„Żyć nie umierać” – czyli oglądać / nie oglądać, kot nie pies. Czy zapachniało kinem ambitnym?

kr

Palisz?

Trudny orzech do zgryzienia. Przyznam szczerze, że sięgnąłem po tytułową produkcję tylko dlatego, że dawno nie przytulałem oczkami żadnego polskiego filmu. Wybór padł na sprawdzonego aktora pierwszoplanowego, młodego reżysera od serialu „Prawo Agaty” i wracającego po latach do branży autora scenariusza. O kim mowa? Naturalnie o Tomaszu Kocie, Macieju Migasie i Cezarym Harasimowiczu. Z filmem spotkałem się tradycyjnie późną wieczorną godziną, kiedy podenerwowany brakiem papierosów i odległością do najbliższego nocnego nie mogłem pozwolić sobie na sen. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ na ironię losu, tytułowa produkcja to 90% scen z obecnością palącego „tanie papierosy” Tomasza Kota. Pół biedy, że film opowiada o problemach onkologicznych. Trochę schłodziło to moje obsesyjne myśli o nikotynowym przyjacielu. Wiem, że w tym, co piszę jest dużo ironii. Może dlatego, że w tym momencie mam co palić, ale na dworze jest tak zimno, że boję się otworzyć okno w celu puszczenia przysłowiowego dymka. Wróćmy może do tytułowego obrazu. Ach… Zanim to jednak zrobimy pójdę zapalić. Poczekajcie sekundkę. Zaraz wracam.

Na moim ulubionym – i najbardziej rzetelnym portalu – filmweb.pl znajdziemy treściwy opis fabuły obrazu, cyt. „Bartek (Tomasz Kot), niegdyś wzięty aktor, teraz zabawiacz publiczności w popularnym telewizyjnym show, dowiaduje się, że jest nieuleczalnie chory. Według lekarza zostały mu zaledwie trzy miesiące życia. Bartek postanawia maksymalnie wykorzystać ten czas, uporządkować swoje sprawy, naprawić błędy życiowe i pogodzić się z ukochaną córką.
Wierzy, że nie ma takiej sytuacji, z której nie byłoby jakiegoś wyjścia i – zaskakując najbliższych pogodą ducha i poczuciem humoru – stara się zmienić bieg losu i przekonać Najwyższego Scenarzystę, aby jego historia zakończyła się happy endem(…)”. Naturalnie twórcy obrazu, już na samym początku złapali u mnie kilka plusów, za imię i profesję głównego bohatera. Co prawda nie mam pewności, czy główna postać została ochrzczona Bartoszem, czy Bartłomiejem. To dwa różne imiona! Nie lubię, gdy ludzie o tym zapominają. Bartosz to zdrobnienie od staropolskiego Bartłomieja, powstałe na użytek nazewnictwa szlachty. Bartłomiej z kolei to chłopskie imię. Przypomnę, że mam na imię BartOSZ 🙂 .

Coś często dzisiaj odbiegam od tematu. Niemniej jednak osoby, które śledzą już jakiś czas mojego bloga wiedzą, że mam do tego tendencje. Film zauroczył mnie tak naprawdę już od pierwszych minut. Jak na statystycznego Polaka przystało, mógłbym przyczepić się owej produkcji w wielu miejscach. Od niepotrzebnych zabiegów westernowych, pachnących kopią Tarantino, na powtarzającej się polskiej alkoholowej dekadencji kończąc. Dziś jednak chciałbym bardziej przyjrzeć się superlatywom filmu, ponieważ jego ogólne wrażenie jest bardzo poprawne. Zaryzykuję stwierdzenie, że produkcja Pana Migasa mogłaby znaleźć się w szufladce zatytułowanej „Dobre biało – czerwone kino”.

7

Bartosz Figaj, Tomasz Kot, Mateusz Figaj

Przyjrzyjmy się teraz obsadzie, która stanowi filar słodkiego zapachu tytułowej produkcji. Wspomniany już dzisiaj Tomek Kot po raz kolejny dał czadu i stworzył niesamowitą kreację. Kiedyś już o tym wspominałem, ale w związku obecnością Pana Tomasza w dzisiejszym wpisie pozwolę się powtórzyć. Tomasza Kota miałem przyjemność poznać wiele lat temu osobiście, kiedy dopiero zaczynał wchodzenie na drabinę rozpoznawalności medialnej. Spotkaliśmy się na planie zdjęciowym do produkcji „Niania”, archiwalne wspomnienie w postaci zdjęcia widzicie obok akapitu. Tak, ta tłusta biała kulka to ja. Nie ukrywam, że nie był to dla mnie „aparycyjnie” ambitny okres w życiu :). Aktora wspominam z dużym szacunkiem i uśmiechem na buzi. Tomek Kot zawsze miał w sobie wiele pokory i wyrozumiałości. W przeciwieństwie do pozostałych gwiazd serialu „Niania”, nie odbiła mu woda sodowa do głowy i z przymrużeniem oka spoglądał na moje ówczesne braki i niewiedzę w dziedzinie szeroko pojętej sztuki. Dla porównania Pani Dygant – odtwórczyni głównej roli wspomnianego serialu – zachowywała się niczym Cruella De Mon, która uśmiechała się jedynie w blasku fleszy i czerwonych lampek przy kamerze. Znowu wybiegam we wspomnienia i prywatne komentarze. Wracając do obsady tytułowego obrazu, tradycyjnie przedstawię Wam ją za pomocą mojej ulubionej techniki „krótkich przymiotnikowo – rzeczownikowych strzałów”. W filmie zobaczymy takie persony jak: przeciwnik teorii aktorstwa Janusz Chabor, uroczy – ale bardzo drugoplanowy – Jacek Braciak, długo niedoceniany przez polskich twórców Ireneusz Czop, piękna Paulina Gałązka i aktor permanentnie spychany w cień epizodów Andrzej Konopka. Obsada filmu naprawdę przypadła mi do gustu, ponieważ nie jest ona praktyką zasady „im więcej znanych nazwisk, tym większy hajs zarobimy”.

 

z18834574Q,Tomasz-Kot-zagral-postac-inspirowana-Tadeuszem-SzyWarto wspomnieć o fakcie, że historia przedstawiona w filmie została zainspirowana życiem polskiego aktora Tadeusza Szymkowa. Podkreślę raz jeszcze, że tylko zainspirowana. Wiele scen i wątków produkcji stawiających Pana Szymkowa w nie do końca dobrym świetle, została wymyślona na potrzeby obrazu. Choć szczerze mówiąc, kto Ci tam to tak naprawdę wie…

Poprawna reżyseria Macieja Migasa, otulona momentami ciągnącą się historią autorstwa Cezarego Harasimowicza, wybitnymi kreacjami aktorskimi i świetną muzyką Pana Tomasza Wirackiego daje w rezultacie bardzo ciekawy efekt. Film miał swoją premierę pół roku temu i zdobył do tej pory cztery nominacje, w tym jedną do Złotych Lwów.

Przeglądając polskie fora filmowe, odniosłem wrażenie, że tytułowa produkcja podzieliła Polaków. Statystycznie rzecz ujmując, ponad połowa polskich recenzentów po obejrzeniu filmu czuła się jak po dobrym seksie, około 10% narzekało mając w rękawie wątpliwą argumentację, pozostałe 30% narzekało nie argumentując swojego zdania w żaden sposób. Kto wie? Może te 30% rzucało w tym czasie palenie? Gorąco polecam i miłego wieczoru Wam życzę. Idę zapalić.

 

Advertisements
Otagowane , , , , , , , , , ,

3 thoughts on “„Żyć nie umierać” – czyli oglądać / nie oglądać, kot nie pies. Czy zapachniało kinem ambitnym?

  1. Kamil94 pisze:

    świetny film.

    Lubię to

  2. Karolina Kownak pisze:

    lubię pana recenzje! 😀

    Lubię to

  3. Piotr Jastrzębski pisze:

    musze go zobaczyć bo wygląda bardzo obiecująco

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: