10 „znanych” zagranicznych seriali, które zdarzyło mi się przytulić oczami.

Breaking-Bad-Season-51

Kto ma pilota?

Przyznam szczerze, że już od dawna chciałem napisać tego typu wpis. W przeciągu ostatnich lat moje oczka przytulały bowiem nie tylko obrazy filmowe, ale również seriale – którym bardzo często najlepsze filmy nie sięgały swoim geniuszem do kolan. Dziś przyjrzymy się serialom zagranicznych produkcji, które swoją historią potrafiły nie raz namieszać w moim życiu. Miały one wpływ na kolory koszul, które kupowałem, na mój wybór kierunku studiów, jak również ukształtowanie mojego charakteru i związanego z nim poczucia humoru. Naturalnie nigdy nie zatraciłem w serialach własnego „ja”. Chcę tylko powiedzieć, że niektóre produkcje bardzo pomogły mi w rozumieniu co poniektórych etapów mojego życia. We  współczesnej socjoterapii bardzo często niektóre seriale są wypisywane pacjentom na metaforycznej recepcie. Żeby było jasne. Nie chodzi tu tylko o „optymistyczne i pełne radości” produkcje, w których główni bohaterowie puszczają bąki o zapachu róż i znajdują uśmiech w każdej sekundzie swojego życia.

Na pierwszym roku studiów, na zajęciach socjoterapii uczono nas, że bardzo często dobrze dobrana historia – nawet ta wyimaginowana, serialowa – drugiego człowieka jest najlepszą terapią dla osoby z problemami związanymi z samoakceptacją, żalem po stracie (…). Zdziwieni? Nie dziwie się 😉 Dobra, zacznijmy przegląd najbardziej znanych światowych seriali ostatnich lat, zaznaczę tylko, że ich kolejność jest przypadkowa.

I.  „The Sopranos”

sop

Zacznijmy od klasyku gatunku. Rodzina Soprano to jeden z moich ulubionych serialowych obrazów. Przytuliłem się do owego tytułu ze względu na moją słabość do filmów poruszających tematykę mafii – dla polskich fanów Ojca Chrzestnego polecam biało czerwoną produkcję „Odwróceni”. Rodzinę Soprano pierwszy raz na oczy ujrzałem w wieku piętnastu, może szesnastu lat. Pamiętam, że do obejrzenia wszystkich sezonów zmobilizowała mnie „szkolna miłość”, która była fanką tytułowej produkcji. Chciałem przede wszystkim zdobyć w ten sposób temat do wspólnych rozmów. Z biegiem lat jednak okazało się, że do serialu wracałem wielokrotnie – nie tylko z powodów sentymentalnych.ja Kreacja głównego bohatera – Anthony Soprano – w którego rolę wcielił się świętej pamięci James Gandolfini jest jedną z najwybitniejszych kreacji kina, jakie kiedykolwiek poznałem. Ktoś kiedyś powiedział mi komplement, który zapamiętam do końca życia. Przynajmniej w moich oczach był to komplement. Przez wiele lat uważałem, że uśmiecham się jak „chomik”. Miałem z tego tytułu wiele kompleksów. Wszystko zmieniło się,  gdy moi  – nastoletni wtedy – przyjaciele ochrzcili mój uśmiech „uśmiechem Tonego Soprano”. A Wy widzicie podobieństwo? 😉

II. „Friends”

Friends-1920x1080-019

„Friends” to jeden z wielu sitcomów, które posmakowałem w swoim młodym życiu. Mimo dużej konkurencji – rewelacyjny „Świat według Bundy” – to właśnie jego wybrałem do dziesiątki serialowej, jako czołowego reprezentanta gatunku seriali sitcom-owych.  Serial wpadł mi w rączki również w latach, kiedy chodziłem do szkoły średniej. A konkretniej, w któreś z wakacji, jakie spędzałem u mojej cioci. Pamiętam, że codziennie rano moja ciocia z niepokojem przyglądała się mojej wiecznie zaspanej buzi. Zachodziła w głowę,  co robie każdej nocy, jeżeli permanentnie brakuje mi snu. A nastoletni wtedy Bartek po prostu codziennie spędzał godziny w Internecie, na oglądaniu „Przyjaciół”.  Pamiętam, że moją ulubioną postacią z szóstki głównych bohaterów był Ross Geller. Po prostu uwielbiałem poczucie humoru i kreację owej postaci. Jakiś rok temu z ciekawości wpisałem w wujku google obsadę „Przyjaciół”, aby zobaczyć,  jak zmieniła się ona po latach… Byłem w szoku.  Niektórzy zupełnie się nie zmienili, inni zaś… no cóż.

III. „Breaking Bad”

BB-explore-S4-980x551-clean

Serial,  do którego przekonałem się stosunkowo niedawno. Powiem szczerze, że wszelkie trailery i inne zapowiedzi nie przekonywały mnie do sięgnięcia po produkcję. Wszystko zmieniło się jednak,  gdy z fascynacją w oczach polecił mi „Breaking Bad” mój serdeczny przyjaciel, który ma podobny gust kinowy do mojego. No i tak to się zaczęło. Tytułowy serial to przede wszystkim zajebista fabuła, o którą trudno w innych produkcjach ostatnich lat. Po obejrzeniu pierwszego odcinka stwierdziłem, co następuje: „Nauczyciel chemii z nowotworem, któremu został rok życia, chce produkować amfetaminą,  aby zostawić po sobie zabezpieczenie finansowe dla rodziny. Fajny pomysł, ale co dalej?”. Oj dzieje się dalej. Serial wciągnął mnie całkowicie i dał mi nauczkę, że nie należy oceniać niczego po „pierwszym wrażeniu”. Jeśli jesteśmy już przy owej produkcji wspomnę o jeszcze jednej ważnej dla mnie rzeczy. Uwielbiam, kiedy do serialu dobierana jest obsada „nie pachnąca czerwonymi dywanami”. Dzięki „Breaking Bad” ludzkość mogła zaprzyjaźnić się z niesamowicie zdolnymi aktorami, którzy na  poważnie potraktowali swoją szansę w serialu.

IV. „Game of Thrones”

ggggggggggg

No tak. Co tu dużo mówić. Właściwie czy jest sens pisać o produkcji, którą wszyscy znają? Może przesadzam, ale prawdą jest, że tytułowy serial jest jednym z najgłośniejszych obrazów HBO ostatnich lat. Tematyka Fantazy zawsze miała swoich fanów. „Gra o Tron” znacznie zwiększyła ich ilość. Tytułowy obraz należy do tych, które wciągają jak narkotyk. Zazwyczaj unikam „owczego pędu” i staram się nie sugerować w życiu „stadną modą”. W wypadku tytułowego serialu było jednak inaczej. Pierwsze odcinki obejrzałem z dużą dozą ciekawości i zaintrygowania. Kolejne pochłonąłem oczyma w celu zdobycia odpowiedzi na pytania, które powstały w mojej głowie podczas oglądania wcześniejszych odcinków. Po jakimś miesiącu oglądałem już serial trzymając pilot / myszkę/ w dłoni, niczym rękojeść miecza. Przyznam, że jest to jeden z niewielu seriali, na którego kolejny sezon czekam z uśmiechem na buzi;)

V. „House M.D.”

tumblr_nqknlaWMqs1u4y50lo1_1280

Ktoś powie, że oglądam komercję. Tak. Zgadza się. Jednak tylko dobrą komercję. Tytułowy serial – tak samo jak wcześniej opisywana „Gra o Tron” – jest serialem, który obejrzałem pod presją wszechobecnych pozytywnych recenzji.  Wszystkie osiem sezonów serialu obejrzałem jakoś krotko przed napisaniem matury. Naturalnie serial zadziałał na mnie do tego stopnia, że przez chwilę chciałem studiować medycynę. Na szczęście szybko mi to przeszło, Choć patrząc na kierunek moich studiów może wróciło? Psycholog, czy terapeuta to też w jakiś sposób lekarz. Mniejsza. Niebawem na mojej stronie poszepczę o odtwórcy głównej roli tytułowego Doktora Housa – Hugh Laurie – jednak zajmiemy się wtedy jego talentem nie aktorskim, a muzycznym. Zajrzyjcie do mnie niebawem 😉 Aaaa, jeszcze jedna sprawa. Kiedyś serial natchnął mnie do napisania wpisu na bloga pt. „Everybody lies – Czy aby na pewno?”, który w gruncie rzeczy był pierwszym wpisem, jaki zamieściłem na blogu – znajdziecie go tutaj.

VI. „Dexter”

deeee

„Dexter” jest przykładem produkcji, która pokazała mi, że nie zawsze jest dobrze zaufać wcześniej wspomnianemu „owczemu pędowi”. Po premierze serialu, gdzie tylko się nie pojawiłem mówiono o przystojniaku wymierzającym sprawiedliwość po swojemu, w plastikowych goglach. W końcu przełamałem się i poszukałem serialu w Internecie. Obejrzałem może z 80% pierwszego sezonu i aby nie umrzeć z nudów, wyczyściłem historie przeglądania na moim komputerze. Tragedia. Właściwie jest to jedyny serial w dzisiejszym poście, którego nigdy w życiu nie poleciłbym. Piszę o nim tylko dlatego, aby pokazać,  jak łatwo czasami się spalić, słuchając pozornie intrygujących recenzji. Obraz zaciekawił mnie swoją brutalnością, ostrym językiem, potencjalnie ciekawymi zagadkami kryminalnymi i ciekawym pomysłem na kreację głównego bohatera. Wszystkie te elementy obiecywały słyszane przeze mnie opinie i dostępne w sieci trailery. Niestety nic bardziej mylnego. Brutalność ograniczona do tego stopnia, aby serial mogły oglądać dzieci, język prosty, niczym wyjęty z  panoramy, kreatywność twórców, codo fabuły i postaci na tragicznym poziomie. Naprawdę czytałem wiele kryminałów i przytuliłem w swoim życiu oko do kilku produkcji tego gatunku i nigdy nie widziałem tak mętnego, prostego i momentami pozbawionego sensu pomysłu na scenariusz serialu „kryminalnego”. Nigdy nie zrozumiałem fascynacji ludzi zachwycających się „Dexterem”. Moja przygoda z owym serialem była tylko stratą czasu…

VII. „CSI:(…)”

CCCCCCCCCCCC

No tak, na mojej liście nie mogło zabraknąć owego tytułu. Serie CSI przyszło mi oglądać „ratami”. Do serialu po prostu wracam, kiedy mi się o nim przypomni. Zresztą powodem jest chyba olbrzymia ilość odcinków produkcji, którą ciężko obejrzeć za jednym razem. CSI przytuliłem oczkami nie tylko ze względu na nadmiar serotoniny, jaki mi daje, ale również z faktu, że jest to obraz będący kopalnią wiedzy kryminalistycznej. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to jedna z najbardziej autentycznych, co za tym idzie ciekawych zagranicznych produkcji. Pisząc swoją ostatnią książkę – której akcja toczy się w USA – bardzo długo zbierałem informacje na temat pracy amerykańskiej policji kryminalnej. Tytułowy serial odegrał na owym etapie pracy nad książką koronną rolę. Więcej na temat książki „Delirium”, która jest w dużej części dzieckiem opisywanego przeze mnie serialu znajdziecie w zakładce „O MNIE” – miłej lektury 😉

VIII. „Monk”

monk

Jest to jeden z niewielu seriali, jakie przyszło mi oglądać razem z moim tatą, który z natury swej nie przepada, za komercyjnymi tasiemcami. Tasiemcami? Tak. Nie ukrywam, że „Detektyw Monk”, mimo unikatowego pomysłu na fabułę, po piątym roku swojej emisji zaczął ciągnąć się jak flaki z olejem. Niemniej jednak kreacja stworzona przez Tonego Shalhouba zapadła mi mocno w pamięci. Według statystyk serial przyciągał do ekranów telewizorów nawet 2,5 mln widzów! Przyznam szczerze, że do dzisiaj mam na mp3 motyw przewodni tytułowego serialu. Słyszę go za każdym razem, gdy mija mi 39 minuta joggingu ;):):)

IX. „Criminal Minds”

260475.960x540

„Zabójcze umysły” to perełka mojej listy. Serial, do którego wracałem przez lata. Przyznam szczerze, że będąc na pierwszym roku studiów, właśnie dzięki owej produkcji wpadłem na pomysł,  aby pracować w przyszłości w policji. A najlepiej w wydziale „profilerów  kryminalnych”. Na szczęście moje plany się nieco pozmieniały i teraz mam do czynienia ze wspomnianymi klimatami tylko na kratkach papieru. Co do produkcji… Jeśli ktoś interesuje się choć trochę psychologią i behawiorystyką, to ten serial jest dla niego. Serial opowiada o grupie agentów FBI zajmujących się „profilowaniem”, czyli sporządzaniem profili psychologicznych. Jest to chyba pierwszy – jeśli nie jedyny – serial, jaki spotkałem, który dotyka owej dziedziny kryminalistyki. Z pełnym przekonaniem mogę polecić go każdemu na nieubłagalnie zbliżające się jesienne wieczory. Powiem jeszcze jedno. Mówi się, że widzów tytułowego serialu dzieli się na tych, którzy „darzą większą sympatią” Mandyna Patinkina i na tych, którzy preferują styl Joea Mantegna. osobiście należę do tych drugich.

X.”The Walking Dead”

the-walking-dead-after

Chyba najświeższy z wymienionych dzisiaj seriali. Najświeższy pod względem mojego obcowania z obrazem. Ostatni sezon „Walking Dead” obejrzałem kilka garści dni temu. Nie muszę chyba mówić o tym, że produkcję uważam za wybitną i oryginalną. Mimo swojego początkowo niskiego budżetu produkcyjnego, serial swoją unikatowością zdobył nie tylko miliony dolarów zysków, ale również widzów. Akcja serialu skupia się na grupie ludzi, którzy starają się przeżyć w postapokaliptycznym świecie, opanowanym przez zombie. Większość akcji filmu rozgrywa się w obszarze metropolitarnym oraz w okolicy Atlanty w Stanach Zjednoczonych. Głównym celem bohaterów serialu jest szukanie schronienia i ucieczka z dala od hord zombie (w polskim tłumaczeniu: szwendaczy (ang. walkers)), które atakują każdą żywą istotę, i których samo ugryzienie z czasem staje się śmiertelne i powoduje przemianę w zombie. Fabuła koncentruje się głównie na problemach grupy, których podstawowym celem jest utrzymanie własnego życia oraz stawianie czoła trudnym sytuacjom w kontaktach z innymi ludźmi, którzy przetrwali po katastrofie, czy w przypadkach śmierci członka grupy. „Walking Dead” to nie tylko zabijanie rozpadających się trupiaków. To zajebista przygoda z moralnymi dylematami i filozoficznymi rozważaniami. Na serio, serial otworzył mnie na kilka spraw. Mimo jego oczywistej fikcji. Oczywistej? Hm, zapraszam do poczytania więcej na temat zombie w artykule „ZOMBIE – fakty, mity i prawdopodobieństwo apokalipsy”.

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

5 thoughts on “10 „znanych” zagranicznych seriali, które zdarzyło mi się przytulić oczami.

  1. Maciejjjj pisze:

    hahaha rzeczywiście masz uśmiech tonego soprano! 🙂

    Polubienie

  2. rad pisze:

    GoT wymiata najbardziej

    Polubienie

  3. Nice pisze:

    Fajny artykul

    Polubienie

  4. Kacper Polod pisze:

    Breaking Bad najlepszy i jedyny! :):):)

    Polubienie

  5. Kobylek pisze:

    fajny wpis 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: