„Symetria”– czyli nie wstydźmy się polskiego kina.

yyyyyyy

Grypsujesz?

To był szary deszczowy wieczór. Przez Poznań tego dnia przeszła letnia nawałnica. Wróciłem do domu z pracy, zmęczony i przemoczony. Modliłem się, aby paczka papierosów, którą miałem w kieszeni była choć w połowie sucha. Niestety. Wśród nasyconych wodą nikotynowych przyjaciół znalazłem na szczęście jednego suchego rozbitka. Zdjąłem mokre rzeczy i z żarzącym się robinsonem w ustach, usiadłem do komputera. Miałem ochotę na dobre kino. Kto wie, może nawet polskie? Ale czy ryzykować? – myślałem głośno. Zgasiłem papierosa i poszedłem wziąć prysznic. Podczas kąpieli przewracałem w mojej głowie stronice wypełnione tytułami filmów, które zawsze chciałem obejrzeć, lecz nigdy nie starczyło mi na to czasu. O tytułowej produkcji słyszałem wiele dobrego. Licząc się z faktem, że dotknę ciężkiego kina, które wprawi mnie w jeszcze większą dekadencję włączyłem komputer… „Symetria” (2003 rok) to dzieło Konrada Niewolskiego – reżysera i autora scenariusza – autora, do którego zraziłem się przez spotkanie z filmem „Job, czyli ostatnia szara komórka”. Moje szepty na temat wspomnianej produkcji znajdziecie tutaj.

Mimo falstartu, tytułowy obraz bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Konrad Niewolski w swoim dziele opowiada nam historię zwykłego, szarego mężczyzny Łukasza Machnackiego – w jego rolę wcielił się Arkadiusz Detmer – który zostaje niesłusznie skazany za rzekomą napaść na staruszkę. Bohater trafia do więzienia i  stara się dołączyć do „grupy grypsujących”.  Może wytłumaczę teraz, co znaczy grypsować. Nie ma jednoznacznej i jedynej prawidłowej definicji zjawiska, jakim jest grypsowanie. Ludzie często definiują grypsowanie jako swoistą subkulturę więzienną. Sprawa wygląda jednak trochę inaczej. Jak pewnie dobrze wiecie, w poprzednim ustroju polskie wiezienia przepełnione były więźniami politycznymi. Więźniowie, aby porozumiewać się ze sobą w taki sposób, aby nikt z administracji więzień nie mógł ich zrozumieć, stworzyli swój język slangowy, tworząc przy tym setki – a może nawet tysiące – nieistniejących w języku polskim słow. Oprócz własnego metajęzyka, więźniowie w tamtych czasach wyznaczali sobie własne wewnętrzne kodeksy moralne. Główną zasadą ich było całkowite ograniczenie przepływów informacji w trakcie przesłuchań, zlikwidowanie „donosicielstwa”. Ustrój w państwie się zmienił, a grypserka została. Dziś wiezienia przepełnione są więźniami skazanymi za przestępstwa kryminalne. Mimo to, środowisko skazańców nadal ma swój metajęzyk i swoiste zasady.

Wróćmy jednak to filmu. Obraz Niewolskiego, jak już wcześniej powiedziałem, zrobił na mnie duże wrażenie. Prawdą jest, że realia pokazane w filmie, znacznie różnią się od polskiej rzeczywistości. Jak niektórzy z was wiedzą jestem wolontariuszem w wielkopolskich więzieniach i mam stały kontakt z osobami osadzonymi. Znam i widzę „co poniedziałek” realia polskiego więziennictwa. Z resztą tego czego nie widzę, dowiaduję się bezpośrednio od osadzonych, z którymi rozmawiam. Mimo wątpliwych realiów przedstawionych w produkcji, film zachęca nas do siebie smakowitą obsadą. Wspomniany Arkadiusz Detmer, charyzmatyczny  Andrzej Chyra, świętej pamięci Janusz Bukowski, niedoceniany często Mariusz Jakus, „charakterystyczny” Marcin Jędrzejewski i nie lubiany przeze mnie Borys Szyc. Naturalnie to tylko garstka nazwisk, jakie zobaczymy w napisach końcowych filmu.

Na szczególne uznanie zasługuje ścieżka muzyczna w produkcji, której autorem jest – niezatapialny – Michał Lorenc. Pierwszy raz z jego twórczością spotkałem się chyba podczas kinematograficznej przygody z klasykiem gatunku pt. „Psy”. Michał Lorenc jest już trzykrotnym laureatem Złotych Lwów. Całą jego twórczość znajdziecie tutaj.

W filmie naturalnie można znaleźć kilka błędów i niedopatrzeń. Na przykład, w momencie, gdy Łukasza na spacerniaku dopada dwóch łysych więźniów, każąc mu załatwić wagon papierosów, ich usta nie poruszają się przy żadnej z wypowiadanych kwestii. Nie będę się skupiać na filmowych błędach, ponieważ jakie one by nie były, są jedynie małymi rysami na zjawiskowej tapicerce tytułowej produkcji.

Film naturalnie jest dostępny na YouTube, link do niego znajdziecie poniżej. Naprawdę, jeśli wydaje się wam, że polskie kino zostało pożarte przez tanie komedie i filmy historyczne, powinniście dotknąć produkcji Pana Niewolskiego. Polecam.

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

2 thoughts on “„Symetria”– czyli nie wstydźmy się polskiego kina.

  1. sasss pisze:

    zajebisty film!

    Polubienie

  2. MICHALINAs pisze:

    ten film to DNO

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: