„Praktykant”, czyli jak zestarzeć się z zasadami i klasą, zarażając przy tym optymizmem i energią.

kr

Głowa do góry!

To był generalnie bardzo słaby dzień, przynajmniej w mojej interpretacji. Wróciłem późno do domu z bagażem bezsennej doby na karku. Pomimo powyższego faktu, absolutnie nie czułem się senny. Morfeusz tego dnia zdecydowanie o mnie zapomniał. Nie lubię tego typu stanów. Czujesz olbrzymie zmęczenie fizyczne, któremu towarzyszy rozdrażniona psychika i tysiące myśli nie pozwalających na „choć minutę” snu. Co zrobiłem? Do tytułowej produkcji przymierzałem się już od dawna. Mimo, że Robert De Niro jest moim ulubionym zagranicznym aktorem, ciężko mi było zaufać jego aktualnej twórczości. Z przykrością stwierdzam, że przez ostatnie lata, aktor stworzył wiele nic nie wnoszących kreacji, którymi pozwolił sobie na przylepienie etykietki „gram drugoplanówki ciągle w ten sam sposób, gaża jednak zostaje bez zmian”. Co mnie spotkało owego – wydawałoby się – mało przyjemnego wieczoru? Po pierwsze Pan De Niro w roli G/głównej, po drugie rewelacyjnie stworzona kreacja aktorska „z pieprzykiem na prawym policzku”. Zanim zacznę swoje orgie nad fenomenem powrotu do formy Roberta De Niro, opowiem Wam trochę więcej o fabule filmu.

„Praktykant” to opowieść o wiekowym dżentelmenie, 70-letnim wdowcu. Ben Whittaker – w którego postać wcielił się Pan De Niro – w pewnym momencie życia odkrywa, że emerytura nie jest najlepszym rozwiązaniem na zakończenie żywotu, na tym chwilami nudnym padole. Bohater wykorzystuje nadarzającą się okazję, aby wrócić do aktywnego życia i zatrudnia się jako stażysta/praktykant w redakcji strony internetowej poświęconej modzie. Jego nowa szefowa to o ponad czterdzieści lat młodsza kobieta sukcesu Jules Ostin – Anne Hathaway – która jak się potem okazuje wcale nie jest taka „samowystarczalna”, na jaką się kreuje.
Mimo początkowych trudności, zabarwionych groteską i ironią życia, Ben pokazuje całemu zespołowi, na co go stać. Robi to z wielką klasą i wyczuciem, a jego wiedza i doświadczenie życiowe zostają z czasem coraz bardziej doceniane…

Oprócz mojego idola i Pani Anne Hathaway, w filmie zobaczymy takie persony jak: powoli starzejąca się Rene Russo, śmiesznie zarośnięty Anders Holm, wiecznie wyśmiewany Zack Pearlman, wyglądający jak bliźniacy Andrew Rannells i Adam DeVine, urocza JoJo Kushner i wielu innych mało znanych twarzy amerykańskiego show biznesu.

Nie dość, że ciekawa – bardzo prosta – historia, to jeszcze opowiedziana w tak przyjemny dla oka i ucha sposób, że trudno nie poprawić sobie nastroju przy owej produkcji. No właśnie… dla ucha. Na wielki ukłon zasługuje również ścieżka muzyczna obrazu, której autorem jest Theodore Michael Shapiro. Pan Michael jest autorem muzyki do „Sekretne życie Waltera Mitty” lub „Diabeł ubiera się u Prady”. No dobra, aby nie było dzisiaj samego lukru przyznam się do czegoś… Z początku ścieżka muzyczna do tytułowego filmu nie przypadła mi do gustu. Zrobiła na mnie wrażenie strasznie „słodko pierdzącej i skrajnie optymistycznej”, takiej wyjętej rodem z gry The Sims. Jednak, z każdą kolejną minutą obrazu, kompozycje Pana Shapiro coraz bardziej przypadałby mi do gustu, co za tym idzie w efekcie końcowym mogę o nich wypowiedzieć się w samych superlatywach.

Wspomnę może jeszcze słowo na temat statystyk boxoffice i nagród, jakie tytułowa produkcja przytuliła od czasu swojej premiery. Przy początkowym budżecie 35 000 000 $, film dorobił się ponad 190 000 000 $! Bardzo poprawny wynik, biorąc pod uwagę fakt, że od premiery filmu minęły zaledwie cztery miesiące! Jeśli chodzi o nagrody… obraz w dniu dzisiejszym posiada na swoim koncie dwie nominacje: do Kryształowej Statuetki w „People’s Choice” – kategoria „Ulubiony aktor w filmie komediowym Robert De Niro” – i do nagrody Dziennikarzy Amerykańskich „Critics Choice”, w synonimicznej kategorii 🙂 .

O fenomenie Roberta De Niro pisałem na swoim blogu już wielokrotnie. Podziwiam faceta nie tylko za talent i serce, jakie wkłada w swoją profesję, ale również za to, jakim jest człowiekiem. Zaryzykuję stwierdzenie, że kreacja jaką Pan De Niro stworzył na potrzeby produkcji „Praktykant” jest bardzo bliska jego własnym sposobom na życie. Gdyby ktoś zapytał mnie, jak chciałbym funkcjonować po siedemdziesiątce… cóż, odpowiedź byłaby raczej prosta. Gorąco polecam, tytułowy obraz na bank zaszczepi w Was kilka ziarenek optymizmu.

Advertisements
Otagowane , , , , ,

4 thoughts on “„Praktykant”, czyli jak zestarzeć się z zasadami i klasą, zarażając przy tym optymizmem i energią.

  1. Annka Król pisze:

    świetny film, pełen optymizmu z bardzo dobrą osadą – świetny powród de niro do dobrych komedi 😀

    Lubię to

  2. kinga k. pisze:

    dobry film

    Lubię to

  3. borek pisze:

    de niro w koncu w sensownej roli :O

    Lubię to

  4. Klaudia Pachulska pisze:

    hmmm muszę to zobaczyć 😛 😛

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: