„Dzieci Zony” – czyli aktualna tematyka uchodźców w Teatrze Nowym, w Poznaniu.

kr

Ucieknijmy stąd.

Jejku, jak dawno nie pisałem recenzji owoców desek teatralnych! Prawdą jest, że staram się średnio raz w miesiącu przytulić jakąś premierę teatralną. Grudzień należał do „Dwunastu Gniewnych Ludzi”, styczeń z kolei do tytułowych „Dzieci Zony”. W styczniu za dużo się działo i odpuściłem sobie recenzowanie owego spektaklu. Nie zmienia to jednak faktu, że widowisko było/jest niesamowite. No, ale o tym za chwilę. Gdy po raz pierwszy  ujrzałem plakat promujący premierę widowiska, pomyślałem w następujący sposób: „Kurczę, wygląda to na współczesną sztukę o jakimś rockmanie, który określa swoje pociechy słowami – dzieci Żony”. Mała pomyłka, w tytule nie ma przecież „Ż”! Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy na scenie zamiast rockmana w ciemnych okularach, pojawił się główny bohater ubrany w powyciągane ciuchy rodem z PRL-u i grube niczym denka od słoików, tradycyjne okulary. No dobra, może coś źle zrozumiałem, dajmy okularnikowi szansę… – pomyślałem. Dałem szansę nie tyle „okularnikowi”, co Panu Jakubowi i Grzegorzowi  –  Jakub Adamowicz (przekład), Grzegorz Reszka (reżyseria).

Nie wiem do końca, o co chodzi z tymi tajemnicami Teatru Nowego w Poznaniu, odnośnie zapowiedzi premier. Wkurza mnie czasami fakt, że potencjalny widz, praktycznie niczego nie może się z nich dowiedzieć – i potem przychodzi jak taki palant na sztukę o rockmanie. Dobra, koniec użalania się! Żeby nie być gołosłownym pozwolę sobie w tym momencie zacytować aperitif słowny – opis sztuki – jaki znajdziemy na stronie wspomnianego poznańskiego teatru, cyt. „Jeśli do ostatniej chwili odkładali Państwo decyzję o urlopie, a teraz nie wiedzą, dokąd wyruszyć, Teatr Nowy ma propozycję nie do odrzucenia: Czumurtia. Nie są to wprawdzie wakacje all inclusive, ale każdy uczestnik wyprawy może liczyć na kąt dla siebie, krzesło, stół i odrobinę strawy, a przede wszystkim – na uwolnienie się od konieczności decydowania o własnym życiu. Wszystko to zaś w bezpiecznym pierścieniu grubych murów i zasieków z drutu kolczastego. Wystarczy kupić bilet. W jedną stronę.”.

412s

Kumacie coś? Ja kompletnie nic. Z drugiej jednak strony, rozumiem chwyty marketingowe nowiutkiego – od kilku lat – dyrektora Teatru Nowego. Mimo mojego powolnego przekonywania się do nowej stylizacji teatru, nadal odnoszę wrażenie, że nowe rządy zmieniły ten „obiekt” z klasycznego klimatycznego miejsca, na dworzec centralny pełny oczojebnych reklam. Z sentymentem wspominam starego dyrektora, Pana Wiśniewskiego… Ale dzisiaj marudzę, może mam gorszy dzień. Przeżyjecie? Jasne, że tak. Może teraz spróbuję „po swojemu” zarysować Wam fabułę sztuki. Autorem spektaklu jest Pan Walerij Szergin, pisarz w tytułowym widowisku opowiada nam historię pewnej rodziny, która najprościej mówiąc, żyje w izolacji od świata, w jakim my funkcjonujemy. Metafizyczne Państwo, w jakim żyją bohaterowie sztuki jest odgrodzone od całej reszty śrutem karabinów, kolczastymi płotami i karą śmierci za uchodźstwo. Panują w nim zasady – z pozoru – wydawałoby się idealne dla wszystkich i wszystkiego. Pachnie trochę okresem przed 1989 rokiem. Wszyscy są równi, wszyscy są bezpieczni – permanentnie obserwowani przez wojsko – a w ramach ekstremalnej tolerancji, związki małżeńskie mogą być zawierane tylko miedzy tą samą płcią. Po prostu, żyć nie umierać. Nagle, pewnego dnia do domu głównych bohaterów, przybywa pewien nieznajomy… Człowiek ze świata zewnętrznego. Wolnego świata. Homoseksualne małżeństwo staje przed nie lada dylematem: wydać nieznajomego władzom, które w momencie rzucenia palenia zakazały sprzedaży tytoniu wszystkim dzieciom Zony, czy skusić się na propozycję i uciekać z tego popapranego miejsca? Sztuka w bardzo ciekawy i metaforyczny sposób opowiada nam o psychice człowieka zniewolonego – o jego słabościach, marzeniach i lęku – o tym, jak łatwo jest popaść w syndrom sztokholmski* i uzależnić się od zniewolenia i swoich katów.

*Syndrom sztokholmski – stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów lub w ucieczce przed policją.

Całość widowiska oprawiona jest dobrze dobraną ścieżką muzyczną,  usłyszymy niejeden utwór „politycznie wyzwoleńczy”. Muzyka gra ważną rolę w tym spektaklu. Twórcy z  premedytacją użyli utworów skomponowanych przez białoruską grupę Ляпис Трубецкой (Lyapis Trubeckoj) –  jest to grupa, która napisała kilka piosenek, które stały się nieoficjalnymi hymnami białoruskiej opozycji. Oprócz nich, w spektaklu pojawił się także nieformalny hymn kijowskiego Majdanu. Link do jednego z użytych w sztuce utworów powyżej akapitu.

Na szczególne uznanie tego dosyć długiego – 120 minut – lecz nie „za długiego” spektaklu, zasługuje scenografia. Jej autorami są między innymi Magda Flisowska, Zofia Jakubowska, Berenika Pyza i Aleksandra Zebrowska. Smacznie, prosto i z metaforami w tle – czyli tak, jak lubię. Chapeau bas!

Na zakończenie słowo na temat obsady sztuki. W widowisku zobaczymy między innymi: uroczą Agnieszkę Różańską, wysportowanego Janusza Andrzejewskiego, zabawnie monotonnego Pawła Binkowskiego, zdolnego Radosława Elisa, mało charyzmatycznego Sebastiana Greka, mylącego tekst Pawła Hadyńskiego, epizodycznego Szymona Mysłakowskiego, wiekowego Mariusza Puchalskiego, bawiącego do łez Waldemara Szczepaniaka, grającego główną rolę – REWELACYJNIE – Ildefonsa Stachowiaka.

Co tu dużo mówić, niesamowita sprawa. Polecam wszystkim, a teraz pozwolicie, że pójdę się położyć w moim nieskorumpowanym – jeszcze – łóżeczku, w którym mogę bez konsekwencji – jeszcze – śnić, o czymkolwiek zechcę. Jeszcze.

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

5 thoughts on “„Dzieci Zony” – czyli aktualna tematyka uchodźców w Teatrze Nowym, w Poznaniu.

  1. Magda Braf pisze:

    chciałabym się wybrać w koncu wpojawiają sie wpisy jupi 😀

    Polubienie

  2. fiolek pisze:

    xspowiada sie dobrze, ciekawa recenzja

    Polubienie

  3. Iguana66 pisze:

    byłam i gorąco polecam! Ale puchalski w słabej formie to widac jednak… 😦

    Polubienie

  4. Iguana66 pisze:

    w tym był świetny 🙂

    Polubienie

  5. Ewelina86 pisze:

    lubię pana recenzje nic o teatrze w tym roku pan jeszcze nie pisał – ps kiedyś wpis o pana psiaku? 😛 wiem, że jestem już nudna ale wchodzę na bloga jak tylko pojawi się zajawka na fb 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: