„Polska mnie bije!” – czyli o realiach P/polskiej P/polityki.

kr

Prawicą i lewicą go!

Na początek przyjrzyjmy się genezie aktualnego półświatka polskiej polityki. Niewątpliwie odpowiedzialnymi za ten cały polityczny syf są Polacy, którzy nie potrafią wyciągać własnych interpretacji z otaczającej nas biało-czerwonej rzeczywistości. Patrząc z perspektywy osoby występującej na scenie z przykrością muszę stwierdzić, że z każdym kolejnym recitalem, wernisażem czy spektaklem teatralnym mam o polskiej publiczności coraz gorsze zdanie. Ona po prostu głupieje i winne są temu media. Po prostu ludzie przestają myśleć, bo tak jest wygodniej, co według mnie znaczy „głupiej”. Sam zresztą łapię się na tym, że wszystko mam podane na tacy i nie muszę samodzielnie wyciągać wniosków. Widzę również, co się dzieje podczas moich recitali lub sztuk teatralnych, w których występuję. Publiczność nie chce już szukać tego, co gramy między słowami, tylko czeka na śmiesznostki i to podane wprost. Moje powyższe obserwacje potwierdza miedzy innymi sukces i mnogość polskich kabaretów, które po prostu zalewają ekrany i sceny polskich realiów kultury. Ludzie śmieją się głównie z tanich, prostych przekazów ubarwionych wulgaryzmami i sztucznymi perukami.

Zjawisko podwójnego dna w kabarecie powoli odchodzi w niepamięć. Ubolewam nad myślą, że owe narzędzie niedługo będzie postrzegane jako archaiczne, nikomu niepotrzebne.

Czy podoba mi się aktualna P/polska? Tak. Widzę, co osiągnęliśmy przez ostatnie lata i staram się dostrzegać w swoim biało-czerwonym życiu pozytywy. Nawet, jeśli czasami trudno jest je znaleźć. Nie potrafię jednoznacznie ocenić, czy mogło by być lepiej. Mam świadomość, że nie jestem ani politologiem ani ekonomistą. Nie znam wszystkich mechanizmów i biorę poprawkę na swoje kontrowersyjne czasem poglądy. Nie zmienia to jednak faktu, że czuję się Polakiem i widzę realia rzeczywistości za każdym razem, gdy włączam wiadomości, wychodzę z psem na spacer, czy idę na uczelnię…

Nie chcę być hipokrytą. Wiele razy głośno na scenie, w wywiadach lub artykułach na moim blogu mówiłem, że nie uważam się za patriotę. Nadal tak twierdzę. Może dlatego, że nie przemawia do mnie szeroko pojęty polski patriotyzm. Nie rozumiem go. Dla mnie bycie patriotą to nie przeklinanie przy dziecku, sprzątanie po swoim psie i odbijanie biletów w telekomunikacji miejskiej. Jeśli patriotyzm ma być w dzisiejszych czasach postrzegany właśnie w taki sposób, to możliwe, że zmienię zdanie. W dzisiejszej P/polsce patriotyzm jest jednak kojarzony głównie z obywatelskim obowiązkiem głosowania w wyborach. Nie zgodzę się z tym. Udział w głosowaniu jest jedynie jednym z przywilejów, jakie zapewnia nam Konstytucja, nie obowiązkiem. Jak w takim razie nie być hipokrytą? Nie oceniać innych, kiedy samemu siedzi się w domu i narzeka na wybory pozostałych?

Przez długi okres czasu, nie brałem udziału w żadnych wyborach, ponieważ uważałem, że nikt mnie nie zmusi do wybierania „mniejszego zła”. Z biegiem czasu zrozumiałem jednak, że nie powinienem krytykować czegoś w towarzystwie „focha” na wszystko i wszystkich. Mimo bardzo gorzkiej prawdy, związanej ze wspomnianym wyborem „mniejszego zła” uczestniczę obecnie we wszystkich możliwych wyborach. Wytłumaczyłem sobie, że wybierając partię lub kandydata na jakiekolwiek stanowisko, nie muszę kierować się jego wszystkimi poglądami. Rozumiem, że mój czynny udział w wyborach nie robi ze mnie patrioty, bo takowego mogę zrobić z siebie tylko wtedy, gdy rzeczywiście się nim poczuję.

Nie chcę siać jakiejkolwiek kampanii politycznej, ponieważ w głębi serca czuję fałsz i obłudę od każdego z rządzących aktualnie ugrupowań. Nie mniej jednak przy ostatnich wyborach prezydenckich kierowałem się jedynie kwestią in vitro. Oddając głos na Pana Komorowskiego nie głosowałem na Pana z wąsem, a na „tak” dla rodzin nie mogących mieć z jakichkolwiek przyczyn dzieci.

Mimo całego politycznego syfu, jaki mnie otacza – gdy sięgam po jakąkolwiek gazetę, wchodzę na portal informacyjny, czy podsłuchuję rozmowy w autobusie –  ciągle trzymam kciuki, żeby się P/polsce udało. Po cichu zastanawiam się, co będzie z nami po 2020 r., gdy skończą się dotacje Unii Europejskiej i staniemy  na własnych nogach. Nie umiem tego przewidzieć. Nie mam na to często nawet czasu. Jedno natomiast wiem na pewno. Nawet nie uważając się za patriotę, warto skorzystać z przywileju jakim jest prawo do glosowania i uruchomić przy tym własne, samodzielne wyciąganie wniosków z przeszłości.

Reklamy
Otagowane , , , ,

5 thoughts on “„Polska mnie bije!” – czyli o realiach P/polskiej P/polityki.

  1. Koss243423 pisze:

    tez nie uwazam sie za patriote a chodze na wybor

    Polubienie

  2. K.Tobek pisze:

    fajne foto

    Polubienie

  3. Ygor pisze:

    Swietnie piszesz, fajno sie ciebie czyta

    Polubienie

  4. ania pisze:

    popieram

    Polubienie

  5. POLO24 pisze:

    Cos w tym jest, po 2020 Polska sie mocno zdziwi

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: