„Babcia Gandzia” / „Paulette” – czyli uwielbiam francuskie poczucie humoru!

maxresdefault

Je t’aime bien! 😉

Dzisiaj poszepczę Wam o pewnej francuskiej komedii, autorstwa Jérôma Enrico. Dlaczego? Ostatnio zauważyłem, że na mojej kinowej playliście, dominują same produkcje amerykańskie, polskie i ewentualnie czeskie lub angielskie. Nie ukrywam jednak, że kocham francuski humor i sam się sobie dziwię, że ostatnio tak bardzo z niego zrezygnowałem. Swoją drogą wszystkim fanom owego poczucia humoru, z ręką na sercu mogę polecić sztukę „Przyjęcie dla Głupca” Francisa Veberawystawianą aktualnie w Teatrze Nowym w Poznaniu – więcej informacji znajdziecie tutaj.  Pierwszą rzeczą, jaka zwróciła moją uwagę w obrazie, jest aparycja Bernadette Lafont – aktorki, która zagrała główną bohaterkę filmu. Nie wydaje się Wam ona cholernie podobna do świętej pamięci Nancy Marchand, która wcieliła się w rolę Livii Soprano, w kultowym serialu „The Sopranos”? Zresztą nieważne. Skupmy się na tytułowej produkcji. Na film trafiłem zupełnym przypadkiem, szczerze mówiąc przyciągnął moją uwagę jego tytuł. Potem, gdy dowiedziałem się, że jest to komedia – do tego francuska – nie miałem już innego wyboru, jak obejrzeć go z uśmiechem i ciekawością na twarzy.

Na filmwebie czytamy krótkie streszczenie tytułowej produkcji, cyt. „Paulette od śmierci męża mieszka samotnie na przedmieściach Paryża. Cukiernię, którą dawniej prowadziła, przerobiono na japońską restaurację, a ona sama nie jest w stanie utrzymać się z głodowej emerytury. Bohaterce, granej przez Bernadette Lafont (dawna muza François Truffauta), daleko do typowej, uroczej staruszki. Jest pełna jadu i niechęci do imigrantów. Dawno temu pokłóciła się z własną córką, która poślubiła czarnoskórego policjanta, a wnuk z tego związku, to jej powód do wstydu. Nic nie jest w stanie jej pocieszyć i nikt nie potrafi jej ucieszyć. Dopiero perspektywa utraty mieszkania, zmienia jej nastawienie do otoczenia, a film z mrocznego, społecznego dramatu zamienia się w dynamiczną komedię, pełną niepoprawnych politycznie gagów. Przedmieścia, to miejsce, gdzie wszystko jest możliwe. W czasie policyjnego pościgu diler wyrzuca dużą paczkę haszyszu, która ląduje wprost w rękach Paulette. Staruszka bierze byka za rogi – postanawia skorzystać z możliwości nieoczekiwanego zarobku. Twardo negocjuje z miejscowymi gangsterami i w zamian za pomoc w dystrybucji, obiecuje być ich przykrywką. Taki układ pozwala Paulette rozkręcić domowy interes – sprzedaż przepysznych wypieków z dominującą w smaku nutą konopi. Pomagają jej w tym trzy postrzelone koleżanki, razem tworzące wręcz montypytonowski gang starszych pań. Tak, jak klienci ciastkami, Paulette rozkoszuje się swoim nowym życiem, w którym zarabia pieniądze i spotyka świetnych ludzi(…)”. Właściwie nic więcej nie trzeba pisać. „Paulette” to krótka, treściwa i bardzo smaczna komedia, która  momentami w haczący o „czarny humor” sposób, opowiada nam historię, osadzoną w ubogiej francuskiej dzielnicy. Chyba słabością do francuskiego poczucia humoru zaraziła mnie moja ciocia – mama chrzestna – która praktycznie każde wakacje spędza w Paryżu i traktuje to miejsce, jak swój drugi dom. Do tego ma bardzo zaraźliwy śmiech. Naprawdę, jak oglądać francuskie komedie, to tylko z nią u boku ;).

Mimo mojego pozytywnego zdania o tytułowej produkcji, polscy internauci na forach, zarzucają wiele nieprzychylnych opinii tytułowemu obrazowi. Zaryzykuję stwierdzenie, że są to osoby z tej grupy ludzi, którzy nie przepadają za trzecią częścią Ojca Chrzestnego – ponieważ po prostu go nie rozumieją. Najbardziej spodobało mi się chyba porównanie nie anonimowego recenzenta – Pana Jakuba Popieleckiego – który porównał „Paulette” to kiepskiej parodii serialu „Breaking Bad” ;).

Co ciekawe, mimo zróżnicowanych opinii widzów, film zdobył w 2013 roku „Nagrodę Publiczności”, na  międzynarodowym festiwalu filmu i muzyki „Transatlantyk”. Wydaje mi się, że może to chyba o czymś świadczyć? No nie?

Nie będę Was dzisiaj wielce przekonywał do omawianej produkcji. Film na pewno spodoba się fanom specyficznego żabowego poczucia humoru. Jeśli chodzi o resztę… nie oglądajcie ani „Paulette”, ani trzeciej części „Ojca Chrzestnego”.

Advertisements
Otagowane , ,

5 thoughts on “„Babcia Gandzia” / „Paulette” – czyli uwielbiam francuskie poczucie humoru!

  1. Aleksandra Koterska pisze:

    ten film jest boski! 😉

    Lubię to

  2. Maras K. pisze:

    ta scena z której jest ta fota, jak ta babcia przy spowiedzi mówi do tego księdza „nienawidzę czarnuchów, z wyjątkiem księdza, ksiądz zasługuje aby być białym” – najlepsza 😉 😉 😉

    Lubię to

  3. Natalia Borek pisze:

    kurde naprawdę zachęciłeś mnie do tego filmu 😉 Juz raz zasugerowałam się Twoja recenzja i chyba uczynię to ponownie ;p

    Lubię to

  4. Ogonek pisze:

    zobaczę!

    Lubię to

  5. powalacace pisze:

    ja też 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: