„Bękarty wojny” – czyli, jak zawiodłem się na Panu Tarantino.

o9999999999

1:0 dla Komercji

Kurczę, powiem Wam szczerze, że z tytułowym filmem wiązałem naprawdę duże nadzieje. Jego kinowe zapowiedzi wyglądały naprawdę smacznie. Jednak, jak mówi stare przysłowie :”nie oceniaj książki po okładce, a okładki po książce”. Przyznaję, że zawsze szanowałem Pana Quentina Tarantino za jego „świeży oddech” w kinematograficznym półświatku. Miałem nadzieję, że „Bękarty Wojny” będą majstersztykiem skali takich produkcji, jak „Django” lub „Pulp Fiction”. Niestety mocno się zawiodłem. Film oglądałem w nocy – nieco już zmęczony – i w jego trakcie po prostu zasnąłem. Dokończyłem oglądanie obrazu nad ranem, po umyciu ząbków i porannej kawie. Zasnął na filmie Tarantino? Skandal! Ha ha ;). Mówcie, co chcecie, ale na serio nie jeden polski serial komercyjny ma śmielszą fabułę i bardziej intrygujące wątki, niż te, które przyszło mi poznać w tytułowym obrazie. Powiem więcej. Przygoda z „Bękartami Wojny” nauczyła mnie nie tylko tego, że nie warto ufać ładnie prezentującym się trailerom filmów, ale również należy brać poprawkę na twórczość nawet najbardziej „wybitnych” twórców. Tak. Nadal bowiem podtrzymuję stwierdzenie, że  Quentin Tarantino to ikona i unikalna persona współczesnej kinematografii światowej.

Na początek zarys fabuły. Akcja filmu rozpoczyna się w okupowanej Francji podczas egzekucji rodziny Shosanny Dreyfus (Mélanie Laurent), której dziewczyna jest świadkiem. Stracenia dokonuje nazistowski pułkownik Hans Landa (Christoph Waltz). Shosannie udaje się uciec i wyjechać do Paryża, gdzie jako właścicielka kina przyjmuje nową tożsamość. W innym miejscu w Europie, porucznik Aldo Raine (Brad Pitt) organizuje grupę żydowskich żołnierzy, którzy mają dokonywać aktów zemsty. Do oddziału Raine’a dołącza niemiecka aktorka i agentka Bridget Von Hammersmark (Diane Kruger), której misją jest pozbawienie władzy przywódców Trzeciej Rzeszy. Losy tych ludzi zbiegają się pod kinowym afiszem, gdzie Shosanna przygotowuje własny plan zemsty…

Naprawdę nie widzę nic niezwykłego i oryginalnego  w tej historii. Oczy kleiły mi się praktycznie od samego początku filmu. Naprawdę z wypisanym rozczarowaniem na twarzy trzykrotnie sprawdzałem, czy autorem scenariusza i reżyserem produkcji jest, aby na pewno Pan Tarantino. Niezrozumiałym jest dla mnie, jak przy budżecie 70 000 000$, film w boxoffice zdobył 120 540 719$ w USA i 200 914 970$ za jego granicami! Kwestia głośnego nazwiska i przemyślanej – kłamliwej 😉 –  promocji obrazu.

Film, jak przyznają sami jego twórcy, tworzony był w dużym pośpiechu. Nawet sam Ennio Morricone wycofał się z napisania muzyki do filmu. Kompozytor stwierdził, że otrzymał od Quentina Tarantino zbyt mało czasu na skomponowanie ścieżki dźwiękowej. Tempo prac podyktowane było bowiem chęcią pokazania filmu na festiwalu w Cannes.

Mimo bogatej w głośne nazwiska -wydawałoby się- obsady pełnej profesjonalistów  i – tym bardziej wydawałoby się – bardzo precyzyjnego stosunku do filmu głównego reżysera produkcja tonie w błędach – i to nie tylko technicznych! Oto kilka z nich:

– W pierwszym rozdziale, kiedy pułkownik Hans Landa rozmawia z Francuzem ukrywającym Żydów, jego szklanka mleka zmienia swoje położenie na stole. Poziom płynu w szklance również nie jest stały.

– Podczas gry niemieckich żołnierzy w tawernie na jednej z kart widnieje napis „Genghis Khan”. Poprawna forma w języku niemieckim to „Dschingis Khan”.

– Gdy Dieter Hellstrom odgadł postać z karty (King Kong) zdjął ją z czoła i odłożył na stół. W następnym ujęciu karta do gry nadal znajdowała się na czole Hellstroma.

– Bridget von Hammersmark w jednej ze scen mówi, że ma gotowe 3 smokingi dla zamachowców. W rzeczywistości smoking (biały) ma tylko Aldo Raine. Dwójka pozostałych ma fraki, co widać w scenie, gdy w kinie idą do loży Hitlera.

– Podczas sceny w restauracji, gdy Hans Landa i Shosanna zostają sami, Hans zamawia kawę, mleko i dwa strudle. Kawa znika z tacy podczas tej sceny – pomimo, iż kelner nie zdążył jej postawić na stole.

Naturalnie to tylko kilka wybranych błędów, które są jedynie kroplą w morzu niedopatrzeń Pana Tarantino. Jak już zapewne zauważyliście, film zdecydowanie nie zaspokoił moich oczekiwań i uważam go za stratę czasu. Jednakże, jeśli są wśród Was fani Tarantino lub po prostu chcielibyście inaczej „dotknąć” klimatów drugiej wojny światowej i żydowsko- nazistowskiej zupy tematycznej – uśmiechnijcie się do tytułowej produkcji ;).

Reklamy
Otagowane , , , , ,

4 thoughts on “„Bękarty wojny” – czyli, jak zawiodłem się na Panu Tarantino.

  1. Ania Polacek pisze:

    tern film to na serio DNO

    Polubienie

  2. DAmian87 pisze:

    widzialem, cos malo krwi jak na mozliwosci tarantino – w sumie dalbym slbae 4 /5

    Polubienie

  3. Buslaw Kwiatek pisze:

    dla mnie film bomba

    Polubienie

  4. Magda Kurus pisze:

    nie znasz sie ;p

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: