„Łowcy Głów” – czyli zajebisty klimat Pana Jo Nesbo.

kr 

Zapachy z Oslo…

„Pode mną, na podsufitce z wzorem szachownicy, leżą nożyczki do paznokci, urwana ręka, dwaj martwi ludzie i otwarta beauty bag…” – zwiedzając ostatnimi czasy Polskę postanowiłem przytulić w gorących przedziałach kolejowych pozycję „Łowcy Głów”, sprawdzonego już przeze mnie – niejednokrotnie – autora, jakim jest Jo Nesbo. Czy i tym razem się nie zawiodłem na talencie wspomnianego pisarza? Hm… Tytułowy kryminał to skomplikowana opowieść o Rogerze Brownie, najlepszym łowcy głów Norwegii. Jego życie prywatne nakłada na niego coraz większe wymagania. Piękna żona, za droga posesja i wystawne życie, wystawiają mu na co dzień rachunki, których nie może pokryć za pomocą dochodów z legalnej pracy. Z tego tytułu „po pracy” zamienia swój garnitur na mało wygodny kombinezon i kradnie dzieła sztuki. Kiedy poznaje Clasa Greve, posiadacza bezcennego obrazu Rubensa, postanawia wykorzystać szansę i dokonać ostatniej w życiu kradzieży. Kradzieży, która zapewni mu „komfort wystawnego życia” do końca swoich dni. Wszystko zmienia się jednak, w momencie gdy główny bohater napotyka się w swoim garażu na martwe ciało wspólnika…

Czytając poprzednie pozycje Jo Nesbo miałem wrażenie, że kąpie się w kwintesencji dobrej literatury zabarwionej krwią, tajemnicą i inteligentnym poczuciem humoru. Absolutnie nie mogę powiedzieć, że pozycja  „Łowcy Głów” mnie zawiodła. Autor w doskonały i smaczny sposób prowadzi nas przez mroczną historię i nie pozwala nam na „przerwę na kawę”. Z wielkim zaciekawieniem i podwyższonym ciśnieniem – bez użycia kawy – przyglądałem się historii Rogera Browna. O ironio, główny bohater kryminału, nad którym pracuję również nazywa się Brown. Cieszę się, że przeczytałem tytułową pozycję już po napisaniu własnej książki. W innym wypadku miałbym wątpliwości, co do mojej kreatywności w tworzeniu postaci. Niemniej  jednak główny bohater książki Jo Nesbo w niczym nie przypomina stworzonego przeze mnie komisarza Jamesa Browna. Łączy ich może jedynie wysoki stopień inteligencji i skłonności do używek. Główny bohater „Łowców Głów” miał za zadanie zaciekawić i zaintrygować potencjalnych odbiorców. Przyznam szczerze, że zamiast ciekawości budził we mnie permanentne obrzydzenie i niezrozumienie. Jo Nesbo usilnie próbował przestawić złodzieja sztuki, niewiernego męża, mordercę jako kogoś akceptowanego przez społeczeństwo. Mnie jednak jego ciągłe wybielanie i tłumaczenie, w pewnym momencie zaczęło najnormalniej w świecie męczyć.

Książka doczekała się również swojej ekranizacji. Nie miałem jeszcze przyjemności dotknięcia kinowej wersji „Łowców Głów”. Dla zainteresowanych umieszczam zapowiedź obrazu pod wpisem 😉

Mimo to historia Jo Nesbo jest – jak już wcześniej wspomniałem – bardzo intrygująca i trudno się od niej oderwać. Morderstwa, spektakularne pościgi, zadziwiające tępo zdarzeń, ciekawe kreacje postaci, zabawne metafory, refleksje autora i przede wszystkim wybitny kunszt języka, w którym Jo Nesbo przestawia nam historie. Czytając już pierwsze strony jakiejkolwiek powieści autora czujemy „lata pracy piórem” pisarza. Naprawdę bardzo gorąco polecam.

W ramach „dodatku specjalnego” wspomnę o kilku elementach, których nie radzę czytać osobom, które jeszcze nie zaprzyjaźniły się z tytułową pozycją. Mogą one mieć charakter spoilerów!

„Łowcy Głów” to mimo wszystko bardzo – ale to bardzo – skomplikowana historia. Przyznam szczerze, w pewnym momencie miałem odczucie, że autor trochę przeholował z niektórymi „udziwnieniami historii”.  Przesadzona wielowątkowość – charakterystyczna dla niektórych kryminałów – z każdą kolejną stroną książki stawała się dla mnie coraz bardziej męcząca. Istnieje wiele wątków, których do dzisiaj po prostu nie rozumiem. A przynajmniej wprawiają mnie w irytację i bezowocną chęć poszukiwań odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Wymienię teraz kilka elementów historii, które w moich oczach są niespójne lub mocno naciągnięte.

Dlaczego nikt z personelu szpitala – obecnego w czasie pobytu głównego bohatera w szpitalu, zaraz po pogryzieniu –  nie uczestniczył w śledztwie poprzez rozpoznanie zwłok prawdziwego Kijikeruda?

Dlaczego nikt z kostnicy nie poinformował rodziny bliźniaków o tym, że ich poświadczenia tożsamości dokonał główny bohater? Dlaczego przy dzisiejszej technice* nie znaleziono na miejscach zbrodni DNA głównego bohatera? Dlaczego kryminalistycy nie zorientowali się, że Kijikerud został zabity dobę wcześniej?** Dlaczego kule znalezione w „sowiej budce” nie zostały sprawdzone badaniami batalistycznymi, które jednoznacznie mogłyby stwierdzić, że kule przebiły drzewo znacznie wcześniej. Poza tym dziwne, że nikogo nie zastanowiły ślady pocisków z wcześniejszych strzałów, przecież Kijikerud strzelał do owej budki wielokrotnie w przeszłości. Dlaczego nie zorientowano się, że ślady ugryzienia na ciele zmarłego Kijikeruda zostały zadane pośmiertnie, pomijam już fakt, że szczęka ludzka różni się od psiej chociażby rozłożeniem uzębienia…

*autor mówi w narracji o serialach emitowanych w ostatnim dziesięcioleciu, co potwierdza tezę, że akcja toczy się w ostatnich latach.

**wytłumaczenie,  że był to chłodny dzień i dlatego temperatura ciała była niższa uważam za niedorzeczne. Zresztą, co z kwestią pośmiertnego stężenia krwi? Przy dzisiejszej technice możemy przecież określić czas zgonu bardzo dokładnie.

Reklamy
Otagowane ,

One thought on “„Łowcy Głów” – czyli zajebisty klimat Pana Jo Nesbo.

  1. Karol pisze:

    boska ksiazka

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: