John Lee Hooker – legenda, która permanentnie umila mi piątkowe wieczory.

normal_John_Lee_Hooker

Boom, boom, boom…

Dzisiaj poszepczę Wam o personie, bez której mój świat wyglądałby zupełnie inaczej. John Lee Hooker to nie tylko muzyka, to magia osobowości i niepowtarzalny sposób na życie. W historii bluesa nie znajdziemy wielu podobnych do niego. Choć on sam opuścił już jakiś czas temu nasz świat fizycznie – zmarł we śnie, w roku 2001 – to jego muzyka pozostała niezatapialnym spadkiem sztuki bluesa, który cieszy moje uszy praktycznie każdego wieczoru. W sieci nie znajdziemy jednak zbyt wiele informacji na temat tytułowej legendy. Ów fakt nie tylko mnie zdziwił, ale również zirytował. John Lee Hooker urodził się w 1917 roku. Geniusz boogie, wielka gwiazda muzyki bluesowej. Jego wyrazisty styl od czasu debiutu płytowego w 1959 roku zyskał wielkie grono wielbicieli. Grał różne odmiany bluesa, jego twórczość to wiele fascynujących muzycznych podróży. Kilka piosenek odniosło komercyjny sukces na listach przebojów, m.in. „Boom, Boom” albo „Chill Out”. Hooker wywarł wielki wpływ na brytyjski blues rock. Wzorowały się na nim takie zespoły i artyści jak Jimi Hendrix, The Animals i Yardbirds. Nie będę dzisiaj skupiał się na biografii artysty, chciałbym raczej podzielić się z Wami okolicznościami mojego bytowania z jego muzyką.

Dla wszystkich fanów Hookera polecam książkę „Mistrzowie bluesa, no. 3. John Lee Hooker: Blues For Big Town”, którą znajdziecie tutaj.

Pierwszy raz usłyszałem Johna Lee Hookera mając kilkanaście lat. Była zima. Pamiętam, że wracałem wtedy od moich dziadków do domu. Tata odebrał mnie tego dnia samochodem od seniorów mojej rodziny. Łapało mnie przeziębienie, czułem się paskudnie. W drodze do domu tata zatrzymał się przed apteką i poszedł zakupić jakieś antygrypowe leki. Zostawił mnie samego w samochodzie i włączył mi radio. Wtedy po raz pierwszy w życiu usłyszałem utwór  „Boom, Boom” w wykonaniu Hookera. Pamiętam dobrze moją fascynację. Przez około cztery minuty – tyle trwa wspomniany utwór – zapomniałem o bólu głowy i wiszących z nosa dundlach. Artysta zaraża pozytywną energią, bluesowym luzem i charakterystycznym podejściem do życia. Przez kolejne lata z ciekawością na czole, śledziłem nagania koncertowe Hookera. Był… znaczy jest niesamowity. Moja fascynacja Johnym Lee Hookerem zaowocowała nawet tegoroczną audycją, którą prowadziłem w radiu Meteor, wraz z niezastąpionym Szymonem Ratajczakiem. Całość audycji znajdziecie tutaj. Tym, którzy znają Hookera składam metafizyczny ukłon za gust muzyczny, z kolei tym, którzy go – jeszcze – nie znają proponuję posmakowania nieskazitelnego bluesa w jego wydaniu. Boom, Boom, Boom…

Reklamy
Otagowane

7 thoughts on “John Lee Hooker – legenda, która permanentnie umila mi piątkowe wieczory.

  1. Maks Kober pisze:

    słuchałem pana audycji – ma pan rewelacyjny głos!! magia

    Polubienie

  2. Kinga Kuszak pisze:

    John Lee Hooker – One Bourbon One Scotch One Beer jest tez świetne 😉

    Polubienie

  3. Anna Muszka pisze:

    rewelacyjny ……….;)

    Polubienie

  4. Herbercik pisze:

    nie ma co klasyk, dziekuje za przypomnienie mi o nim 🙂 😉 😉

    Polubienie

  5. MAXXOR pisze:

    CZYTALEM JEGO NOTKI BIOGRAFICZNE I ODNOSZE WRZENIE, ZE SWIETY CZLOWIEK TO TO NIE BYL. ;D

    Polubienie

  6. tomek poler pisze:

    rewelka 😉

    Polubienie

  7. Magda Kurus pisze:

    😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: