Hugh Laurie – Doktor współczesnego bluesa.

maxresdefault

Wylecz mnie muzyką!

Dzisiaj – obiecany już jakiś czas temu – wpis o niecodziennym człowieku pełnym dekadencji, a zarazem swoistego poczucia humoru.  Hugh Laurie , najczęściej kojarzony z wybitnymi kreacjami filmowymi Doktora Housa, Pana Fredricka (Stuart Malutki), czy Pierra (Człowiek w żelaznej masce). Nie wszyscy jednak wiedzą o tym, że nasz tytułowy bohater to nie tylko wybitny aktor, ale również  scenarzysta filmowy, pisarz, no i w końcu muzyk. Przyznam szczerze, że z twórczością Lauriego spotkałem się dopiero po przytuleniu wcześniej wspominanej produkcji – przez niektórych uważanych za jedną wielką komercję – „House M.D.”. Oglądając serial zaintrygowała mnie częstotliwość scen, w których głównych bohater gra na różnego rodzaju instrumentach, bez imitacji grania i tzw. „aktorskiego markowania”. Z ciekawością w uszach postanowiłem sprawdzić, czy tytułowa postać nie robi w swoim życiu czegoś więcej niż tylko – albo aż – dobrego kina… Może na początek trochę faktów o Panu Laurie – nie do końca wiem, jak odmieniać jego nazwisko.


Nasz bohater będąc młodym mężczyzną myślał o zawodzie lekarza, lecz po ukończeniu Dragon Scholl w Oxfordzie zamiast medycyny wybrał archeologię i antropologię na ekskluzywnych uczelniach Eton College i Uniwersytet Cambridge.

Podczas nauki na Uniwersytecie Cambridge odkrył swój talent do aktorstwa. Po raz pierwszy zagrał przed kamerami w filmie krótkometrażowym „Więc kto ci to sprzedał?” (Who Sold You This, Then?,1975) u boku Johna Cleese. Dziesięć lat później zadebiutował na dużym ekranie w dramacie „Obfitość” (Plenty, 1985) z Meryl Streep, Charlesem Dance’em, Stingiem, Johnem Gielgudem, Ianem McKellenem i Samem Neillem. Pierwszym przełomowym momentem w jego karierze był występ w sitcomie BBC „Czarna Żmija II” (Blackadder II, 1986) jako książę Ludwig i Simon Partridge. Hugh Laurie przez kolejne lata gościł przed kamerami kolejnych części owej  produkcji.

Wspólnie ze Stephenem Fryem zrealizował dwa cieszące się powodzeniem seriale komediowe – kostiumowy w stacji ITV1 pt. Jeeves i Wooster (Jeeves and Wooster, 1990-1993), w którym wystąpił jako Bertie Wooster, i będący luźną wiązanką ich skeczy „Kawałek Fry’a i Laurie’go” (A Bit of Fry and Laurie, 1987-1995) w stacji BBC.

W latach 90. skupił się na udziale w produkcjach filmowych, pojawiając się w takich produkcjach, jak „Rozważna i romantyczna”, „101 dalmatyńczyków” czy wspomniany już na początku „Człowiek w żelaznej masce” i „Stuart Malutki”. W telewizji występował jedynie okazjonalnie, grając gościnnie w takich serialach, jak „Przyjaciele” czy „Tajniacy”.

Jego powrót na mały ekran nastąpił w 2003, kiedy wygrał casting na tytułową rolę w nowym, wyprodukowanym przez amerykańską sieć Fox serialu obyczajowym „Dr House”. Na potrzeby tej produkcji opanował amerykański akcent, choć na co dzień posługuje się brytyjskim RP. Rola ta przyniosła mu dwukrotnie – w latach 2006 i 2007 – Złote Globy w kategorii Best Performance by an Actor In A Television Series – Drama. Warto również wspomnieć, że Laurie jest także autorem bestsellerowej powieści „Sprzedawca broni” (The Gun Seller).

A gdzie w tym wszystkim tytułowa kariera muzyczna? Spokojnie. W „muzycznym CV” Hugh Laurie może się pochwalić umiejętnością gry na pianinie, gitarze, perkusji, harmonijce, saksofonie i niezaprzeczalnym talentem wokalnym. W czasie realizacji produkcji „Hose M.D.” Hugh Laurie  zaczął się udzielać w charytatywnym zespole Band From TV, w skład którego wchodzili aktorzy. Koronną datą dla kariery muzycznej naszego „doktorka” jest 9 maja 2011 – miała wtedy miejsce premiera solowego bluesowego albumu pod tytułem Let Them Talk, który zawiera piętnaście utworów (siedemnaście w edycji limitowanej). Bardzo podoba mi się stwierdzenie Haliny Jasonek, która dla jednego z portali muzycznych napisała o wspomnianej płycie w taki o to sposób, cyt. ” To, co w „Let them talk” szczególnie urzeka, to sposób w jaki Laurie przedstawił utwory znane nam od lat. Brzmią świeżo, zostawszy potraktowane indywidualnym wyczuciem stylu, jak gdybyśmy słyszeli je po raz pierwszy(…)”. Przyznam szczerze, że wielokrotnie słuchałem tej płyty i bardzo szybko stała się ona dla mnie numerem jeden podczas wieczornego joggingu, czy nocnego poszukiwania Morfeusza.

Drugi album aktora, zatytułowany Didn’t It Rain, ukazał się 6 maja 2013. W ramach trasy koncertowej promującej ten album, Hugh Laurie odwiedził także Polskę – 6 czerwca 2013 odbył się jego koncert w warszawskiej Sali Kongresowej. W 2014 artysta odwiedził ponownie Polskę, tym razem dając trzy koncerty: 27 i 28 lipca w Poznaniu oraz 29 lipca w Szczecinie. Drugi album aktora, zatytułowany Didn’t It Rain, ukazał się 6 maja 2013. Niestety nie dane mi było obcować z muzyką tytułowego bohatera na żywo ;( – no, ale wszystko wskazuje na to, że Hugh Laurie  jeszcze niejednokrotnie zagości u swoich europejskich przyjaciół. Tak więc, kto wie?

Na obu wspomnianych krążkach  muzyk sięga po dorobek amerykańskiej kultury muzycznej, czyli blues i jazz, choć na „Didn’t It Rain” ociera się wyraźnie również o R&B i tango.  Wielu odważnych recenzentów muzycznych ma trochę inne zdanie ode mnie. Muzykowi  zarzuca się „wątpliwy talent wokalny”. Niektórzy krytycy nie przebierają w słowach pisząc o Hugh Laurie cyt. „gdyby koleś nie miał tak przechlanego i przepalonego głosu jego wokal nie byłby ani trochę interesujący(…)”. Hmm. Ja jednak tkwię przy swoim zdaniu i śmiało ryzykuję stwierdzenie, że tytułowy artysta ma bardzo charakterystyczną i niesamowicie elastyczną muzycznie barwę głosu. Dla ludzi „innego zdania” podpowiem, że na płycie „Didn’t It Rain” Laurie dopuścił do głosu również takich artystów, jak  Gaby Moreno, Jean McClain i Taj Mahala. Szczerze mówiąc, uważam to za zupełnie niepotrzebny zabieg.

Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak zaproszenie was do posłuchania nutek dzisiejszego bohatera. Sam mogę jedynie trzymać kciuki, za Hugh Lauriego i mieć nadzieję, że albumy  „Let them talk” i „Didn’t It Rain” to swoisty początek wielkiej przygody z muzyką – już nie młodego – wokalisty i muzyka, jakim jest Pan Laurie .

Reklamy
Otagowane , ,

4 thoughts on “Hugh Laurie – Doktor współczesnego bluesa.

  1. Arkadiusz pisze:

    uwielbiam ten ostatni kawałek, wg jego druga płyta jest boska 😉

    Lubię to

  2. olgusss pisze:

    on jest genialny – choc 1 plyta byla o wiele lepsza

    Lubię to

  3. ewqeqt pisze:

    nie ma jakiegos mega glosu, ale ma swietne wyczucie muzyki i rewelacyjne improwizacje na piano robi

    Lubię to

  4. Iza Kaczorowska pisze:

    Usa, Usa, Usa 😉 zajebisty

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: