatura i długość trasy – ostatni wyjazd bez wątpienia zaliczam do jednego z najlepszych w tym roku. Polecam Zamość każdemu, kto lubi pomarańcze! Kolejny inteligentny żart… nawiązanie do Sycylii 🙂 …A, no i na koniec smaczek. Poniżej umieszczam nagranie, w którym możecie zobaczyć miasto z lotu ptaka. Do napisania! Pa!

Reklamy
Otagowane ,

7 thoughts on “„Figaj na czerwiec” – czyli powrót z urlopu, magia Zamościa i zapowiedzi na blogu!

  1. wera pisze:

    sympatycznie 🙂

    Polubienie

  2. MOnia pisze:

    to jest obok czech gdzieś?

    Polubienie

  3. powalacace pisze:

    Sama minka na zdjęciu mówi, że bardzo się podobało 🙂

    Polubienie

  4. magda braf pisze:

    bosko! 🙂

    Polubienie

  5. coco pisze:

    kiedy kolejny odc na youtube?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: