Ray Charles – bezczelny mistrz wielobarwnego jazzu i szarego bluesa.

kr

„Baby, Let Me Hold Your Hand”

Dekadencki, deszczowy, letni wieczór  – idealna chwila, aby poszeptać o niewidomym mistrzu gatunku i królu własnego życia, Rayu Charlesie. Nie ukrywam, że ostatnie lata mojej działalności artystycznej pozwoliły mi zbliżyć się do tytułowego wirtuoza dosyć mocno. Tłumacząc utwory Raya Charlesa, doświadczyłem nie tylko kunsztu kompozytorskiego ciemnoskórego muzyka, ale również magii, treści, interpretacji i siły przekazu artysty. Wielką przyjemność sprawiło mi pisanie tekstu do (chyba najbardziej znanego utworu z repertuaru Raya) kompozycji „Hit the road  Jack”. Moje artystyczne rayowe wygibasy znajdziecie w moim zeszłorocznym recitalu „Halo Sinatra?”.. Na temat Raya miałem również przyjemność poszeptać jakiś czas temu podczas audycji dla radia Meteor, gdzie wraz z Szymonem Ratajczakiem tańczyliśmy radiowy jazz z Frankiem Sinatrą  (całość audycji znajdziecie tutaj). Dla osób nie mających jeszcze doświadczeń z dobrym jazzem, przypomnę kim był (a właściwie kim jest nadal) nasz tytułowy bohater. Zaczynamy! Czyli kilka faktów o Ray Charlesie…  Ray Charles Robinson urodził się 23 września 1930 roku w Ameryce.

 Wywodził się z ubogiej rodziny, można powiedzieć, że  jego dzieciństwo było jednym wielkim pasmem nieszczęść. W wieku pięciu lat Ray był świadkiem śmierci swojego młodszego brata Georga, który się utopił. W tym samym czasie muzyk zaczął tracić wzrok. Dwa lata później stał się całkiem ociemniałym. Przez następne lata Charles ukończył szkołę dla niewidomych na Florydzie, gdzie nauczył się nie tylko alfabetu braille’a, ale także komponowania muzyki i gry na różnych instrumentach. Jednym z pierwszych instrumentów, jakie poczuł w swoich dziecięcych rączkach był klarnet, a potem fortepian. W czasie nauki Charlesa w szkole, zmarli jego rodzice…

Mimo trudnej sytuacji życiowej, Ray Charles skończył szkołę i zaczął grać w wielu zespołach reprezentujących bardzo różnorodne gatunki muzyczne. W 1947 roku muzyk przeprowadził się do Seattle, gdzie zaczął nagrywać swoje pierwsze single. Nie trzeba było  długo czekać, aby w roku 1951 zaszumiał w głowie Amerykanów pierwszy „hit” artysty, „Baby, Let Me Hold Your Hand”.  Rok po sukcesie, Ray podpisał pierwszy muzyczny  kontrakt z wytwórnią Atlantic.  Drzwi amerykańskich kasyn i cenionych klubów muzycznych stanęły przed Rayem otworem…

Lata sześćdziesiąte to okres bogatych zbiorów artysty.  Ray Charles wypielęgnował w tym okresie takie kwiaty swojej twórczości, jak: „It Should Have Been Me”, „This Little Girl of Mine”, “Love Her So, Yes Indeed!”, czy wspomniany wcześniej już utwór „Hit the Road Jack”. W 1959 roku muzyk odszedł z wytwórni Atlatic do wytworni ABC Paramount Records…
Dobra passa nie trwała jednak długo. W 1965 roku artysta został aresztowany za posiadanie heroiny, od której uzależniony był przez niemal 20 lat. Mimo wielu trudności i kolejnych  synonimicznych zatrzymań Ray wyszedł z nałogu, poddając się terapii w specjalnej klinice w Los Angeles.

Kolejne lata to ponowne obrodzenie  artysty po „okresie zimy” w nowe utwory, które zawładnęły światowy rynek muzyczny.  Nie będę w tym momencie wymieniał wszystkich smaczków repertuaru muzyka.  Wspomnę jedynie o utworze „Georgia on My Mind”, wersja Ray Charlesa ( 1979 rok) została uznana za hymn stanu Georgia.
Schyłek lat osiemdziesiątych to okres życia artysty nieco na pokaz. Odnoszę permanentne wrażenie, że Rayowi Charlesowi w tym momencie odbiła trochę sodówka do głowy. Muzyk zaczął coraz częściej pokazywać się w programach telewizyjnych, serialach, reklamach, a  nawet filmach.  Artysta na tym jednak nie poprzestał. Coraz częściej można było zobaczyć Ray Charlesa w towarzystwie amerykańskich polityków.  Muzyk odważnie i niejednokrotnie kontrowersyjnie wypowiadał się na tematy polityczne. Ray był dobrym przyjacielem takich postaci, jak Ronald Regan lub Bill Clinton.

Celebryckie życie Raya odbiło się na jego sztuce. Ray Charles przestał tworzyć autorskie single i coraz częściej można było go usłyszeć gościnnie w albumach innych artystów (np. „I’ll Be Good To You” Quincyégo Jonesa).
Ostatnie lata twórczości artysty były już jedynie ciężkim oddechem przeszłości i próbą podsumowania swojej twórczości. Ray Charles pojawiał się już tylko gościnnie, podczas naprawdę ważnych widowisk (np. pokojowy koncert w Rzymie).  Ray doskonale wiedział, ile ma lat i na ile może sobie jeszcze pozwolić. Resztki zachowanej energii poświęcał  gościnnym występom w produkcjach seriali animowanych (np.  serial „Śladem Blue”). Ray Charles zmarł w czerwcu 2004 roku na raka wątrobowo-komórkowego. Ostatni album muzyka („Genius Loves Company”) został wydany dwa miesiące po jego śmierci.  W kolejnych latach wydano jeszcze dwa pośmiertne albumy tytułowego artysty („Genius & Frieds” i „Ray Sings, Basie Swings”). Osobiście uważam je jednak za maszynki do pieniędzy, zrobione pośmiertnie na osobie, o której przecież i tak nigdy się nie zapomni…
Co do życia prywatnego artysty… Ray Charles uważany był za bardzo kontrowersyjną postać artystycznego półświatka. „Zagorzały przeciwnik rasizmu, dwukrotnie żonaty, posiadający  dwanaścioro dzieci, zmagający się z uzależnieniem król własnego życia”. Cóż, opinie dotyczące postaci Raya Charlesa są bardzo podzielone. Sam uważam go za człowieka niezwykłego, potrafiącego „odbić się od dna” i widzącego wszystkie kolory,  mimo utraty wzroku.  Niezależnie od opinii odnoszącej się do sfery prywatnej Charlesa jedno jest pewne. Zdecydowana większość każdego z obozów poglądowych zgadza się z faktem, że Ray Chares był, jest i będzie ikoną amerykańskiego świata muzycznego oraz jednym z najwybitniejszych prekursorów wielobarwnego jazzu i dekadenckiego, szarego  bluesa.

Reklamy
Otagowane

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: