Przestań pier…, że Ci źle i otwórz w końcu oczy! – czyli krótko na temat motywacji.

kr

To be, or not …?

Sięgając do przeszłości powiem, że – bardzo często –  funkcjonowałem kiedyś w następujący sposób… Bartek, co u Ciebie? Na uczelni straszny zapierdziel, krucho z forsą, znowu przemoczyłem telefon, dziś spałem tylko trzy godziny… no, ale najważniejsze, że się nad sobą nie użalam! Iluzja i mylna świadomość, że mam tyle szczęścia w życiu i jestem tak wyjątkowy, że jestem najnieszczęśliwszą osobą na świecie. Pewnego dnia miałem – przynajmniej tak mi się wydawało – bardzo paskudny humor. Nic mi nie wychodziło, byłem wszędzie spóźniony, a do tego denerwowałem się pierwszą wizytą na wolontariacie w więzieniu. Do Zakładu Karnego we Wronkach, przyjechałem z dwójką innych przyjaciół. Zameldowaliśmy się, sprawdzono nas wykrywaczami metalu, spiąłem włosy w kitkę i niepewnym krokiem wszedłem na teren zakładu. Po przejściu przez plac, z rąk strażników odebrał nas psycholog więzienny. Wraz z nim udaliśmy się na zajęcia z więźniami do wielkiej hali, przypominającej trochę magazyn z blaszanym dachem. Usiedliśmy w wielkim kole, stworzonym z ławek i krzeseł. Z „niezadowoleniem z życia”, wypisanym na twarzy rozpocząłem zajęcia.

Wszystko zmieniło się w chwili, gdy role obecnych na sali się odwróciły. Owszem, włożyłem swoje trzy grosze w motywacje do życia zebranych więźniów i wydaje mi się, że zaszczepiłem w nich jakąś nadzieję. Mimo to, wewnętrznie czułem się nadal źle, niepewnie i dekadencko. Kiedy przyszedł czas na wypowiedzi gospodarzy w „zielonych więziennych uniformach”, nagle otworzyłem oczy. Naturalnie obowiązuje mnie anonimowość osób i zasłyszanych podczas wolontariatu spraw i zdarzeń, jednak nie złamię jej mówiąc w ten sposób… Pewien „więzień X”, odsiadujący jeden z najwyższych wymiarów kary, swoją historią – a raczej zachowaniem – po prostu zmienił moje podejście do życia „raz, na zawsze”. W jego wypowiedzi nie było niczego szczególnego.
Jednak znałem historię tego więźnia i wiedziałem, jaką miał przeszłość. Ów Pan X został skazany wiele lat temu, pod zarzutem podpalenia swojej żony i w efekcie zamordowania jej. Oblewając ją substancja łatwopalną, sam również doznał poparzeń i stracił połowę twarzy. Co takiego wspomniany mężczyzna powiedział? Wyraził w swojej wypowiedzi autentyczną radość z tego, że tego dnia świeciło słońce. Cieszył się również faktem, że jego więzienny opiekun pozwolił mu zagrać w karty z przyjacielem z sąsiedniej celi. Patrząc tego dnia, na w połowie spaloną twarz osadzonego i widząc na niej szeroki – trochę straszny, ale szczery – uśmiech, zadałem sobie pytanie… Czy ja potrafiłbym cieszyć się z takich rzeczy, będąc na miejscu tego gościa? Od razu mówię, że wspomniany osadzony nie był pod wpływem środków zmieniających świadomość, ani nie przeżywał „miodowego miesiąca” pierwszego roku odsiadki. Więzień miał wtedy już ponad jedenaście lat wyroku za sobą i był w pełni świadomy tego, co mówi. Dlaczego przytoczyłem ową – autentyczną – historię? Ponieważ sam doświadczyłem tego, jak bardzo lubiłem być smutny. Powiem więcej, uwielbiałem rozczulać się nad sobą i zwracać na siebie uwagę wszystkich wkoło swoim użalaniem. Często bardzo przerysowanym. Nie widziałem małych rzeczy, które mogły zmienić interpretację dnia na o wiele bardziej pozytywną. Właśnie interpretację…

Pisałem Wam kiedyś o tekście zwanym „Desidertą”, tekście, który mówi praktycznie o całym sensie naszego funkcjonowania. W jego akapitach znajdziemy między innymi zdanie „wszystko jest takie, jakie być powinno”. No i właśnie tak jest. Wszystkie nasze smutki i problemy – a raczej sprawy do rozwiązania – są jedynie efektem interpretacji. Na pewno znacie przysłowie o szklance do połowy pełnej, a zarazem pustej. To od nas zależy, w jaki sposób będziemy postrzegać rzeczy, na które nie mamy wpływu. Nie mamy wpływu na to, czy będzie dzisiaj padał deszcz, czy będzie świeciło słońce. Jednak nie jesteśmy wobec zastanej rzeczywistości bezradni. To od nas zależy, czy weźmiemy ze sobą parasol, czy też okulary przeciwsłoneczne. Zawsze mamy wybór. Nie chcę dzisiejszego wpisu o motywacji namaszczać piętnem „spaczonego optymizmu”. Niemniej jednak dobrze wiem, że to co się w moim życiu zdarza, nigdy nie jest przypadkiem i mogę ze wszystkiego wyciągnąć pozytywne wnioski. Od prawie dwóch lat – codziennie wieczorem – biorę w rączki kartkę papieru i długopis. Następnie spisuję minimum dziesięć rzeczy, za które danego dnia mogę być wdzięczny. Uwierzcie mi, że na początku pisałem błahe rzeczy, takie jak fakt, że mam czym pisać i nie zacina mi się długopis. Z czasem jednak zmuszony wymienieniem dziesięciu rzeczy, zacząłem szukać małych pozytywów minionej doby. Nie wytłumaczę Wam werbalnie teraz, jak to działa. Nawet ów człowiek, który zasugerował mi kiedyś pisanie „codziennych małych pozytywów” nie potrafił mi tego wytłumaczyć w sposób dosłowny, cyt. „Bartek spróbuj, a efekt z czasem sam odczujesz i też nie będziesz potrafił opisać go zwykłymi słowami”. Moje życie na serio się zmieniło. Patrząc z perspektywy czasu, zaryzykuję stwierdzenie, że chodzi chyba o szersze spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, którą często przysłania lęk. Właśnie lęk…

large

Strach jest największym demotywatorem człowieka. Nawet kiedyś, przygotowując się na egzamin z socjologii, znalazłem w jednym z podręczników definicję ludzkiego lęku, w ujęciu stricte naukowym. Wspomnianą definicję, do dziś noszę – przepisaną na małą karteczkę – w swoim kalendarzu. Lęk jest wynikiem dysfunkcjonalnych sposobów nadawania znaczeniu światu – czyli praktycznie znowu wszystko kręci się wokół naszych interpretacji rzeczywistości. Wspomniane „szersze spojrzenie” na codzienność, lubię uargumentowywać przykładami z życia wziętymi. W czerwcu zeszłego roku, również wybrałem się z przyjacielem na wolontariat więzienny, tym razem do Zakładu Karnego w Koziegłowach. Na miejsce pojechaliśmy rowerami. Po wszystkim, w drodze powrotnej, mojemu przyjacielowi strzeliła opona. Zrezygnowani usiedliśmy na poboczu i zaczęliśmy proces użalania się nad sobą. Nagle olśnienie. Przecież, jeżeli wychodzę z założenia, że wszystko ma sens i nic nie dzieje się przypadkiem, to może awaria roweru również ma swój pozytywny aspekt. Może, gdyby nie ta głupia dętka, to za następnym zakrętem czekało na nas czołowe zderzenie z tirem? Gdybanie i pieprzenie od czapy… a może jednak nie? Domyślam się, że to, co teraz napisałem może mieć w Waszych głowach oddźwięk metafizyczny i mistyczny. Nie o to jednak tutaj chodzi. Mam na myśli tylko i wyłącznie zmianę sposobu myślenia i zwiększenie przy tym swojego komfortu jestestwa w świecie, interpretowanym często jako „nieprzyjazny”. Nie neguję w tym momencie przeżywania nieprzyjemnych emocji takich jak np. smutek – to też jest potrzebne naszej psychice. Jednak bardzo często ludzie mają skłonność do obżerania się owymi emocjami. Spójrzcie na przykład na ostatnią dobę Waszego życia. Co najbardziej Was zasmuciło/wkurzyło przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny? Macie już? To teraz wyobraźcie sobie, że owe niemiłe zdarzenie nie miało miejsca. Poszukajcie innej mniej emocjonalnej sytuacji z ostatniej doby, którą uznalibyście za najmniej przyjemną, zakładając, że ta pierwsza nie miała w ogóle miejsca. Macie już? Teraz wyobraźcie sobie, że ani jedna, ani druga sytuacja nie miała miejsca i zastanówcie się, co w dalszej kolejności było dla Was najmniej przyjemną rzeczą w ciągu ostatnich godzin… Niezależnie od tego, o ilu rzeczach spróbujemy zapomnieć i tak z łatwością znajdujemy na ich miejsce kolejne. W ten sposób, Jan Kowalski na początku smucił się, że zapomniał dzisiaj kupić herbaty, a następnie – po kilku wyrzuceniach sytuacji z pamięci – nadal w takim samym stopniu smuci się z tego powodu, że kubek, w którym chciał zaparzyć herbatę nie jest w jego ulubionym kolorze.

Jeżeli chcemy być smutni, będziemy smutni. Jeżeli naprawdę chcemy być szczęśliwi, będziemy szczęśliwi. Nie kierujmy się w życiu strachem. Strach demotywuje i zmusza nas do robienia rzeczy niezgodnych z naszymi potrzebami. Jest główną przyczyną szeroko pojętego zrezygnowania/zmęczenia/smutku i lenistwa. Nie chodzi o to, aby pogodzić się z rzeczywistością i przespać cały dzień w łóżku. Chcesz wygrać w totolotka?  Daj życiu szansę i kup jego kupon. Tak więc uwierzcie mi, że istnieją ludzie w o wiele gorszych sytuacjach, niż Wasza. Mało tego, istnieją i uśmiechają się do życia. Oni mogą, a Ty nie? Dlaczego? Wyłącz kompa i daj szansę swoim potrzebom i marzeniom. Brzmi może trochę „słodko-pierdząco”, ale taka jest prawda. Do roboty!

Reklamy
Otagowane , , ,

4 thoughts on “Przestań pier…, że Ci źle i otwórz w końcu oczy! – czyli krótko na temat motywacji.

  1. kinga k. pisze:

    NICE! 😀 😀 😀

    Lubię to

  2. Annka Król pisze:

    bardzo sympatyczny wpis! 🙂

    Lubię to

  3. Alina Doras pisze:

    fajny wpis motywująca historia – pozdrawiam gorąco

    Lubię to

  4. borek pisze:

    pozytywnie 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: