„Pakt z diabłem” – czyli mistrzowski Johnny Depp i próba skopiowania „Chłopców z Ferajny”.

8034772-pakt-z-diablem-643-385

Pachnie Faustem…

Przez ostanie miesiące było – i nadal jest – głośno o tytułowym obrazie. Przyznam szczerze, że trochę więcej medialnego szumu, niż w rzeczywistości górnolotnej kinematografii. Naturalnie już na wstępie powiem, że film zasługuje na rangę „dobrego kina”, niemniej jednak do rangi „bardzo dobrego” trochę mu brakuje. „Pakt z diabłem” to historia dwóch mężczyzn, którzy po kilkunastu latach spotykają się ponownie i zaczynają prowadzić wspólne interesy, co prowadzi do jednego z największych skandali w dziejach FBI. Smaczku produkcji dodaje fakt, że scenariusz filmu został oparty na faktach. Nie mam pojęcia w jakiej mierze, ponieważ producenci obrazu byli oszczędni w tego typu informacjach dla mas-mediów. Wspominam o tym, ponieważ często zdarza się, że produkcje „oparte na faktach” zawierają jedynie 3% prawdziwej historii. Mam jednak ciche nadzieje, że „Pakt z diabłem” jest w rzeczywistości wysokoprocentowym kinematograficznym trunkiem. Przyznam szczerze, że obraz Scotta Coopera interpretowało mi się dosyć „trudno”. Ponad dwie godzinny filmu oglądałem z licznymi przerwami „na papierosa” i permanentnym „cofaniem się” do poprzednich scen.

Tak, jak w przypadku produkcji typu „Chłopcy z ferajny”, tytułowy obraz zarzuca w swojej historii widza tysiącami nazwisk, które niełatwo spamiętać. W pewnym momencie po prostu nie wiedziałem już o kim mowa w obrazie, – podobnie czułem się, gdy po raz pierwszy w życiu oglądałem „Ojca Chrzestnego”. Dlaczego nawiązuję do klasyków gatunku, takich jak „Godfather” czy „Chłopcy z ferajny”? Ponieważ mam nieodparte wrażenie, że twórcy „Paktu z diabłem” w sposób nieudolny próbowali upodobnić styl narracji i atmosferę filmu do tych, użytych we wspomnianych klasykach kina.

0004JQGO0IJ8HSI8-C459Osobiście uważam, że na podstawie biografii Bulgera  można było zrobić „coś więcej”, niż tylko ponad dwugodzinne kino „krwawej jatki”. Jedynymi rzeczami, jakie ratują produkcję od fal krytyki jest rewelacyjna scenografia – stylizacja na lata 70. i 80.- i kreacja głównego bohatera, zagranego przez wspomnianego w tytule Johnnego Deppa. Jeśli mowa już o owym aktorze, z ręką na sercu stwierdzam, że jego rola Jamesa Bulgera należy do najlepiej zrobionych – i najbardziej dopracowanych – kreacji aktorskich, jakie widziałem w 2015 roku! Po prostu mistrzostwo! W kuluarach kinematograficznych dużo mówiło się o tym, że „tytułowa produkcja będzie wielkim powrotem Pana Deppa” – racja. Szczerze mówiąc, z początku nie wierzyłem do końca w to, że artyście uda się stworzyć czegoś  „lepszego i bardziej charakterystycznego” i wybić spod mocno przyklejonej maski „Pirata z Karaibów”. A jednak!

Obok Johnnego Deppa w filmie wystąpiły takie osobistości jak Joel Edgerton – znany z produkcji „Wróg numer jeden” (2012) i „Coś” (2011), wiecznie „nieobecny” Benedict Cumberbatch, urocza Dakota Johnson i oryginalny w swoich rysach twarzy Kevin Bacon.

Jeśli jesteśmy jeszcze przy obsadzie filmu warto wspomnieć o „ciekawostkach”, jakie wypłynęły – świadomie lub nieświadomie – do świata mediów. Początkowo to Guy Pearce miał zagrać rolę Billa Bulgera. Aktor opuścił jednak projekt z niewyjaśnionych powodów – szczerze mówiąc jestem ciekaw jak owy artysta sprawdziłby się w roli Bulgera. Przyglądając się wcześniejszym kreacjom aktorskim Pana Pearce, wnioskuję, że mógłby zrobić to świetnie. Kolejnym smaczkiem dla mediów okazał się fakt, że na pewnym etapie produkcji Johnny Depp faktycznie  zrezygnował z roli Whiteya Bulgera, po tym jak producenci o połowę zmniejszyli jego gażę. Ostatecznie jednak – jak już pewnie zdążyliście zauważyć 😉 – aktor zdecydował się powrócić i wziąć udział w projekcie.

We wcześniejszym akapicie wspomniałem o dwóch filarach produkcji, które obroniły jej „dostateczną narrację i nieudolne próby nawiązania do klasyków kina”. Obok kreacji Johnnego Deppa, koronnym argumentem obrońców filmu jest jego scenografia. Film kręcono od 19 maja do 1 sierpnia 2014 roku. Zdjęcia do filmu powstawały w Bostonie, Cambridge, Chelsea, Lynn, Methuen, Quincy i Revere (Massachusetts, USA). Co ciekawe, wiele ze scen zabójstw nakręcono w miejscach, gdzie rzeczywiście miały one miejsce. Wielki szacunek dla twórców za serducho, jakie włożyli w „uautentycznienie” przedstawionej historii.

Na koniec tradycyjnie wspomnę o boxoffice, film o budżecie 53 000 000$, zarobił do tej pory – nadal można go obejrzeć na ekranach kin – 80 353 408$ ! Liczby mówią same za siebie. Mimo moich wielu zastrzeżeń dotyczących tytułowej produkcji,  mogę polecić film każdemu miłośnikowi „dobrego kina”,  chociażby ze względu na kreację aktorską Pana Deppa ;).

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , ,

4 thoughts on “„Pakt z diabłem” – czyli mistrzowski Johnny Depp i próba skopiowania „Chłopców z Ferajny”.

  1. anita96 pisze:

    jakie foto O,o! ciary…

    Polubienie

  2. Magda Braf pisze:

    rewelacyjny Depp – chyba jego najlepsza rola ostatnich lat 😉

    Polubienie

  3. Adam Kusarski pisze:

    MISTRZOWSKI

    Polubienie

  4. konradkibok pisze:

    zjebiste foto :0 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: