„Figaj do domu!” – czyli jak radzę sobie z opiniami hejterów.

kr

Dystans rodzi uśmiech 😉

Czy to będzie odważny wpis? Nie wiem. Po prostu prawdziwy. Zaczynając swoją działalność w sieci półtora roku temu, nie przypuszczałem, że moja strona tak się rozwinie i zdobędzie stałych czytelników. Zrobiłem to bardziej dla zabawy i ewentualnej promocji mojej działalności muzycznej. Pamiętam, że pierwszy mój blog zarejestrowałem pod adresem cichytworzy.blog.onet.pl – nieprofesjonalna strona z wieloma błędami graficznymi. Takie były początki. Po niespełna sześciu miesiącach zauważyłem, że blog mimo swojego „nieprofesjonalizmu aparycyjnego” zdobywa, co raz więcej czytelników. Zmotywowany tym faktem, postanowiłem przenieść swoją witrynę na adres figajtworzy.blogspot.com – blogspot dawał mi więcej możliwości zmiany wyglądu i konstrukcji technicznej strony. Niewątpliwie pomógł mi również w jej promocji i zdobywaniu kolejnych odbiorców.  Po tegorocznym konkursie na blog roku przydarzyła się kolejna miła dla mnie niespodzianka związana z prowadzeniem witryny. Mój blog został zakwalifikowany do kategorii blogów  „Życie i społeczeństwo”, gdzie konkurował z 322 innymi witrynami. W efekcie moja witryna zajęła miejsce w pierwszej trzydziestce najlepszych blogów tematycznych.

Krótko po rozstrzygnięciu owego konkursu przeniosłem swoją witrynę po raz kolejny. Przez kilka miesięcy znaleźć mnie można było pod nowym adresem – figajtworzy.blogspot.com.
Zmiana nie przyniosła zamierzonego efektu, jakim była dalsza promocja strony. Skontaktowałem się z blogerami, którzy mają większe doświadczenie w sieci i poprosiłem o kilka wskazówek i wspólne przyjrzenie się mojej witrynie. Szczególne podziękowania w tym miejscu kieruję do takich osób, jak Marta Henning (www.martapisze.pl) i Remigiusz Maciaszek (www.jarock.pl), które w jakiś tam sposób naprowadziły mnie na właściwie – a przynajmniej właściwsze – tory.

Od tamtego czasu dokonałem – ostatniej już mam nadzieję – przeprowadzki na serwer wordpress.com. Niebawem zainwestuję w domenę,  dzięki której adres strony będzie krótszy i łatwiejszy do zapamiętania. Wiem, że „ilość wyświetleń” i inne elementy interakcyjne trudne są do określenia słowami: duże, małe, rzadkie, częste… Dla porównania blogi znajdujące się w pierwszej dziesiątce najchętniej czytanych blogów roku zbierają dziennie około 50 000 wyświetleń. Przez ostatnie 18 miesięcy mojej działalności udało mi się osiągnąć -zadowalający mnie osobiście – wynik około 200 000 wyświetleń. Orientacyjna średnia wyświetleń w ciągu doby to 370.37 wejść na stronę.

Pamiętam, że kiedy zaczynałem, stronę odwiedzało w ciągu doby góra 20 osób, w tym 20 moich znajomych ;). Aktualnie posiadam 270 stałych czytelników, prenumerujących mailowo wpisy mojego bloga. Wszystko pięknie ładnie, lecz im dalej moja strona sięga swoim zasięgiem, tym więcej można spotkać ludzi, którym nie do końca odpowiada moja twórczość:) No i właśnie o nich chciałem dzisiaj popisać.

Przez ostatnie miesiące zdarzało mi się czytać mało przychylne komentarze, dotyczące mojej działalności. Początkowo się nimi przejmowałem, potem nauczyłem się przyjmować je z pogodą ducha. Przyznam, że 80 % hejterów wylewa swoje żale w mailach, czy komentarzach w sposób, który jest niczym innym jak „waleniem sobie gruchy nienawiści przez anonimowe komentarze”. Zazwyczaj są to wypowiedzi pozbawione jakiejkolwiek argumentacji i zdrowej krytyki. No, bo cóż mogę zrobić z komentarzem typu „figaj do domu”:) Mogę jedynie uśmiechnąć się i współczuć osobie, która zadaje sobie trud napisania komentarza tylko po to, aby zrobić mi potencjalną przykrość. Kiedyś mnie to ruszało. Dziś,  jak już wcześniej wspomniałem olewam to „zimnym moczem”.

Przyznam szczerze, że bardzo lubię – i wiele mi dają – komentarze, z których mogę wyciągnąć wnioski i poprawić swoje jestestwo w sieci. Chodzi mi tutaj o czujnych internautów, którzy na przykład zwracają mi uwagą na rzetelność statystyk, jakie podaję w swoich artykułach. Podpowiadają,  gdzie można znaleźć dokładniejsze dane lub po prostu dzielą się ze mną swoim – innym od mojego – zdaniem na jakiś temat. To rodzi możliwość dyskusji i dalszego rozwoju. Wydaje mi się, że tego typu komentarze  cenię najbardziej ze wszystkich. O wiele bardziej od tych przelukrowanych uśmiechniętymi buźkami i komplementami.

Istnieje również typ hejterów, którego nie potrafię zaakceptować. Prowadzenie bloga, dało mi możliwość zobaczenia prawdziwej twarzy moich dotychczasowych znajomych. W ciągu ostatniego roku dwukrotnie zdarzył mi się przypadek, kiedy mój wieloletni znajomy dodał – praktycznie nic nie wnoszącego – pozornie anonimowego hejta na moim blogu i potem podczas rozmowy patrzył mi prosto w oczy i zachwalał moją witrynę. Dwaj  wspomniani „pseudo- znajomi” byli na tyle inteligentni, że dodając komentarz automatycznie wybrali swój prywatny adres email w podpisie 🙂 Śmiać się,  czy płakać? Może po prostu docenić fakt, że mogłem dzięki temu doświadczeniu dowiedzieć się trochę więcej o ludziach, którzy mnie otaczają.

Chciałbym, abyśmy się dobrze zrozumieli. Mam olbrzymi szacunek do -zaniedbywanej w Polsce – wolności słowa. Niemniej jednak czasami zastanawia mnie fakt, co anonimowym hejterom właściwie daje wyładowywanie swoich emocji na forach, portalach, czy blogach… Nie wiem. Staram się po prostu akceptować rzeczywistość taką,  jaka jest. Po prostu.

Naturalnie hejterzy, to tak naprawdę nikły procent moich odbiorców. Przynajmniej tak mi mówią statystyki 😉 Przyjazne wpisy nie rzadko goszczą w komentarzach pod moimi tekstami i – nie chcę, aby zabrzmiało to narcystycznie – bardzo mnie one motywują do kolejnych działań piórem. Cóż, zostaje mi podziękować wszystkim nie walącym emocjonalnej gruchy i sensownie mnie motywującym. Do napisania wkrótce 😉

Reklamy
Otagowane ,

9 thoughts on “„Figaj do domu!” – czyli jak radzę sobie z opiniami hejterów.

  1. Iza Kaczorowska pisze:

    Hm Ty na serio masz uśmiech Jamesa Gandolfiniego ! 😉 😉 😉

    Polubienie

  2. Bociek pisze:

    Tak trzymać 😉

    Polubienie

  3. Aneta Gaspid pisze:

    Hejterzy są wpisani w życie każdej osoby, która ma odwagę wypowiadać swoje zdanie publicznie 😉 sama kiedyś prowadziłam bloga (tylko, że kulinarnego) a i tak miałam częstą styczność z komentarzami osób, które po prostu z zazdrości/ nudów/ problemów ze samym sobą. Nie ma się czym poprzejmować i tak jak mówisz trzeba robić swoje! Od jakiegoś czasu sledze twojego bloga i na serio milo się Ciebie czyta 😉 Pozdrawiam 😉

    Polubienie

  4. Maresz86 pisze:

    Gratuluje tytułowego dystansu do siebie, sensowny z ciebie facet!

    Polubienie

  5. Adam987 pisze:

    szacun stary

    Polubienie

  6. Caro pisze:

    podpisuje się pod przedmówcami 😉

    Polubienie

  7. gandza pisze:

    i to mi sie podoba, piszesz na serio spoko

    Polubienie

  8. Kinga Kuszak pisze:

    Twoj jest ten kawalek podlogi!! Hejterzy do domu ! 😉 😉 😉

    Polubienie

  9. Jogudka99 pisze:

    ładyś… 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: