„Klik: I robisz, co chcesz” – czyli nie najgorszy pomysł na „tanią” komedię.

kr

Ja chcę taki pilot!… 

Zdecydowanie czas na trochę komedii, nawet tej taniej i płytkiej. Zwiastun tytułowego filmu widziałem już kilka lat temu. Pamiętam, że trailer bardzo zaintrygował nie tylko mnie, ale i mojego ojca. Planowaliśmy nawet chyba wybrać się na polską premierę owego filmu. Jednak coś chyba nam nie wyszło. W tym miesiącu, wieczory postanowiłem poświęcić na nadrabianie kinematograficznych zaległości. Nie miałem jednak tym razem ochoty na wyszukane kino. Postanowiłem więc dotknąć produkcji „Klik: I robisz, co chcesz” Franka Coraciego, reżysera znanego w Stanach głównie z kina kiczu. Niemniej jednak tytułowy obraz umilił mi wieczór przede wszystkim swoim pomysłem na historię, może z pozoru nieco banalną. Jednak warto czasami pofantazjować. Pofantazjować? Tak. Co do fabuły… cyt. „Michael Newman ma piękną żonę i dwójkę wspaniałych dzieci. Niestety nie widuje ich często, gdyż do późna pracuje w firmie architektonicznej. Bardzo się stara, mając nadzieję, że szef doceni jego wysiłki i zaproponuje mu, aby został jego partnerem w spółce. A wtedy Michael będzie mógł wreszcie poświęcić więcej uwagi żonie i dzieciakom. Po kolejnym wieczorze spędzonym w pracy wraca do domu zmęczony i zdenerwowany.

Chcąc obejrzeć wiadomości, myli piloty i zamiast włączyć telewizor uruchamia zabawkę dzieci. Jeszcze bardziej zdenerwowany stwierdza, że jedynym rozwiązaniem tego problemu będzie zakup nowego pilota. Udaje się więc na zakupy w poszukiwaniu pilota uniwersalnego. W sklepie ze sprzętem domowym sprzedawca proponuje mu nabycie eksperymentalnego pilota, który z pewnością odmieni jego życie. I – jak się okazuje – nie był to tylko chwyt marketingowy. Z nabytku Michael jest bardzo zadowolony, bo teraz może uruchomić każde urządzenie domowe jednym przyciskiem. Jednak pilot ma też inne, bardziej zadziwiające funkcje. Może np. stłumić szczekanie psa, przewinąć do przodu kłótnię Michaela z żoną i w ten sposób zmienić jej wynik, a nawet funkcję pozwalającą na podróże w czasie. Michael szybko uzależnia się od nowego gadżetu, który powoli sam zaczyna programować jego życie…”.

Przyznam szczerze, że już po pierwszych kilkunastu minutach filmu wiedziałem, że jego scenariusz został oparty na zasadzie „dwóch światów”. Zasada mówi o czterostopniowej konstrukcji historii.

  1.  Na początku przedstawiana jest rzeczywistość w jakiej egzystuje główny bohater.
  2.  Główny bohater uderza się głowę/ zasypia / ma napad schizofrenii.
  3.  Przedstawiana jest fikcyjna historia, będąca jego snem lub iluzją choroby.
  4.  Bohater wybudza się, na przykład ze śpiączki i wraca do rzeczywistości, wyciągając wnioski ze swoich snów i wizji.

Naturalnie tak też było w omawianej produkcji. Szczerze mówiąc, nie oczekiwałem od niej niczego niezwykłego. Dużym plusem filmu są zabawne gagi (ściśle związane z pomysłem magicznego pilota), merytoryczne – momentami bardzo banalne, ale ciekawe – rozważania życiowe i nogi Kate Beckinsale.

Jeśli zahaczamy już o obsadę warto wspomnieć, że oprócz typowych dla takich filmów aktorów komicznych, takich jak Adam Sandler, w filmie spotkamy między innymi Christophera Walkena i Davida Hasselhoffa. Ten ostatni chyba miał okres abstynencji podczas kręcenia produkcji, bo prezentuje się w niej wyjątkowo trzeźwo 😉

Nie będę się dzisiaj wiele rozpisywał na temat omawianej produkcji, ponieważ ona „po prostu jest”. Nie ma w sobie fanfar kina wysokiego gatunku. Piszę o niej tylko dlatego, ponieważ autentycznie poprawiła mi wczoraj momentami humor i bardzo lubi ją mój tata:)

Może jeszcze wspomnę o błędach w filmie. Jest tego trochę…

O’Doyle podczas retrospekcji w rok 1976 mówi o oglądaniu serialu „Three’s Company” (1977). Jednak pierwszy odcinek tego serialu został wyemitowany w marcu 1977.

Kiedy Michael zatrzymuje swój dokument, twarz Donny pokazywana jest pod różnymi kątami.

W pierwszej scenie, kiedy dzieci budzą Michaela, na wprost jego głowy leży pudełko Twinkies. W następnym ujęciu – znika.

Kiedy Morty sięga po pilota, zerka znad krawędzi półki, ale kiedy już go bierze, widać go wyraźnie w środku półki, a nie na krawędzi.

Kiedy Donna krzyczy do Michaela „I hate you” zostaje spauzowana na „I” , jej usta są szeroko otwarte. Kiedy Michael naciska ponownie guzik, jej buzia zamyka się, zanim kontynuuje „hate you”.

Na początku filmu, kiedy Michael śpi na kanapie, pies śpi u jego stóp. Kiedy dzieci schodzą na dół, a kamera obraca się do ich perspektywy, psa nie ma.

Podczas sceny, gdzie Michael wychodzi ze szpitala po ataku serca na ślubie Bena, możemy zauważyć okrągłe wzory na drodze w miejscu, gdzie była używana maszyna do robienia deszczu.

W scenie, kiedy Michael bawi się zabawką, chwilę zanim podnosi pilota od helikoptera, kamerzysta jest widoczny w odbiciu okna za nim, poniżej odbicia żółtej kaczki i za odbiciem krzesła.

Powiedziałem, co chciałem. Resztę zostawiam wam 😉 Pozycję uważam za dobre narzędzie do „wieczornego odmóżdżenia” 😉

Reklamy
Otagowane , , , , , ,

5 thoughts on “„Klik: I robisz, co chcesz” – czyli nie najgorszy pomysł na „tanią” komedię.

  1. MICHALINAs pisze:

    fajny

    Lubię to

  2. A.frek pisze:

    lubie tego aktora

    Lubię to

  3. Gogor pisze:

    zjebsty film

    Lubię to

  4. klar pisze:

    ta zona sie w ogole w filmie nie stazeje ;/

    Lubię to

  5. Ogonek pisze:

    dobre 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: