„Nigdy nie jest za późno” – czyli Meryl Streep w roli szansonistki, z zupełnym brakiem obycia.

0432473

No to gramy!

Widok tytułowej Meryl Streep z artystycznym nieładem na głowie i niedelikatnym makijażem to nieczęsty obrazek. Właśnie taką aparycją zapraszała nas w tym roku do kin owa aktorka w trailerach tytułowej produkcji. Pani Streep jest jedną z tych perełek amerykańskiej filmografii, które dorobiły się w swoim życiu zawodowym statusu „niezniszczalności”. Wspomniany poziom charakteryzuje się prostą zasadą postrzegania artysty przez krytyków, którą najogólniej można opisać zdaniem: „Nawet jak robisz gówno, a nie sztukę, ludzie potraktują to za dobrze zaplanowany performance!”. Dlaczego o tym mówię? Nie ukrywam, że obraz „Nigdy nie jest za późno” zasługuje na miano jedynie dostatecznego kina. Film można obejrzeć jeden raz, po czym do niego już nigdy nie wrócić. Taka mała, niewiele wnosząca przyjemność jak na przykład znalezienie na ulicy 50 groszy. Dużej satysfakcji nie ma, a mimo to pochylamy się i podnosząc monetę czujemy malutką satysfakcję – o której po chwili po prostu zapominamy. Na początek tradycyjnie przyjrzymy się fabule owej produkcji. Obraz opowiada nam historię niespełnionej artystki, która w przeszłości zostawiła swoją rodzinę dla świata „sztuki i potencjalnej sławy”.

Bohaterka nie odniosła planowanego sukcesu w półświatku muzycznym i teraz musi zarabiać na życie, poprzez „grę do kotleta i garstki publiczności” w zaprzyjaźnionym barze. Pewnego dnia dociera do niej wiadomość dotycząca załamania nerwowego jej córki. Bohaterka wraca na moment do szeregów rodziny, z której przed laty „zrezygnowała” i za wszelką cenę stara się przywrócić swojej córce chęci do życia. Gdy niespełniona wokalistka dociera do swojej zapomnianej rodziny, odkrywa, jak wiele rzeczy ją ominęło przez lata rozłąki.

gowniana-sztuka

Kwitnący związek jej byłego męża z inną kobietą, sprawa rozwodu córki i jej próba samobójcza, syn homoseksualista i ślub drugiego z synów, który nawet nie przewidywał zaproszenia swojej biologicznej matki na uroczystość… Cała reszta filmu to nic innego, jak próba „naprawienia zastałej rzeczywistości w kilka dni”.

Film fabułą trochę przypomina mi inną produkcję, o której jakiś czas temu pisałem na blogu. Mowa o ekranizacji pt. „Idol”, z tą różnicą, że obraz z Pacino jest „namalowany” tysiąc razy ciekawiej – recenzję wspomnianego filmu znajdziecie tutaj. Zresztą pomysł na scenariusz – Diablo Cody – i sposób reżyserii – Jonathan Demme – jest niczym innym, jak powieloną tematyką fabuły, która opiera się na najbardziej znanej zasadzie komedii „zły zmienia się w dobrego lub na odwrót”.

Jeśli przy porównaniach już jesteśmy, to przyznam szczerze, że tytuł bardzo mocno zbliżony jest do tytułu obrazu, jakim jest moja ulubiona komedia romantyczna – „Lepiej późno niż później” (2003 rok) z Jackiem Nicholsonem. Niestety tytułowy obraz – tak jak we wcześniej wspominanym przypadku – nie dorasta swojej „zbliżonej elementem” produkcji do pięt.

Może teraz słowo o wymienionych już wcześniej twórcach obrazu. Zarówno reżyser, jak i autorka scenariusza zostali niejednokrotnie docenieni różnego typu statuetkami w przeszłości. Dla przykładu Pan Demme – reżyser – to przecież zdobywca nagrody Oscara – 1992 rok – w kategorii  „Najlepszy reżyser” za film „Milczenie owiec”! Ponadto jest zdobywcą dwunastu innych statuetek – w tym nagroda Złote Globy – i szesnastu nominacji! Jeżeli chodzi o Panią Diablo Cody to mamy do czynienia również ze zdobywczynią nagrody Oscara, w kategorii „Najlepszy scenariusz oryginalny” za film „Juno” – 20007 rok. Mimo widowiskowych sukcesów, współpraca owych person podczas tworzenia tytułowej produkcji nie narodziła widowiskowych efektów i fajerwerków.

Film miał swoją premierę na początku sierpnia i zdobył do tej pory nominację do „Satelita”, w kategorii – o ironio 🙂 – Najlepsza piosenka „Cold One”, wyk. Meryl Streep. Na dzień dzisiejszy statystyki boxoffice szepczą, że przy początkowym budżecie 18 000 000 $, produkcja zarobiła do tej pory ponad 40 000 000$ 🙂 ! Naturalnie trudno jest komentować i wyciągać jakiekolwiek wnioski z tego typu statystyk, ponieważ są one w głównej mierze zależne od marketingu obrazu, a nie od jego jakości.

Jeśli chodzi o obsadę „Nigdy nie jest za późno” to obok wspominanej dzisiaj wielokrotnie Meryl Streep spotkamy takie persony jak: genialny Kevin Kline,  aktorka o – momentami przeraźliwie – charakterystycznych rysach twarzy Mamie Gummer, wiecznie młoda Audra McDonald, nijaki Sebastian Stan, charyzmatyczny Rick Springfield i wielu, wielu innych :).

„Nigdy nie jest za późno” to produkcja, która może – nie musi – umilić wieczór każdemu, kto poszukuje kinematograficznych „jednorazowych numerków”. Lekkie, miłe, przyjemne, jednak bez większych owacji…

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , ,

4 thoughts on “„Nigdy nie jest za późno” – czyli Meryl Streep w roli szansonistki, z zupełnym brakiem obycia.

  1. WEra pisze:

    nice 🙂

    Lubię to

  2. Magda Braf pisze:

    spoko film na 4+ 🙂

    Lubię to

  3. Zuzia D. pisze:

    zajebiście stworzona kreacja aktorska, zupełnie inna Streep niż tą którą znam z klasyków kina. Muszę sprawdzić ile ona właściwie teraz ma lat, bo rewelacyjnie się trzyma…

    Lubię to

  4. Aleksandra Rotunda pisze:

    muszę to zobaczyć, jest na zalukaj? 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: