Wyjście z nałogu „bez recepty”? – czyli porozmawiajmy na temat tabletek na alkoholizm…

kr

Zarabiać na chorobie…

Jak kilka osób z Was wie – przynajmniej Ci, którzy nie są dzisiaj na mojej witrynie po raz pierwszy – jestem potencjalnym terapeutą uzależnień i w tym roku najprawdopodobniej przyjdzie mi się bronić. Dlaczego o tym wspominam? Temat dzisiejszego wpisu jest nieprzypadkowy, ponieważ ma on dużo wspólnego z treścią mojej pracy licencjackiej – moje studia mają charakter niejednolity. Naturalnie nie będę dzisiaj częstować Was fragmentami z uniwersyteckiego „dzieła”. Pomijając socjoterapeutyczny metajęzyk, skomentuję tytułowy dylemat prostymi słowami osoby, która – mam nadzieję – posiada wymaganą wiedzę z tej dziedziny. Sam jestem osobą uzależnioną – nie biorącą – i znam owy temat również z autopsji. Jakieś pół roku temu, natknąłem się na bloga, prowadzonego przez – podobno – mało anonimowego alkoholika, który „wyszedł z uzależnienia” dzięki tabletkom mających na celu zmniejszenie łaknienia picia i przywrócenie naturalnej kontroli nad ilością spożywanego alkoholu. Najkrócej mógłbym skomentować to w sposób następujący: ja pierdolę, co za mit. Oczywiście nie chcąc być zarozumiałym w swej negacji, przyjrzałem się dosyć dokładniej wspomnianemu blogerowi.

Zacznę może od starej terapeutycznej metafory. Z kiszonego ogórka, nigdy nie zrobi się na powrót surowego. Tak samo jest z uzależnieniem, kto choć raz uzależnił się od jakiejkolwiek substancji psychoaktywnej, nie ma powrotu do tzw. „bezpiecznego jej zażywania”. Niezależnie, czy chodzi o alkohol, narkotyki, leki, hazard, czy zakupoholizm. Krótki komentarz do dwóch z wymienionych… Uzależnienie dzielimy książkowo na chemiczne – np. alkoholizm – i fizyczne – uzależnienie od komputera. Niemniej jednak każde z nich jest uzależnieniem o charakterze chemicznym. Zaryzykuję stwierdzenie, że bardziej trafnym podziałem jest podział używek na te, gdzie chemię wprowadzamy z zewnątrz i na te, gdzie wytwarzamy ją sobie sami. Dla wyjaśnienia: podczas wykonywania czynności typu hazard w mózgu uzależnionego wytwarza się nadmierna ilość endorfiny, adrenaliny itd. – długo można wymieniać. Kiedyś prowadzono nawet badania, podczas których badano pracę i reakcje mózgu. Do stołu z ruletką usiadło dwóch ochotników, osoba uzależniona i zdrowa. Po zakończeniu gry poziom endorfiny i adrenaliny u osoby zdrowej bardzo powoli, wręcz stopniowo opadał przez dwie godziny. W przypadku hazardzisty, poziom ten opadł do zera, zaraz po odejściu od stołu.

60601_a-to-jest-twoj-mozg

Wróćmy jednak do tematu. Nie ma czegoś takiego, jak lek na przywrócenie kontroli brania/ćpania/picia wśród osób uzależnionych. Uzależnienie jest chorobą psychofizyczną i leczenie jej polega na zaakceptowaniu stanu abstynencji i nauczeniu się życia w 100% na trzeźwo.

Każda substancja psychoaktywna – zażywana nawet przez osobę zdrową – ma wpływ na nasz mózg. Nie tylko w chwili jej działania. Jak to rozumieć? Substancje psychoaktywne odpowiadające za zmianę naszego myślenia, czucia, percepcji mają za zadanie choć przez chwilę namieszać chochlą w naszych neuronach, niczym w warzywnej zupie. Jak to podczas gotowania bywa, bardzo często mieszając zupę gnieciemy i miażdżymy bardziej miękkie warzywa, które w niej pływają. Nasze neurony za każdym razem, gdy sięgamy po używkę w jakimś stopniu umierają, zostawiając w naszych głowach trwałe uszkodzenie. Wydaje mi się, że najlepiej będzie oprzeć ową tezę na przykładzie. Znacie syndrom „mocnej głowy”? Wykluczając predyspozycje – takie jak odziedziczony szybki metabolizm – syndrom mocnej głowy pojawia się u ludzi, którzy w jakiś sposób w przeszłości nadużywali alkoholu lub mieli z nim systematyczny kontakt. Wszystko zaczyna się od pierwszego urwanego w życiu filmu, występującego na skutek nadużycia substancji psychoaktywnej – np. alkoholu. Mózg w rzeczywistości chroniąc samego siebie wyłącza nasz organizm – po prostu zasypiamy, nie pamiętając przy tym tego, co działo się dwie/trzy godziny przed naszym uśnięciem – abyśmy nie dostarczali mu już więcej trucizny, która go zabija. Oczywiście następuje w tym samym momencie nieodwracalna zmiana w mózgu.  Mózg przygotowuje organizm w razie wystąpienia podobnej sytuacji w przyszłości, w czego efekcie za kolejnym razem „urwany film” występuje po większej ilości spożytego np. alkoholu. Im silniejsza głowa, tym bardziej mózg został przystosowany, a co za tym idzie uszkodzony przez używkę.

Dlaczego o tym mówię? A no dlatego, że mamy w tym wypadku do czynienia z realnym uszkodzeniem mózgu i zanikiem neuronów, które jak wiemy z lekcji biologii nie potrafią się zregenerować. Jak jakakolwiek tabletka ma nam w tym pomóc? Gdyby wymyślono tabletkę cofającą chorobowe zmiany w mózgu, już dawno zaczęliby leczyć osoby niepełnosprawne intelektualnie, a nie uzależnionych! No ludzie, pomyślcie…

Facet prowadząc swojego bloga sprzedaje naiwnym uzależnionym mity, prowokując ich tym samym do korespondencji w efekcie, której sprzedaje im fałszywe tabletki. Oczywiście to tylko moje przypuszczenia, oparte na wiedzy teoretycznej, odczuciach i własnym życiowym doświadczeniu.

Wiem, że do tematu dzisiejszego wpisu należy podejść bardzo rzeczowo, racjonalnie, bez zbędnych wywodów psychologicznych. Aby obalić tytułowy mit, potrzeba mięsa w postaci niezaprzeczalnych faktów. Dla tych, których do tej pory nie przekonałem do swoich racji, wspomnę jeszcze o jednym aspekcie. W kuluarach terapeutycznych mówi się kolokwialnie o tzw. „gadzim móżdżku”. Jest to część mózgu odpowiadająca za nasze instynktowne zachowania, np. „odskoczenie”, gdy usłyszymy pisk opon samochodu lub zasłonięcie oczu, gdy nagle coś z dużą prędkością zbliży się do naszej twarzy… To właśnie tam mieści się główne źródło tzw. przyczyny nieopanowanego zażywania substancji. W momencie, gdy uzależniony czuje skrajne emocje -np. wściekłość lub euforia – w prędkości odruchu bezwarunkowego pojawia się w jego głowie chęć sięgnięcia po używkę. Czas pojawienia się takiej myśli to 0,003 sekundy! Powiedzcie mi teraz, w jaki sposób oduczyć się odruchów bezwarunkowych? Jest to praktycznie niewykonalne, a właśnie taki charakter mają nagłe myśli o sięganiu po narkotyk przez uzależnionego.

Długo zastanawiałem się, czy podawać adres witryny wspomnianego dzisiaj Pana… Stwierdziłem, że nie będę szkodnikowi robił reklamy. To, co owy Pan robi, uważam za haniebne wyzyskiwanie bardzo chorych ludzi. Powiem więcej, uważam to za przyczynianie się do ich powolnej śmierci i zarabianie na niej. U uzależnionych funkcjonuje wiele mechanizmów choroby, między innymi tzw. mechanizm iluzji i zaprzeczenia, dla którego tego typu „fałszywe nadzieje” są śmiertelną pożywką. No cóż, jak powiada klasyk, są ludzie, którzy klaszczą na trzy i Ci, którzy klaszczą na dwa.

 

 

 

Reklamy
Otagowane , , , ,

6 thoughts on “Wyjście z nałogu „bez recepty”? – czyli porozmawiajmy na temat tabletek na alkoholizm…

  1. magda braff pisze:

    przydatne

    Polubienie

  2. coco pisze:

    ten lek nazywa sie jakos na „B” i to jeden pic na wode, on leczy skorcze miescni a ten koles o ktorym piszesz to frajer, ktory sprzedaje go przez neta. Widzialem jego bloga, ku** mnie bierze jak cos takeigo widze ;/

    Polubienie

  3. agatki pisze:

    bardzo dobry artykuł, pozdrawiam gorąco 🙂

    Polubienie

  4. k.ersner pisze:

    zajebista metafora z warzywami – przemawia do do mnie! 😀 Prosze o więcej tego typu wpisów :D!

    Polubienie

  5. adaś pisze:

    bardzo ciekawie racjonalnie wyjaśnione – pozdrawiam 🙂 🙂

    Polubienie

  6. woczek pisze:

    przyznam, że sam jestem niepijącym alkoholikiem i bardzo motywujący jest twój artykuł 🙂 Pozdrawiam, pogody ducha

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: