„Everest” – film budzi tysiące emocji i ogniste rumieńce, a jednak wciąż jest mi zimno…

maxresdefault.jpg

Zimno za oknami?

Co Ty możesz wiedzieć o zimie… Dzisiaj poszepczę Wam o produkcji, która stopiła moje zimne serce, jakim darzyłem filmy gatunku „Przygodowy Thriller”. O filmie było dosyć głośno w tym roku na światowych bilbordach, niemniej jednak temat „ludzi chodzących po górach” nie zaintrygował mnie do tego stopnia, aby oglądać zimą śnieg na ekranie. Wszystko zmieniło się jednak w momencie, gdy jeden z moich przyjaciół z białym obłędem w oczach opowiedział mi o swoim spotkaniu z obrazem Baltasara Kormákura. Wiedziałem, że mój zaprzyjaźniony recenzent prywatnie kocha wysokie góry i każdy okruszek śniegu z nimi związany. Dlatego z dużym dystansem postanowiłem przyjrzeć się tej – podobno – mrożącej krew w żyłach historii. No, ale dosyć zabaw słownych. Porozmawiajmy o obrazie. Na stronie filmweb czytamy następujący opis fabuły, cyt. „Spektakularny thriller akcji oparty na jednej z najtragiczniejszych w historii wypraw na Mount Everest. Wszystko działo się w maju 1996 r., kiedy jednego dnia w śniegach Mount Everestu zginęło 15 wspinaczy. Film opowiada historię grupy ośmiorga himalaistów, którzy pod przewodnictwem Roba Halla (Jason Clarke) próbują zmierzyć się z ekstremalnymi warunkami niedostępnego szczytu.

Walka ze śmiertelnym zimnem, nawałnicami śnieżnymi, walka o tlen i przetrwanie. „Everest” to film o granicach ludzkiej wytrzymałości – fizycznej i psychicznej (…)”.

2C8157E400000578-3241150-American_doctor_Beck_Weathers_pictured_with_his_wife_Margaret_wa-m-31_1442678951768Hmm… powiem w ten sposób, produkcja – mimo wszechobecnej w niej dekadencji życia – bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Z początku przeraziłem się trochę wizją ponad dwóch godzin śnieżycy na ekranie… Jednak jak już wspomniałem wcześniej, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Niesamowite ujęcia, ciekawie prowadzona narracja, dostateczna gra aktorska i atut produkcji, czyli opowieść oparta na faktach. Często już o tym pisałem, ale pozwolę sobie powtórzyć, że tak naprawdę 90% filmów „opartych na faktach” ma niewiele z nimi wspólnego. W przypadku obrazu „Everest” jest zupełnie inaczej. Jakie są fakty? Dokładnie 10 maja 1996 roku, pod Everestem na skutek burzy śnieżnej zginęło pierwotnie 9 uczestników z różnych wypraw. Następnie okazało się, że osiem osób poniosło śmierć, gdyż cudem Beck Weaters przeżył. Z lewej strony zamieściłem autentyczną fotografię, przedstawiającą Becka Watersa wraz z żoną kilka dni po tragedii. Jedyny ocalony stracił pamiętnego 10 maja obie dłonie i nos, w wyniku odmrożenia.

Wspomniałem we wcześniejszym akapicie o „dostatecznej grze aktorskiej”. Why dostatecznej? Przyznam szczerze, że żadna kreacja aktorska w „Everest” nie zrobiła na mnie jakiegoś wyjątkowego wrażenia. Potencjalnym tego powodem może być fakt, że przez 40% filmu aktorzy mają zakryte twarze i nic nie mówią ;). W obrazie możemy zobaczyć takie persony, jak: zarośnięty Jason Clarke, trochę irytujący Josh Brolin, wiecznie smutny Jake Gyllenhaal, genialny John Hawkes, urocza Robin Wright i zjawiskowa Keira Knightley. Swoją drogą wszyscy aktorzy płci męskiej przypominają – aparycyjne – w tytułowym obrazie bandę hipsterów. Jeśli już o hipsterach mowa, to zapraszam na mojego bloga w najbliższą sobotę. Porozmawiamy na temat owej subkultury trochę szerzej :D.

Wróćmy jeszcze na moment do filmu. Nie będę udawał, że chwilami obraz męczył moje oko. Zabiegi mające na celu „stopniowanie napięcia” chwilami dawały odwrotny efekt. Przyznam, że kilkanaście minut poświęconych na pokazanie zamarzającego człowieka nie wywołały we mnie uczucia smutku, czy współczucia. Zadziało to na mnie raczej w ten sposób, że zacząłem na filmie przysypiać. Dokładnie tak, jak wspomniany „zamarzający bohater”. Hmm, może mam za małą wrażliwość na tego typu historie? Może mam serce z lodu?

Naturalnie kilka niesmacznych elementów nie może znacząco wpłynąć na całokształt projekcji. „Everest” miał swoją premierę stosunkowo niedawno – wrzesień 2015 – a już ma na swoim koncie dwie nominacje (Satelity i Camerimage).  Początkowy budżet produkcji wynosił 55 000 000 $, do tej pory obraz zarobił 202 221 858 $ – czyli prawie czterokrotnie więcej niż kosztował. Liczby mówią same za siebie, frekwencje na salach filmu „Everest” uważam za jak najbardziej uzasadnione. Martwi Cię fakt, że za oknami deszcz zamiast białego klimatu? Dotknij oczkami śnieżnej propozycji, jaką jest „Everest” ;).

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

5 thoughts on “„Everest” – film budzi tysiące emocji i ogniste rumieńce, a jednak wciąż jest mi zimno…

  1. hektor pisze:

    zaje**sty film! Polecam 😀

    Lubię to

  2. Piotras94 pisze:

    rewelka

    Lubię to

  3. Magda Braf pisze:

    widziałam i mam podobne odczucia co ty

    Lubię to

  4. Joanna Adamczyk pisze:

    Zapowiada się ciekawie. Obejrzę z pewnością. Przypomniał mi się film „Alive”. też oparty na autentycznych faktach . Jeśli nie widziałeś to polecam. Świetnie, dokładnie opowiedziana wstrząsająca historia. Na początku lat 70-tych było o niej bardzo głośno na całym świecie.

    Lubię to

  5. M.A. pisze:

    Film genialny – robi wrażenie. Polecam także książkę ” Everest na pewną śmierć” – i serię wydawniczą GórFanka Anny Czerwińskiej naszej sławnej polskiej himalaistki Emotikon smile

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: