„NFZ” – czyli newralgiczne falsyfikaty zdrowienia, historia z codzienności wzięta.

kr

Daleko od noszy.

Jeden z moich przyjaciół – notabene lekarz – mówi, że w życiu wyróżniamy pięć rodzajów białych śmierci: sól, cukier, amfetaminę, kokainę i NFZ. Z pierwszym i ostatnim miałem do czynienia dzisiaj rano, jedząc bułkę z białym serem i chwilę przed południem, odwiedzając pobliski szpital, a konkretniej oddział ortopedii. Seniorka mojej rodziny, a dokładniej moja babcia – 83 lata – po długim oczekiwaniu, w końcu dostała termin operacji biodra, które lata temu źle zrosło się po wypadku. Zabieg ma polegać na wszczepieniu w biodro specjalnej endoprotezy, która pozwoli mojej kochanej staruszce na jakikolwiek komfort poruszania się. Kiedyś moja babcia, mimo wieku praktycznie biegała codziennie po poznańskim ryneczku i z uśmiechem na twarzy pracowała w swoim ogródku. Dziś jednak ledwo przemieszcza się przy balkoniku. Po wielu próbach i odwołanych terminach operacji, w końcu przyjęto ją do szpitala. W sumie, gdyby upozorowała wypadek samochodowy i zrobiła sobie coś z – i tak chorą już – nogą, pewnie trafiłaby na stół operacyjny z marszu. Na miejsce o godzinie 8.00 rano, przyjechała wraz z seniorką moja bliska przyjaciółka.

Ja sam nieco zaspałem i dojechałem do nich około 10.00, martwiąc się, że przyjadę już po wszystkim i do niczego sensownego się nie przydam.

Myliłem się, oj myliłem się… Na oddziale ortopedii młyn, jak w najlepszym serialu o oddziale ratunkowym. Siostry z kroplówkami, lekarze ubabrani w gipsie, salowe biegające z kaczkami i nie tylko! Po prostu, jakiś koszmar. W pierwszej kolejności obsłużeni zostali i przydzieleni do pokojów pacjenci płci męskiej, którzy do funkcjonowania nie potrzebowali nawet kuli.

kr

Nie mogłem na to patrzeć. Moja babcia przez prawie siedem godzin siedziała na wózku, opatulona płaszczem, bo na szpitalnym korytarzu panowały oczywiście temperatury skandynawskie. W końcu około godziny 15.00 dostawiono wąskie, cholernie wysokie łóżko w oddalonej niezręcznie od toalety sali chorych. Sam już nie wiem, do kogo powinienem mieć pretensje. Za chwilę pewnie będę dowiadywał się kolejnych faktów ze szpitalnego życia mojej kochanej staruszki, np. w postaci narzekania na jedzenie. Sam jakiś prawie rok temu byłem na krótkiej wizycie w szpitalu i wspominam mój pobyt nie najmilej. Foto, jakie widzicie nad bieżącym akapitem, to nic innego jak szpitalny obiad, który nie tylko aparycją przypomina…

Advertisements
Otagowane , , ,

2 thoughts on “„NFZ” – czyli newralgiczne falsyfikaty zdrowienia, historia z codzienności wzięta.

  1. anastacja86 pisze:

    skąd ja to znam…

    Lubię to

  2. Pola86 pisze:

    ja niestety cierpię na kilka nieuleczalnych przypadłości i spędzam duża część roku w rożnych szpitalach państwowych, na różnorodnych oddziałach. W wielu polskich miastach. Powiem tak, to co Pan piszę jest oczywiście prawdą. Warunki szpitalne w Polsce są koszmarne, przekonałam się o tym niejednokrotnie. Ale powiem szczerze, że znalazło by się 3% szpitali państwowych, które odwiedziłam i byłam mile zaskoczona warunkami :).

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: