„Drekoty” – czyli abstrakcja muzyczna w bardzo smacznym, nie podartym wydaniu.

kr

Miau!?

Późny wieczór, wraz z przyjacielem jedziemy na wieczorny wolontariat do jednego z poznańskich ośrodków leczenia uzależnień. Za oknami deszcz, temperatura podkochująca się w zimowych skarpetach i ciepłej herbacie, jednym słowem – a właściwie dwoma – „cieplejsza zima”. Wraz z Maciejem mieliśmy bardzo dobre nastroje, jednak na naszych twarzach uśmiechało się momentami zmęczenie dnia codziennego. Chwile eteru panujące w fordzie przerwał Maciej: „Słyszałem ostatnio zajebisty zespół!”. Znając gust mojego rozmówcy, targnęła mną obawa, że za chwilę zostanę poczęstowany dawką mocnego rocka, na którą nie do końca miałem ochotę owego wieczoru. Scenariusz okazał się jednak inny. Maciej wyjął z kieszeni swojej skórzanej kurtki komórkę i nie odrywając wzroku od mokrej nawierzchni ulicy, zaczął namiętnie stukać w klawisze telefonu. Po chwili podał mi słuchawkę, a w niej brzęczący cicho teledysk tytułowego zespołu. Z początku odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z artystami stylu Czesława Mozilla. Nie, to nie był komplement.

Mówię teraz o twórczości kierującej się zasadą „oryginalność przez całkowitą odwrotność” – np. mam zagraniczny akcent, to mimo tego, że potrafię mówić już dobrze po polsku i tak będę go przerysowywał i uwidaczniał. No, ale wróćmy do tytułowych podartych kotów. Utwór, jaki usłyszałem wspomnianego wieczoru, nosi tytuł „Spokój”. Teledysk możecie zobaczyć poniżej dzisiejszego wpisu. Po kilku minutach ciekawej kreatywności, atrakcyjny wizerunkowo – nawet bardzo – zespół „Drekoty” zdecydowanie mnie do siebie przekonał.  Jeszcze tego samego wieczoru – a raczej nocy – przytuliłem kilka kolejnych muzycznych pomysłów. A teraz może troszkę o historii zespołu. Od wydania debiutanckiej płyty Drekotów „Persentyna”, minęło już trochę czasu.
Wspomniany czas, dziewczyny wykorzystały na koncerty dotykające najdalszych zakamarków Polski i nie tylko. Drekoty w ostatnich latach wystąpiły również w Niemczech, Austrii i Turcji. Mimo offowego charakteru, artystki ciągnie do dużego świata i coraz większych – mało offowych- festiwali. Zresztą osobiście uważam, że artysta offowy – z zasady – niczym hipster powinien unikać festiwali, których budżet organizatorski wynosi więcej niż 150 złotych. Nie mi oceniać, tym bardziej, że dzisiejszy wpis nie ma pełnić funkcji „muzycznej recenzji”. Chciałem się z Wami po prostu podzielić miłym, rytmicznym doświadczeniem… Dobrego odsłuchu! 🙂

Reklamy
Otagowane

3 thoughts on “„Drekoty” – czyli abstrakcja muzyczna w bardzo smacznym, nie podartym wydaniu.

  1. magda braff pisze:

    rewelacyjne 🙂

    Lubię to

  2. Kamil94 pisze:

    mają moc dziewczynki poza tym sa na serio urocze 😛

    Lubię to

  3. renatka pisze:

    to jeszcze dzieci!!!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: