10 Mężczyzn, którzy są dla mnie życiową inspiracją w świecie artyzmu i nie tyko.

Deniro-ROT

W poszukiwaniu „siebie”.

Autorytet – definicja cyt. „Osoba lub instytucja ciesząca się uznaniem, mająca kredyt zaufania co do profesjonalizmu, prawdomówności i bezstronności, w ocenie jakiegoś zjawiska lub wydarzenia(…)”. Dziś chciałbym się z Wami podzielić moimi autorytetami z okresu dzieciństwa, dorastania  i dorosłości. Jak zapewne każdy młody człowiek, poszukiwałem swojego „ja”. Kształtowałem swój charakter i system wartości poprzez empiryzm młodego życia. W owym wpisie chciałbym może nie tyle powiedzieć Wam o moich „życiowych autorytetach” – choć pewnie wymienieni dżentelmeni po części pełnili w moim życiu i taką funkcję – ale o personach płci męskiej, z których niejednokrotnie czerpałem inspiracje, dotykając szeroko pojmowaną sztukę. Niektórzy z nich zaimponowali mi swoim talentem, inni byli mi bliscy swoimi poglądami i życiową filozofią, byli również tacy, którzy po prostu mnie motywowali poprzez oddanie i nieustępliwość w swojej twórczości. Zapraszam Was do poznania moich życiowych inspiracji – płci, która w 90% przypadków korzysta z toalety na stojąco. Choć w dzisiejszych czasach statystyki może wyglądają trochę inaczej.

Acha! – kolejność moich męskich, życiowych natchnień jest przypadkowa. Każdy zasłużył na moją uwagę zupełnie czymś innym ;).

1I. Robert De Niro

Jak byłem mały, obok mojego taty i dziadka od strony mamy, to właśnie on był dla mnie ideałem mężczyzny. Zresztą czerpię z jego mądrości różne wskazówki życiowe do dnia dzisiejszego. Robert De Niro to facet z niezaprzeczalną klasą i surowymi zasadami moralnymi. Wielu znanym aktorom po swoim sukcesie – patrz na przykład Al Pacino –  odbiła sodówka. Robert sobie na to nie pozwolił. Z ciekawością w oczach przez lata czytałem dziesiątki wywiadów z tytułowym dżentelmenem. Aktor jako młody człowiek po próbach wracał do pustego mieszkania, bez mebli i gorącej wody. Następnie zasypiał z nadzieją i wiarą, że dzięki ciężkiej pracy odniesie kiedyś sukces. Miał rację. Zresztą jednym z moich ulubionych cytatów Roberta De Niro jest cyt. „Będziesz miał czas na odpoczynek po śmierci.„. Wróćmy jeszcze do jego wiekowych rówieśników z branży.Oglądając jakąkolwiek galę np. oscarową, większość z gwiazd Hollywoodu w jego wieku jest ponaciągana i opalona na zimę. Robert De Niro nie ukrywa swojego wieku, nie wstydzi się swojej drewnianej laseczki i szanuje każdą swoją zmarszczkę, będącą owocem jego ciężkiej pracy na scenie. Duży szacunek. Jako nastolatek zdający do szkół teatralnych, uważałem Roberta za swój autorytet w dziedzinie sztuki. Zmontowałem w tym okresie nawet krótki filmik, w którym przedstawiłem jego filmografię. Moją produkcję sprzed lat znajdziecie tutaj ;).

2II. Jo Nesbo

Z pisarzem miałem przyjemność spotkać się „prawie osobiście” kilka lat temu. Jego książki to istny majstersztyk w świecie literatury. Przytulając praktycznie jakąkolwiek pozycję owego pisarza, czułem w sercu artystyczny orgazm. Jo Nesbo zdecydowanie zajmuje do dnia dzisiejszego pierwsze miejsce  wśród moich ulubionych pisarzy z zagranicy. O jego twórczości miałem już w tym roku okazję pisać recenzując jedną z ostatnich jego książek pt. „Łowcy Głów” – znajdziecie ją tutaj. Zaryzykuję stwierdzenie, że Nesbo jest  personą, która zmotywowała mnie do napisania swojego pierwszego kryminału. Kiedy pisałem „Delirium”, nie tyle sugerowałem się twórczością Pana Nesbo, co czerpałem z jego magicznego świata czarny, skandynawski nastrój. Oczywiście nie zabraknie w tym momencie mojej autoreklamy. Uwaga, wpis zawiera lokowanie produktu ;)! – fragment mojej książki znajdziecie w zakładce „Autor”/”Premiera Książki” na stronie, w poziomym menu. Z ręką na sercu mogę polecić każdą z przeczytanych przeze mnie książek Jo Nesbo i zapewnić Was, że facet w sposób mistrzowski posługuje się słowem pisanym. Chylę czoła i staram się – niczego nie kopiując – brać z niego pisarski przykład.

3III. George Carlin

Tego Pana chyba nie trzeba wielu osobom przedstawiać. George Carlin, z nieodłącznym wizerunkiem starego prześmiewcy, spędził na scenie trzy czwarte życia. Dla wielu jest królem stand-upu, a szacunek nawet tych, którzy za komedią nie przepadają, zyskał przesłaniem. Z Panem Carlinem pierwszy raz spotkałem się w szkole średniej, kiedy na lekcji informatyki serwowałem sobie z nudów po sieci. Facet onieśmielił mnie swoją charyzmą, szczerością i bezpośredniością już w pierwszej minucie swojego występu. Pamiętam, że wróciłem tego dnia do domu i przez kilka godzin przytulałem swoje oczy do jego bezkonkurencyjnej satyry. George Carlin w niepowtarzalny sposób łączył style, dzięki czemu trafiał jednocześnie do inteligentnych ludzi i tych, którzy rozumieli najwyżej co trzecie jego słowo. Artysta zdecydowanie należał do tego grona osób, które motywowały mnie do jasnego i odważnego głoszenia swoich poglądów na scenie. Dodam, że z wieloma filozofiami życia owego mówcy do dnia dzisiejszego się nie zgadzam. Nie zmienia to jednak faktu, że George Carlin zawsze był moim autorytetem, jeśli chodzi o „bycie sobą na scenie”. Dla tych, którzy widzą człowieka pierwszy raz na oczy, polecam zaglądnąć tutaj.

4IV. Denzel Hayes Washington Jr.

Wybitny geniusz kina. Mimo iż wiele osób zarzuca mu „permanentność w sposobie  kreacji postaci”, uważam go za mistrza gatunku sztuki, jaką jest obraz filmowy. Kiedy byłem jeszcze małym chłopcem moi rówieśnicy z podwórka – tak jestem pokoleniem, które bawiło się na podwórku – mieli swoich bohaterów „twardzieli”: Chucka Norrisa, Supermana, Sylvestera Stallone, czy Stevena Seagala… Ja, odkąd pamiętam podczas sobotnich zabaw na powietrzu, zawsze udawałem Denzela Washingtona. Postacie, które grywał w tych latach w filmach, nie cechowały się może ponadludzką siłą, ale wysoką inteligencją. Nie wiedzieć czemu zawsze mnie to w jakiś sposób „kręciło” ;). Dziś z sentymentem oglądam świeże produkcje z moim idolem z dzieciństwa i z uśmiechem na twarzy wspominam chwile, kiedy na podwórku, udając tytułowego aktora, starałem się nienaturalnie szeroko uśmiechać. Jeśli mówimy już o Panu Denzelu Washingtonie, polecam Wam jedną z ostatnich jego produkcji „The Equalizer” – recenzję znajdziecie tutaj.

5V. Salvador Dalí

Jak byłem mały i udałem się na szkolną wycieczkę do muzeum, gdzie wystawiane były dzieła surrealistów, zapytałem panią wychowawczynię „dlaczego ten pan malował takie nic nie znaczące bazgroły? Nie umiał malować zwierząt, ludzi albo pejzaży?”. W odpowiedzi usłyszałem ” Potrafił, ale nie chciał(…)”. Moje przytoczone wspomnienie obrazuje trochę to, za co do dnia dzisiejszego bardzo cenię owego artystę. Bezkompromisowość i świadomość własnej wartości to rzeczy, którymi sztuka Salvadora Dali po prostu zaraża. Jak się pewnie domyślacie jestem wielkim fanem sztuki surrealistycznej. Sam bawiąc się od czasu do czasu pędzlem, tworzę jedynie tego typu obrazy. Oglądanie pejzaży, portretów rodzinnych i zdjęć koni zawsze mnie nudziło. Brakowało mi w prostocie kreatywności i „zapalnika” dla uruchomienia myślenia odbiorcy. Sztuka Salvadora Dali mnie bowiem nie tylko intryguje, ale pobudza do refleksji. Jest jak haczyk na rybkę, do którego zamiast robaczka przymocowana jest stalowa lodówka, wypełniona sflaczałymi zegarami i wielbłądami o dziesięciometrowych nogach ;).

6VI. Matthew David McConaughey

Istnieje wielu wybitnych aktorów, poświęcających się swojej pracy do tego stopnia, że są oni nazywani najcenniejszym dla aktora przezwiskiem „aktorskiego kameleona”. Jedni doceniają w ten sposób sztukę Johnnego Deppa, inni zaś – w tym ja – Roberta de Niro i tytułowego Matthewa McConaughey. Pan McConaughey z początku błędnie postrzegany był przez środowisko kinematograficzne jako kinowy amant lub facet z „niskobudżetowych produkcji” takich jak „My Boyfriend’s Back”. Z czasem jednak aktor pokazał na co go stać, a to wszystko dzięki ciężkiej pracy i sercu, jakie w nią wkłada. To, co robi ten facet podczas budowania swoich postaci filmowych jest po prostu niesamowite. Masz schudnąć 13 kg i być cieniem człowieka! Nie ma problemu – Film „Witaj w klubie”, recenzję znajdziecie tutaj. Masz przytyć 13 kg i zrobić z siebie dziada! nie ma problemu – Film „Gold”, premiera w 2016 roku.  Facet zaimponował mi swoim poświęceniem i wytrwałością. Był, jest i będzie dla mnie wzorem, mówiącym, że jeśli coś robisz z sercem wkładaj w to 120% normy!

7VII. Francis Albert Sinatra

Z tym Panem wiążę praktycznie cały swój okres „pierwszej działalności twórczej”. Od czego się zaczęło? Od chwili, gdy po raz pierwszy w życiu usłyszałem utwór „New York, New York” ;). Zakochany w Panu Sinatrze, postanowiłem zacząć tłumaczyć jego utwory na język polski i w ten sposób napisałem swój – drugi już w życiu – recital pod tytułem „Halo, Sinatra?” – więcej informacji znajdziecie tutaj. Frank Sinatra zawsze był dla mnie swoistym wzorem muzycznym i permanentnym natchnieniem artystycznym. Swoją nieprzypadkową wiedzą na temat owego dżentelmena podzieliłem się w tym roku już w audycji Radia Meteor, której tematem przewodnim była twórczość Sinatry. Całość audycji znajdziecie tutaj. Za co osobiście cenię Francisa Alberta Sinatrę? Dużo by mówić. Pomijając talent i pasję artysty, Sinatra to przede wszystkim „mężczyzna z klasą”. Mam świadomość jego domniemanych – a tak naprawdę bardzo prawdopodobnych – wybryków w temacie relacji damsko-męskich, czy bliskich kontaktów ze środowiskiem przestępczym, jakie się mu zarzuca. Nazywając go „mężczyzną z klasą” mam raczej na myśli jego nienaganną kulturę słowa, dystans światopoglądowy i dobrze skrojone marynarki 😉 – mam nadzieję, że załapaliście metaforę.

88VIII. Hugh Laurie

Hugh Laurie , najczęściej kojarzony z wybitnymi kreacjami filmowymi Doktora Housa, Pana Fredricka (Stuart Malutki), czy Pierra (Człowiek w żelaznej masce). Nie wszyscy jednak wiedzą o tym, że nasz tytułowy bohater to nie tylko wybitny aktor, ale również  scenarzysta filmowy, pisarz, no i w końcu muzyk. Przyznam szczerze, że z twórczością Lauriego spotkałem się dopiero po przytuleniu wcześniej wspominanej produkcji – przez niektórych uważanych za jedną wielką komercję – „House M.D.”. Oglądając serial, zaintrygowała mnie częstotliwość scen, w których głównych bohater gra na różnego rodzaju instrumentach, bez imitacji grania i tzw. „aktorskiego markowania”. Z ciekawością w uszach postanowiłem sprawdzić, czy tytułowa postać nie robi w swoim życiu czegoś więcej niż tylko – albo aż – dobrego kina.  W „muzycznym CV” Hugh Laurie może się pochwalić umiejętnością gry na pianinie, gitarze, perkusji, harmonijce, saksofonie i niezaprzeczalnym talentem wokalnym. To właśnie dlatego Pan Laurie znalazł się w dzisiejszym wpisie. Wielopłaszczyznowy talent i najsmaczniejsze wydanie dekadencji w jego prywatnym sposobie bycia zauroczyły mnie od pierwszej chwili spotkania z owym artystą.

9IX. Quentin Tarantino

Zacznę w mój ulubiony sposób. Ludzie dzielą się na dwa obozy. Ten, który nienawidzi Tarantino i ten, który darzy go – nie zawsze odwzajemnioną – miłością. Naturalnie jestem mieszkańcem drugiego z „obozów”. Na mojej dzisiejszej liście nie mogło zabraknąć reżysera, którego filmy mógłbym oglądać „nawet z zamkniętymi oczami”. Z oryginalnością w szeroko pojętej sztuce jest tak, że zawsze możemy znaleźć „dobre kopie” Lady Gagi, Raya Charlesa, czy Johnnego Deppa. W przypadku Tarantino jest to jednak niemożliwe –  mimo, że wielu już próbowało. Mam świadomość tego, że w życiu prywatnie-celebryckim Pan Tarantino dopuszcza się wielu niekonwencjonalnych i prowokujących zachowań. Media bardzo często błędnie i „najprościej” okrzykują kontrowersyjne wyczyny Quentina Tarantino zwykłymi „skandalami z udziałem gwiazdy”. Osobiście uważam, że większość działań publicznych artysty jest bardzo dobrze zaplanowana – kwestie marketingowe – i nie wynika z zarzucanej reżyserowi nieumiejętności panowania nad emocjami. Nie tak dawno temu, na jednym z polskich portali informacyjnych przeczytałem o kolejnej budzącej dyskusje wypowiedzi Pana Tarantino. Chodzi mi o jego apel poruszający kwestie „nadużywania władzy przez władzę”, a konkretniej przez służby mundurowe. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ chcę podkreślić, że cenię tytułowego dżentelmena nie tylko za jego talent i kreatywność, ale również za przemyślaną i bardzo dobrze wyreżyserowaną „kreację wizerunku”. Wspomniany apel bowiem nawiązuje do premiery nowego filmu Tarantino – „Nienawistna ósemka”.

10X. John Ronald Reuel Tolkien

Tego Pana chyba nie muszę Wam przedstawiać. Na pułkach mojej domowej biblioteki, oprócz wspomnianych już dzisiaj skandynawskich kryminałów wiele miejsca zajmuje fantastyka. Nie wiem, kiedy ją pokochałem – podobno to cechuje prawdziwą miłość 😉 – ale zaryzykuję stwierdzenie, że stało się to jeszcze w moim dzieciństwie. Już jako mały chłopiec z fascynacją na buzi zaczytywałem się w książce tytułowego autora „Hobbit, czyli tam i z powrotem„. Pamiętam, że pierwszą książką Tolkiena zostałem obdarowany na któreś z moich urodzin, przez mojego wujka. Kolejne lata mojej młodości to dalsze przygody z fantastyką w filmie, komiksach, książce i grach planszowych RPG. J.R.R. Tolkiena darzę olbrzymim szacunkiem za jego wyobraźnię, która jest tak ważnym elementem w każdej dziedzinie sztuki. Kiedyś pisałem na moim blogu o atmosferze i narzędziach, jakie towarzyszą mi podczas pisania książek. Wszystkie pomysły, jakie wymieniłem Wam we wspomnianym poście miały swoją genezę w twórczości Pana Tolkiena. Pisarz pracując nad książką zmieniał pokój swojego mieszkania w metaforyczną „salę operacyjną”, wypełnioną różnego rodzaju piórami, odręcznie rysowanymi mapami i wizerunkami bohaterów, dokładnie rozrysowanym przebiegiem akcji (…). John Ronald Reuel Tolkien znalazł się na dzisiejszej liście z powodu swojego talentu, jak i profesjonalnego podejścia do wykonywania – jakże bliskiej mojemu sercu – profesji „pisarza, boga wyobraźni i kreowanego świata”.

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , ,

7 thoughts on “10 Mężczyzn, którzy są dla mnie życiową inspiracją w świecie artyzmu i nie tyko.

  1. klarag. pisze:

    fajny artykul 😉 pozdro! 😉

    Polubienie

  2. Magda Braf pisze:

    de niro! ❤ ❤ ❤

    Polubienie

  3. k.malync pisze:

    zgadam się w 100% z wpisem, każdy z tych panów ma w sobie coś warte zabrania pod kategorie autorytetu 😉

    Polubienie

  4. aMat pisze:

    już kiedy pisałem na Pana blogu – ale odpowiedzi się nie doczekałem od Pana. Sledze bloga już kilka miesięcy zawsze jak jadę do pracy (pociągiem) chętnie zerkam i co chwile mnie czymś Pan milo zaskakuje 🙂 Gratuluje lekkiego pióra i fajnego pomysłu 😉 pozdrawiam

    Polubienie

  5. konradkibok pisze:

    nice 😉

    Polubienie

  6. konradkibok pisze:

    George Carlin = mistrz.

    Polubienie

  7. boniek pisze:

    George Carlin to najlepszy komik dzisiejszego wieku polski stand up sie przy nim chowa

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: