„Umberto” w Poznaniu – czyli kto do cholery jest pomysłem scenografii lokalu?

kr

„Dziwnie”… :/

Dziś wpis związany z kulturą lokalną. Jakiś czas temu wraz z dziewczyną postanowiliśmy wybrać się na wiosenny spacer drogami poznańskiej Cytadeli. Zrobiło się późno, zgłodnieliśmy. Naszym oczom nagle ukazał się tytułowy lokal. Kaśka znała to miejsce wcześniej, ja nie. Szczerze mówiąc postanowiłem wejść do „restauracji” tylko dlatego, że byliśmy bardzo głodni i na samym środku poznańskiej Cytadeli na próżno szukać było jakiegokolwiek innego gastronomicznego przybytku. Z zewnątrz tytułowe „Umberto” raziło nasze oczy wielką popielniczką, brudnymi – pustymi! – miskami na wodę dla psów i pojedynczymi – mało efektownymi – kwiatkami, rozsianymi w buszu krzewów otulających restauracyjkę. Weszliśmy niepewnym krokiem do środka. Już zaraz za głównym wejściem można było się zabić – tragicznie wykonany zjazd dla wózków, który nie został w żaden sposób oznaczony. Dobra, zajęliśmy miejsca. Aparycja lokalu zasługiwała na wszystkie synonimy słowa „dziwna”.  Na ścianach i suficie mieszanka praktycznie wszystkiego, od dekoracji Ikea przez smaki PRL-u, na tandetnych – jeszcze świątecznych – ozdobach kończąc. Na serio wizerunek lokalu sprawia wrażenie jednej wielkiej abstrakcji.

Z początku chciałem napisać, że „Umberto” pełni dla kogoś funkcję schowka rzeczy gromadzonych przez lata. Niemniej jednak może to umyślny zabieg? Nie mi oceniać, ale moim skromnym zdaniem, to po prostu wynik dużego zaniedbania i braku wyczucia. Wracając do historii… Zajęliśmy miejsca obok ściany pełnej – nie kwitnących –  kwiatków, które sprawiały wrażenie „zapożyczonych z balkonu sympatycznej starszej pani”. W bardzo krótkim czasie dostaliśmy menu – brudne i zniszczone. Trochę rozbawiła mnie kelnerka, która podchodziła do naszego stolika co 30 sekund, pytając o nasze zamówienie. Na serio 30 sekund! Za którymś razem z rzędu nieco zirytowany zwróciłem jej uwagę, że nie zdążyłem przejrzeć nawet połowy menu. Zrozumiała aluzję. Pojawiła się kolejny raz po 35 sekundach. O co chodzi??!! Nawet Gessler padłaby ze zdziwienia…


Nie wiem. Może obsługa dostała takie wytyczne? W każdym razie komuś – jeśli nie obsłudze, to właścicielom – mylnie wydaje się to grzeczne i „na miejscu”. W końcu złożyliśmy zamówienie w postaci pizzy. Cena na pierwszy rzut oka nie wygórowana, choć dodatki w postaci sosów okazały się bardzo brutalne cenowo. Zamówienie dotarło dosyć szybko – zaryzykuję stwierdzenie, że za szybko – i w żaden sposób nie naprawiło mojego pierwszego wrażenia. Cieniutka, twardawa pizza znikała z talerza stopniowo. Zrobił się wieczór. Nagle aparycja lokalu nabrała zupełnie innych odcieni. Powiem więcej, w świetle lampionów tytułowe miejsce zaczęło nawet sprawiać wrażenie klimatycznego i miłego dla zmysłów. Zmrok zakrył niedoskonałości… Lampiony oświetlały jedynie kontury przestrzeni, czystej przestrzeni. Trzeba przyznać, że obsługa bardzo dba o czystość lokalu. Wychodząc na papierosa, kilkakrotnie byłem świadkiem kiedy „pani z mopem” dreptała w stronę wychodków.

Przyznam szczerze, że spotkanie z „Umberto” było dla mnie dosyć dziwnym doświadczeniem. Za dnia lokal przypomina skup rzeczy używanych, wieczorem zaś – klimatyczny zakątek położony w środku olbrzymiego „cytadelskiego parku”.  Nie przesadzę w kreatywności, gdy porównam lokal do pocałowanej przez mrok żaby, która zmienia się w pięknego księcia z bajki. Ja nie polecam, jest jeszcze moim zdaniem dużo do zrobienia. Nie zmienia to jednak faktu, że lokal posiada duże predyspozycje i warunki, aby kiedyś stać się miejscem serwującym w czystym menu „niezapomniane doświadczenia”.

„Umberto” Park Cytadela (obok Muzeum Uzbrojenia), Poznań

Reklamy
Otagowane

5 thoughts on “„Umberto” w Poznaniu – czyli kto do cholery jest pomysłem scenografii lokalu?

  1. MOnia pisze:

    nie wygląda to ciekawie…

    Polubienie

  2. coco pisze:

    haha gesler ❤

    Polubienie

  3. magda braf pisze:

    tak trochę buda z nad morza

    Polubienie

  4. kaśkazowik pisze:

    lol 😀

    Polubienie

  5. powalacace pisze:

    Wieczorem jest bardzo klimatycznie. Podoba mi się to, że miejsce jest otwarte na zwierzęta, ptaki, że można przyjść z psiakiem, po lokalu chodzą koty. Fajne jest też to, że jest półotwarte, nie przeszkadza to nawet w chłodniejsze dni, bo ustawione są w środku grzejniki i można się otulić kocykiem. Faktycznie wystrój jest nieco nieokiełznany, po zmroku daje to jednak ciekawy efekt, znacznie gorzej jest w dzień ;p

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: