„Osiem milimetrów”, czyli świat porno w klimacie dreszczowca!

kr

Porno nie będzie już nigdy takie samo…

Oglądając produkcję „Osiem milimetrów” nie mogłem uwierzyć, że tytułowy obraz nakręcono w 1999 roku! Praktycznie jedynym argumentem przemawiającym za owym faktem, były napisy końcowe i młodziutka twarz Nicolasa Cagea. Dziś poszepczemy o owej produkcji z dwóch powodów. Pierwszym jest możliwość porównania dwóch filmów nakręconych  w tym samym czasie, o podobnych  możliwościach realizatorskich. W moim ostatnim wpisie wyśmiałem film „Spiders”, nakręcony w roku 2000.  Drugim jest rocznica śmierci Jamesa Gandolfiniego, która miała miejsce niespełna miesiąc temu. Aktora, który niewątpliwie znajduje się w pierwszej dziesiątce moich kinematograficznych faworytów. Tytułowa produkcja autorstwa Joela Schumachera (reżyser) i Adrewa Kevina Walkera (autor scenariusza) to niewątpliwie perełka amerykańskiego kina schyłku lat dziewięćdziesiątych… „Osiem milimetrów” to historia prywatnego detektywa Toma Wellesa (Nicolas Cage), spokojnego męża i ojca małej dziewczynki. Jego życie przesiąknięte jest rutyną. Pewnego dnia przyjmuje zlecenie, które obraca jego dotychczasowe ciche życie o 180 stopni.

Nijaka pani Christian (Myra Carter), wdowa po wpływowym milionerze składa w ręce poczciwego detektywa niezwykle zlecenie. Kobieta znajduje w sejfie zmarłego męża film zarejestrowany na 8 mm taśmie, na której nagrano brutalne morderstwo młodej dziewczyny. Klientka chce, aby Tom rozwiązał sprawę owego morderstwa, ponieważ jest przekonana, że zarejestrowane zdarzenie to filmowa fikcja, a dziewczyna z pewnością żyje. W celu znalezienia dziewczyny z filmu, główny bohater zmuszony jest dotknąć świata nielegalnej pornografii. Szybko okazuje się, że rzeczywistość w jaką wchodzi przesiąknięta jest nie tylko filmami zahaczającymi o pedofilię, czy zoofilię…

„Osiem milimetrów” to pasmo superlatywów, którymi można określić tylko dobre filmy. Bardzo dobre. Mam jednak świadomość, że nie jest to produkcja dla każdego. Nie mam w tym momencie na myśli oceny produkcji. Chodzi mi raczej o to, że tytułowy obraz nie jest przeznaczony dla osób wrażliwych i nie lubujących się w „brudzeniu sobie oczu” brutalnością, ostrym seksem i niewątpliwą ostrością języka. W całej mrocznej, pełnej przemocy historii towarzyszy podwójne dno. Element, o którym twórcy bardzo często zapominają – lub nie potrafią go przedstawić- w tego typu produkcjach. Jeśli mówimy już o brutalności tytułowej produkcji, to warto wspomnieć, że aby uzyskać w USA łagodniejszą kategorię wiekową „R”,  Joel Schumacher zdecydował się na usunięcie kilku scen, m.in. z używaniem lewatywy w klubie gejowskim. Skrócono również scenę, w której Max i Tom Welles rozmawiają, a w tle leci film pornograficzny. Ponadto zmieniono ujęcia, w których Maszyna podcina Maxowi gardło.

Niezaprzeczalnym atutem filmu jest  jego bogata sceneria.  Film nakręcono w Miami, Miami Beach (Floryda, USA), Culver City, Long Beach, Los Angeles (Kalifornia, USA), Nowym Jorku, Yonkers, Elmsford, Hastings-on-Hudson (Nowy Jork, USA), Harrisburg i w Wormleysburg (Pensylwania, USA).

Co ciekawe, pomimo oczywistego talentu odtwórcy głównej roli (Nicolas Cage), to role drugoplanowe wydrapały najgłębsze ślady w mojej kinematograficznej korze mózgowej. Kreacja wspomnianego już dzisiaj Jamesa Gandolfiniego, czy Joaquina Phoenixa stały się miodem dla moich oczu.

Film naturalnie nie jest pozbawiony licznych błędów, a jego „nie kończenie” – którego oczywiście teraz nie zdradzę – zaskoczyło mnie negatywnie. Spodziewałem się solidniejszej kropki nad „i”. O to kilka ciekawych momentów, które wzbudziły wątpliwości widzów „Ośmiu milimetrów”…

  • Po pierwsze Eddie strzela 17 razy z pistoletu, lecz jest to niemożliwe bez przeładowania broni, ponieważ pozwala ona na wystrzelenie tylko dziesięciu pocisków.
  • Po drugie Tom Welles zaczyna testować 8-milimetrowy film na komputerze z Windowsem, lecz później zmienia się na Maca.
  • Po trzecie, kiedy Dino po raz pierwszy spotyka się Wellesem, długość zarostu na jego policzkach zmienia się w zależności od ujęcia.
  • Po czwarte auto Toma w jednych ujęciach ma tablice rejestracyjne, a w innych nie.

Mimo kilku nieporozumień – nie znam tak naprawdę osobiście filmu, który nie posiadałby choćby jednego błędu – tytułowa produkcja jest mistrzowskim obrazem brutalności, przedstawionej z smakiem i ciekawą historią. Dawno nie widziałem filmu, który wbiłby mnie tak głęboko w ramiona fotelu i nie pozwolił na zrobienie sobie jakiekolwiek przerwy, nawet na poprawienie okularów. Z ręką na sercu polecam i zapraszam do dzielenia się w komentarzach swoimi odczuciami po dotknięciu niekrótkiej historii „Ośmiu milimetrów”.

Advertisements
Otagowane , , , ,

3 thoughts on “„Osiem milimetrów”, czyli świat porno w klimacie dreszczowca!

  1. Koss243423 pisze:

    film nie jest zly, ale zakonczenie troche rozczarowujace

    Lubię to

  2. Ygor pisze:

    klasyk

    Lubię to

  3. Hugus56 pisze:

    widzialem, wymiata!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: