Dorosły mężczyzna został adoptowany jako 6-latka, czyli „bez jaj” z tą tolerancją.

kr

Pogubiłem się.

Może na początek wytłumaczę, o co w ogóle chodzi… Jakieś dwa miesiące temu, po raz pierwszy natknąłem się na artykuł poświęcony Stefonknee Wolschtt… mężczyźnie, który swoją decyzją dotyczącą zmiany orientacji/wieku powalił na kolana najbardziej kontrowersyjne osobistości mediów. Na przykład taki Marilyn Manson przy naszym tytułowym bohaterze to zwykły nudziarz i sztywniak. Pewnie zastanawiacie się, o co tak naprawdę chodzi? Już tłumaczę. Tytułowy Stefonknee Wolschtt – ojciec siedmiorga dzieci, żonaty z ponad dwudziestoletnim stażem małżeńskim – opuścił swoją rodzinę po to, by dać się adoptować i móc udawać 6-latkę. Jego nowi rodzice go akceptują. Nie są to plotki, nowa „mama i tata” bardzo chętnie wypowiadają się na ten temat publicznie. Była żona Pana – chyba – Wolschtt nie mogła natomiast pogodzić się z tym, że wiele lat po ślubie jej mąż odkrył w sobie nagle transseksualistę. No cóż bywa, nie mi oceniać. Zresztą transseksualizm to jedna sprawa, udawanie małej dziewczynki… druga. Pozwolę sobie w tym momencie zacytować głównego bohatera dzisiejszego wpisu, cyt. „Czuję się komfortowo z sobą jako małą dziewczynką”.

Cholera, gdyby ktoś stwierdził, że jest „psem”, „kozą”, albo „kwaszonym ogórkiem” to z miejsca wysłany zostałyby do zakładu zamkniętego. No, ale po kolei, zanim wyrażę swoje zdanie na ten temat przyjrzyjmy się sprawie nieco dokładniej. Pytanie, jakie mi się na początku nasunęło – jedno z wielu – to kwestia tego, w jaki sposób Stefonknee Wolschtt tłumaczy swoją decyzję? Analizując wywiady i materiały, można zaryzykować stwierdzenie, że nasz bohater nie miał lekkiej przeszłości. Pozwolę sobie przytoczyć trochę historii życia Pana Wolschtta, która miała miejsce przed podjęciem decyzji o zmianie swojej społecznej tożsamości.
Informacje znalazłem na stronie natemat.pl i independent.co.uk, cyt. „Kanadyjczyk czuł się odrzucony przez swą poprzednią rodzinę. Po tym jak w 2009 roku wziął po raz pierwszy udział w paradzie ruchów LGBT w Toronto miał obsesje samobójcze i wylądował w szpitalu na miesiąc. Jego żona wytoczyła mu proces o molestowanie, aby mu ograniczyć możliwość widzenia się z nią i dziećmi. W 2012 jego córka zaprosiła go na ślub, zastrzegając jednak, że musi się ubrać jak mężczyzna, ma usiąść w kościele z tyłu i nie nawiązywać rozmów z innymi członkami rodziny. Stefonknee Wolschtt mówi, że w swojej nowej rodzinie traktowany jest dużo lepiej. Jest rozumiany i może wiele czasu spędzać na wspólnym bawieniu się lalkami z najmłodszą wnuczką jego nowych rodziców…” – którą traktuje jak siostrę – „Jak można się domyślać historia 46-latka wmawiającego sobie, że jest 6-letnim dzieckiem, powoduje oburzenie w Internecie. Jego zachowanie najlżej komentowane jest jako obsceniczne. Podobne zgorszenie wywołał ostatnio pomysł premiowania w Wielkiej Brytanii szkół, które zdecydują się zatrudnić transseksualistów, homoseksualistów, albo inne osoby zaliczane do mniejszości. Miałyby one dostawać granty w wysokości 30 000 funtów…”.

Momentami brakuje mi słów i na serio nie wiem, co o pewnych rzeczach myśleć. No dobra, uporządkujmy fakty. Po pierwsze jestem – wydaje mi się – bardzo tolerancyjną osobą. Wychowując się i pracując w środowisku artystycznym, widziałem już naprawdę wiele rzeczy, które odbiegają od ogólnie przyjętych norm na szarych ulicach naszego kraju. Niejednokrotnie broniłem na swoim blogu homoseksualistów i zawsze wyrażałem się o nich w bardzo ciepłych słowach. Zresztą w życiu prywatnym mam wielu przyjaciół owej orientacji i wiem, jak bardzo wartościowi są to ludzie. Zresztą może niepotrzebnie w ogóle o tym piszę, bo dla mnie to sprawa oczywista! W dzisiejszych czasach nie powinna w ogóle istnieć potrzeba obrony i usprawiedliwiania tych ludzi. Więcej na temat homoseksualizmu pisałem między innymi w artykule zatytułowanym „Homoseksualizm – eutanazja polskiej moralności?”, który znajdziecie tutaj.

734503_304602712994971_1877471473_n

Wracając jednak do poruszanej w  dzisiejszym poście sprawy, przyznam szczerze, że  – przy mojej pełnej tolerancji do „tradycyjnych homoseksualistów” – temat transseksualizmu budzi we mnie kilka zgrzytów moralnych. Wykluczając przypadki „fizycznego” hermafrodytyzmu, problem osób transseksualnych leży przede wszystkim w psychice. Dla porównania: mężczyzna kochający mężczyznę lub kobieta kochająca kobietę, to jednostki, u których nie stwierdza się zjawiska „całościowego nie akceptowania siebie”. Jedyny brak akceptacji może dotyczyć tożsamości swojego homoseksualizmu i strachu przed ogólnie przyjętymi normami społecznymi, czy też brakiem zgody społeczeństwa na mylnie określaną „inność” preferencji seksualnych. W przypadku transseksualistów pojawia się coś takiego, jak całościowa negacja swojego wyglądu/charakteru/miejsca urodzenia/roli w społeczeństwie/doświadczenia życiowego. Z definicji transseksualizm (łac. transire – przechodzić; łac. sexualis – płciowy; łac. sexus – płeć), inaczej nazywany transgenderyzm, to jedno z zaburzeń tożsamości płciowej, w którym identyfikacja płciowa nie zgadza się z płcią morfologiczną. Współczesna psychiatria nadal nie potrafi podać konkretnego powodu i genezy zjawiska transseksualizmu. Niemniej jednak w większości przypadków – tak jak w opisanej dzisiaj sytuacji Pana Wolschtta – zauważyć można, że bardzo często zaburzenia tożsamości płciowej występują u osób, które w przeszłości doświadczyły różnego rodzaju traum. W moim prywatnym odczuciu, rodzimy się z pewnym zestawem cech, w tym płci. Okres dzieciństwa i adolescencji kształtuje nas i pozwala na odkrycie własnej tożsamości. W pewnym momencie życia stajemy przed lustrem i widzimy swoje odbicie, a w nim płeć, poglądy, marzenia, gusty kulinarne i orientację seksualną. Pojawia się pytanie o akceptację. Jesteś dwudziestoletnią kobietą o kasztanowych włosach, liberalnych poglądach, chciałabyś założyć w przyszłości własną herbaciarnię, lubisz czarne oliwki i podobają Ci się zarówno kobiety jak i mężczyźni… Akceptujesz wszystko, co widzisz w lustrze? Jasne, pewne rzeczy można zmienić. Skończyć kurs marketingu, przefarbować włosy, a nawet powiększyć sobie piersi. To wszystko jest ok. W końcu samokształcenie jest w porządku, włosy mimo zmienionej barwy nadal są włosami, a piersi mimo iż nienaturalne, nadal są piersiami. Co jednak, gdy nie chcesz zmiany tego, co dostałaś w pakiecie od życia, tylko na siłę próbujesz zmienić całą swoją przeszłość i aparycję? Uważam, że wytłumaczenie „Lepiej poczuję się w ciele innej płci” to nic innego, jak całkowita negacja i brak akceptacji tego, kim jesteśmy. Czym innym jest zmiana numeru telefonu, wyprowadzenie się z miasta, a następnie zamieszkanie w małej wsi w górach i rozpoczęcie życia z czystą kartką… a czym innym odcięcie sobie pewnych części ciała, przyszycie kolejnych i farmakologiczna wojna z naturalnym systemem hormonalnym i nerwowym, w jakim przyszło nam egzystować. Tak, jak uważam homoseksualizm za coś normalnego i występującego w przyrodzie od tysięcy lat, tak mam problem z synonimicznym podejściem do kwestii zmiany płci. Może się mylę, jednak obserwacje i prywatne przemyślenia każą mi twierdzić, że w transseksualizmie mamy raczej do czynienia z zaburzeniem, czyli chorobą mającą swoją podstawę w „samoakceptacji”.  Odróżnijmy w tym momencie dwie kwestie. Co innego, gdy podniecenie sprawiają nam przebieranki w sypialni, a co innego, gdy chcemy zmienić za pomocą współczesnej medycyny całe swoje życie. A raczej nie tyle zmienić, co zastąpić czymś pozornie kasującym to, kim do tej pory byliśmy.

Co do omawianego dzisiaj przypadku, naturalnie nie muszę mówić o tym, że nie tylko homoseksualizm w wydaniu Pana Wolschtta jest efektem „zaburzenia”, ale również jego absurdalny pomysł cofnięcia się w czasie. Analizując wywiady z owym dżentelmenem, najbardziej zaniepokoiła mnie obecność „prawdziwego dziecka” w jego nowej rodzinie, które Pan Wolschtt traktuję cyt. „jak siostrzyczkę”. Może jestem przewrażliwiony, ale od razu zaczyna działać moja wyobraźnia i mam przed oczami scenę dwóch kapiących się ze sobą siostrzyczek w jednej wannie, które bawią się gumowymi kaczuszkami i pianą… W Polsce tego typu relacje, między dorosłym mężczyzną, udającym małą dziewczynkę, a małym dzieckiem ochrzczone zostałyby pedofilią. Po części mógłbym być ojcem chrzestnym takich poglądów. Poza tym kwestie prawne… ciekawi mnie, czy bohater dzisiejszego wpisu „będąc dzieckiem” musi płacić podatki? No, ale to chyba w tym wszystkim jest najmniej istotne. Świat oszalał, a ja staram się nie brać z niego przykładu…

Reklamy
Otagowane , , ,

3 thoughts on “Dorosły mężczyzna został adoptowany jako 6-latka, czyli „bez jaj” z tą tolerancją.

  1. Annka Król pisze:

    mocne :/

    Lubię to

  2. Magda Braff pisze:

    ja pierd….

    Lubię to

  3. kinga k. pisze:

    popieram w 100% 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: