Wojciech Waglewski – Wybitny, Wspaniały.

wag

Sztuka przez duże W…

Wojciech Waglewski – facet bez głosu, z niesamowitym talentem muzycznym. Tak, często mówi się, że tytułowy bohater dostał od Pana Boga wszystko, prócz głosu. Mimo to uważam, że W.W. ma w swoim głosie to coś, unikalną barwę idealnie pasującą do jego twórczości. Z Panem Waglewskim miałem przyjemność obcować wielokrotnie. Słuchając radia przed zaśnięciem, odtwarzając jego płyty w samochodzie lub umilając sobie wieczory podczas Waglewskich koncertów… Nie ukrywam, że W.W. odegrał olbrzymią rolę w moim młodym życiu. Nie tylko jego muzyka, ale równie on, jako człowiek. Bez wątpienia Wojciech Waglewski należy do tych polskich ikon muzycznych, obok których trudno przejść obojętnie. Pamiętam dobrze moment, w którym po raz pierwszy zwróciłem na niego uwagę. Nie oczarował mnie wtedy swoją twórczością, a postawą wobec życia. Przeglądając materiały na YouTube napotkałem na wywiad z owym muzykiem. Wywiad, do którego redaktorka była kompletnie nieprzygotowana. Wojciech Waglewski z pełną klasą i świadomością swojej – nie przerysowanej – wartości zakończył rozmowę w dobitny sposób.
Zaciekawiony osobą, postanowiłem poszperać w Internecie na jego temat. No i się zaczęło…

Na początek kilka faktów o Wojciechu Waglewskim. Studiował socjologię. Początkowo grał w warszawskim klubie studenckim Alfa, skąd między innymi za namową Zbigniewa Hołdysa, trafił do klubu Medyk. Na początku lat 70. Waglewski przez krótki okres współpracował z Michałem Urbaniakiem, współtworzył również zespoły Zen i Nirwana. Po okresie grania w klubach studenckich, Waglewski z grupą muzyków o płynnym składzie, eksperymentował z własnymi pomysłami kompozytorskimi, w klimacie zbliżonymi do twórczości Mahavishnu Orchestra. Jednocześnie jako muzyk sesyjny brał udział w nagraniu wielu płyt. Muzyczną karierę przerwało wcielenie Waglewskiego w 1978 roku do wojska. W latach 1982-1983, zachęcony przez Zbigniewa Hołdysa, wziął udział w sesji I Ching, w ramach której Waglewski udzielał się nie tylko jako gitarzysta, ale również jako kompozytor (Milo), a nawet wokalista (Ja płonę z albumu I Ching, Czerwony deszcz z albumu Świnie).Współpraca Waglewski-Hołdys przebiegała na tyle harmonijnie, że po rozmowach w czasie wspólnie spędzonych wakacji, muzycy postanowili powołać do życia nowy zespół. W ten sposób z sesji I Ching wyłoniła się w roku 1984 grupa Morawski Waglewski Nowicki Hołdys. W roku 1985 w radio pojawiły się nagrania zapowiadane jako „Morawski Waglewski Nowicki Hołdys bez Hołdysa”, które następnie zaczęto sygnować inicjałami lidera, Wojtka Waglewskiego. W ten sposób w mediach rozpoczął funkcjonowanie zespół Voo Voo, z którym Wojciech Waglewski złączył nierozerwalnie następne lata swojej działalności, będąc nie tylko jego założycielem, ale i liderem. Niezależnie od głównego nurtu swojej działalności z zespołem Voo Voo Waglewski kontynuował działalność solową. Poza dedykowaną żonie Grażynie osobistą płytą Gra-Żonie komponował muzykę teatralną i filmową, z czego część ukazała się na płytach (np. Jasne błękitne okna).

No, ale dosyć Wikipedii i suchych faktów. Wojciech Waglewski to przede wszystkim niesamowicie ciepły człowiek, znający swoją wartość, ale nie dążący do pierwszych rzędów na czerwonych dywanach. Bardzo ładnie obrazuje to jego współpraca z Maciejem Maleńczukiem (artykuł na jego temat znajdziecie tutaj). W owym duecie narcyzm i celebryckie podejście do życia Pana Macieja nie przyćmiły oryginalnych szeptów Pana Wojciecha. Na wspólnych teledyskach zawsze biło od niego naturalne ciepło, tolerancja i samoakceptacja. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie również współpraca tytułowego artysty ze swoim synem. Piosenka „Dziób pingwina” była jedną z pierwszych, które usłyszałem, szperając wspomnianego wcześniej wieczoru w Internecie.

Co ciekawe, Wojciech Waglewski napisał ścieżki muzyczne do wielu polskich filmów! Szczerze mówiąc, momentami Pan Wojciech przypomina mi trochę swoim sposobem bycia Jeremiego Nohavicę (artykuł o J.N. znajdziecie tutaj). Artysta swoją muzyczną twórczością zasłynął między innymi w „Kronikach domowych” (1997 rok), „Strefa ciszy” (2000 rok), „Jasnych błękitnych oknach” (2006 rok), czy „Był sobie dzieciak” (2013 rok).

Zdecydowanie Pan Wojciech Waglewski to jeden z moich muzycznych autorytetów. Pamiętam, że tworząc swój pierwszy recital pt. „Kobiety trzeba trzymać krotko„, śpiewałem piosenkę tytułowego twórcy pt. „Bo Bóg dokopie” – wiem, że w rezultacie nie znalazła się ona w repertuarze recitalu. Jednak gdzieś tam chodzi mi cały czas po głowie i może kiedyś przyjdzie mi ją zaśpiewać …

Reklamy
Otagowane , ,

2 thoughts on “Wojciech Waglewski – Wybitny, Wspaniały.

  1. Konrad. pisze:

    WOJCIECH WAGLEWSKI – UWIELBIAM

    Polubienie

  2. Maria2323 pisze:

    osobicie nie za bardzo za nim przepadam, taki wieczny smutas pokrzywdzony

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: