„Righteous Kill” – film, na który czekałem od czasu „Gorączki” i „Ojca Chrzestnego”.

maxresdefault

De Niro+ Pacino = sukces?

O tytułowej produkcji chciałem napisać już od dawna. Można śmiało powiedzieć, że na premierę „Righteous Kill”  czekałem około dziesięciu lat. Tyle bowiem czasu minęło, kiedy po raz pierwszy – w 1998 roku – przytuliłem oczami produkcję Michaela Manna pt. „Gorączka”. Nie rozumiecie? Już tłumaczę. W historii kina amerykańskiego – przynajmniej z tego, co mi wiadomo – zaistniały tylko trzy sytuacje, w których na planie filmowym spotkały się takie ikony kina jak Al Pacino i Robert De Niro. W „Ojcu Chrzestnym” wymienionym aktorom nie przyszło zagrać razem w żadnej scenie z oczywistych powodów – Robert De Niro grał retrospekcje młodego Vita Corleone, a Al Pacino jego filmowego syna Michaela Corleone. Z kolei w „Gorączce” aktorzy zagrali wspólnie tylko w jednej scenie – ale za to jakiej ;).  W końcu w roku 2008, ikony kina spotkały się na planie zdjęciowym tytułowej produkcji „Righteous Kill”.  O owym obrazie mówiło się bardzo dużo. Zdania odbiorców były bardzo podzielone. Jedni twierdzili, że to „fabularny syf na kulkach, z dwoma dziadami udającymi młodzieniaszków. Zrobiony tylko dla pieniędzy”, inni zaś ustawili film na swoich półkach między „Zapachem kobiety”, a „Taksówkarzem”.  Jak się pewnie domyślacie, jestem bliższy  opinią,  tym drugim.

Pozwolicie, że fabułę zarysuję Wam cytując  oryginalny opis obrazu z filmweb, cyt. „Po trzydziestu latach wspólnej pracy w szeregach nowojorskiej policji dwaj zasłużeni weterani (Robert De Niro oraz Al Pacino), na krótko przed emeryturą, zostają wyznaczeni do poprowadzenia dochodzenia w sprawie zabójstwa pewnego sutenera. Zbrodnia wydaje się być w jakiś sposób powiązana ze śledztwem, które bohaterowie przeprowadzili kilka lat wcześniej. Tak, jak wówczas ofiarą jest osoba podejrzana o popełnienie przestępstwa i wymykająca się wymiarowi sprawiedliwości, a na miejscu zbrodni znaleziony zostaje krótki wiersz usprawiedliwiający morderstwo. Wskutek powtarzających się zabójstw staje się jasne, że policja ma do czynienia z seryjnym mordercą, który za swoje powołanie uznał oczyszczanie ulic z przestępców. Bohaterowie swoją sprawę z przeszłości zakończyli ujęciem sprawcy, jednak teraz pojawia się pytanie, czy w więzieniu znajduje się właściwa osoba(…)”.

Zacznijmy może od plusów produkcji. Głównym atutem jest wspaniała obsada, w której oprócz wspomnianych już perełek aktorskich spotkamy również takie osoby jak: Carla Gugino, John Leguizamo, Donnie Wahlberg, Brian Dennehy, czy Trilby Glover. Aby było ciekawiej w filmie wystąpił również – chwyt zrobiony dla pieniędzy rzecz jasna  – Curtis James Jackson, znany jako „50 Cent”. Szczerze mówiąc miałem trochę z tego faktu ironicznego uśmiechu na buzi ;).

Reżyserem całego kinowego spektaklu jest Jon Avnet. Znany z takich filmów jak „88 minut”, „Smażone zielone pomidory”, czy zeszłoroczny „Rake”. Autorem scenariusza z kolei został niedoceniany i raczej mało znany Russell Gewirtz. Mimo braku rażących sukcesów kinematograficznych w przeszłości, Russell Gewirtz stanął na wysokości zadania. Fabula „Righteous Kill” dorównuje swoją jakością i pomysłami najśmielszej literaturze skandynawskiej. Jo Nesbo mógłby śmiało zaklaskać po obejrzanym seansie. Powiem więcej, zagadka i „ciągłe napięcie” towarzyszące przedstawianej w „Righteous Kill” historii, niezaprzeczalnie ma swoją przyczynę w rewelacyjnej grze kamer. Naprawdę duży, metafizyczny ukłon dla Denisa Lenoira.

Boxoffice filmu  to w zaokrągleniu 40 000 000 $ w samych Stanach Zjednoczonych. Dla porównania „Forrest Gump” przyniósł 329 000 000 $ jedynie na terenie USA. Nie jest to rekordowa suma. Mimo to nadal bronię swojego zdania i uważam, że tytułowa produkcja jest niedocenionym skarbem amerykańskiej kinematografii. Nawet, jeśli nie podzielicie mojego zdania, to wydaje mi się, że warto przytulić  „Righteous Kill” choćby ze względu na możliwość zobaczenia warsztatu dwóch wybitnych aktorów. Powiem Wam jeszcze ciekawostkę. Oglądałem po premierowe spotkanie z głównymi aktorami filmu. Nie ukrywam, że była to dla mnie lekcja „jak starzeć się z klasą”. Robert De Niro – pogodzony ze swoim wiekiem – przybył na spotkanie o drewnianej lasce, z licznymi zmarszczkami na czole i ciężkim oddechem. Al Pacino z kolei opalony na zimę, z naciągniętą twarzą niczym płótno Rubensa i przeszczepionymi z tyłka włosami na głowie. No cóż, ludzie dzielą się na tych, którzy klaszczą na dwa i na tych, którzy klaszczą na trzy…

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , ,

6 thoughts on “„Righteous Kill” – film, na który czekałem od czasu „Gorączki” i „Ojca Chrzestnego”.

  1. gandza pisze:

    pacino zajebisty w nim jest

    Lubię to

  2. Bugusia Polek pisze:

    nie jest może specjalnie wybitny ale warto zobaczyć dla samych aktorów, tak ja napisałeś 😉

    Lubię to

  3. Kinga Kuszak pisze:

    co to za utwor w polowie trailera?

    Lubię to

  4. Krzysztof Zapala pisze:

    obejrzałem i na serio nie żałuję – dzięki pozdrawiam 😉

    Lubię to

  5. Jogudka99 pisze:

    muszę to zobaczyć

    Lubię to

  6. Monii pisze:

    zaj**** film

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: