„Król życia” – czyli bardzo średnia produkcja z dobrą grą aktorską i nadzieją na przyszłość…

kr

Błagam o zwroty akcji…

Od dawien dawna, chciałem zobaczyć tytułową produkcję! Niestety już na wstępie powiem, że mocno się przeliczyłem z moimi oczekiwaniami „na miarę klasyki polskiego kina współczesnego”. Po pierwsze – tak jak już wspomniałem w tytule wpisu – film uważam za bardzo średnią produkcję, zasługującą co najwyżej na ocenę dostateczną „na szynach”. Głównym powodem niskiej oceny jest scenariusz  – autor Fadi Chakkour – pachnący bardzo tanim szkieletem fabuły. Właściwie fabułę obrazu można streścić w jednym zdaniu: zmęczony życiem dekadent ma wypadek samochodowy, w wyniku którego zmienia swoje podejście do światai postanawia cieszyć się każdą chwilą, zarażając przy tym pozytywną energią. Kurcze, ten opis fabuły pasuje do tysięcy podobnych filmów. Na serio nic wielkiego Pan Chakkour nie stworzył. No, może z wyjątkiem kilku zabawnych i dających przez chwilę – tylko przez chwilę – do myślenia metafor i aluzji. „Król Życia” to produkcja zeszłoroczna, a co za tym idzie, mogę porównać ją do innych biało – czerwonych obrazów, które powstały w podobnym czasie. Robiąc to, odnoszę wrażenie, że wszyscy twórcy postawili na przelewający się optymizm i dużą ilość metafor.

Tytułowa produkcja to połączenie idei filmu „Żyć nie umierać” i metafor produkcji „Disco Polo„. Recenzje wymienionych filmów znajdziecie po kliknięciu w ich tytuły :). Wracając do tytułowej produkcji, postaram się mimo wszystko poszukać w niej plusów. Krytykować jest najłatwiej, gorzej coś pochwalić. A jeszcze gorzej pochwalić coś, co ma się ochotę skrytykować.

Film debiutanckiej reżyserii Jerzego Zielińskiego broni się jedynie naprawdę dobrą grą aktorską i wspomnianą nadzieją na lepsze kino. Za moment wytłumaczę Wam o co chodzi mi z tą „nadzieją”. Najpierw zajmijmy się obsadą produkcji. W roli głównej mistrzowski Robert Więckiewicz, który odkąd uporał się z nałogiem alkoholowym, tworzy naprawdę smaczne kreacje aktorskie. Bardzo miło się patrzy na Pana Roberta w tak świetnej formie. Zresztą nie tylko w owej produkcji.

Obok Pana Więckiewicza na ekranie widzimy moją nastoletnią miłość, czyli Magdalenę Popławską. Zdolna, zjawiskowa, kobieca i bardzo sceniczna. Obok nich w rolach drugoplanowych kolejne smaczki: długo niedoceniany Bartłomiej Topa i weteran kinematografii Jerzy Trela. W filmie nawet gwiazdeczki serialowe zagrały naprawdę przyzwoicie, mówię w tym momencie o Katarzynie Dąbrowskiej i jej małym epizodzie w obrazie. Na koniec w temacie obsady muszę wspomnieć o wisience na torcie. Najłatwiej byłoby mi powiedzieć, że to główny bohater zapadł mi najbardziej w pamięci. No, ale w sumie to nie sztuka, kiedy jest się obecnym w każdej scenie filmu. Wyzwaniem dla aktora jest danie zapamiętania siebie, kiedy ów artysta pojawia się w produkcji zaledwie przez kilka minut… a czasami nawet sekund. Wisienką na torcie okazał się nikt inny jak Krzysztof Czeczot! Pojawił się na ekranie chyba tylko trzy razy, ale klimat jaki przez te malutką chwilę stworzył jest nie do opisania. Zresztą Pan Czeczot jest bardzo ambitnym aktorem, wystarczy spojrzeć na jego filmografię z ostatnich dwóch lat. Aktor zagrał we wszystkich polskich produkcjach, które mogłyby zasłużyć na miano dobrych lub dostatecznych. W celu wyjaśnienia powiem, że nie zrobiliśmy w Polsce przez ostatnie lata żadnych obrazów, które zasługiwałyby na miano „bardzo dobrych produkcji”.

Dobra, teraz wypadałoby wytłumaczyć o co chodziło ze wspomnianą „nadzieją na lepsze kino”. Przez ostatnie dwa lata zauważyłem, że polscy twórcy coraz chętniej używają w swoich produkcjach narzędzi, jakimi są porównania, metafory, niedopowiedzenia i szeroko rozumiana symbolika. Fakt, że wszystkie te narzędzia używane są przez naszych biało – czerwonych autorów jeszcze bardzo niezgrabnie i nieudolnie. Niemniej jednak coś się ruszyło, kto wie może za ileś lat doczekamy się Polskiego Tarantino?

Wrócę jeszcze na moment do kwestii scenariusza. Prostota i monotonna fabuła filmu faktycznie wywołały u mnie znudzenie. Jednak trzymając się mojego założenia, dotyczącego superlatyw, powiem coś jeszcze. W filmie znajdziemy pojedyncze sceny, które bronią się nie tylko dobrą grą aktorską, ale również świetnymi dialogami. Ujęła mnie na przykład scena u psychiatry i rozważania Pana Więckiewicza na temat Elvisa Presleya i kryzysu wieku średniego u mężczyzn. Naprawdę miłe doświadczenie dla zmysłów.

0004H8QDSGW8EBCR-C122

Śledziłem komentarze dotyczące filmu na portalu Filmweb,  zdania są bardzo podzielone, więc i ja nie będę opowiadał się w 120% po żadnej ze stron. Zresztą powyżej zamieszczam żywy tego dowód. Nie wiem, czy poleciłbym tytułową produkcję. Ja się trochę zawiodłem. Nie mniej jednak z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że plakat do filmu i trailery wyszły twórcom naprawdę ciekawie! Na koniec – dla tych, którzy widzieli już tytułowy obraz – mówię głośne „Khululeka”! Do napisania niebawem 🙂 …

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

5 thoughts on “„Król życia” – czyli bardzo średnia produkcja z dobrą grą aktorską i nadzieją na przyszłość…

  1. coco pisze:

    dobry film ale bez fajerwerek 🙂

    Polubienie

  2. magda braff pisze:

    wienckiewicz byl spoko, ale pobbpoplawskiej spodziewalam sie czegos wiecej – ona wszedzie gra tak samo :/

    Polubienie

  3. AdamWolny pisze:

    słaby, on nawet dostal nagrode weża za najgorsza scene w zwolnionym tępie

    Polubienie

  4. wokser333 pisze:

    scena z tym jak sąsiad wbija na parapetówę jest mocna 😀

    Polubienie

  5. danielraczek pisze:

    popławska ❤

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: