Pod Pretekstem – czyli jak nowy właściciel może spieprzyć piękne kiedyś miejsce…

kr

Zabawa w Magde G.

Restauracja „Pod Pretekstem” budziła kiedyś w moich oczach respekt i wrażenie wysokiego poziomu gastronomicznego i kulturalnego. Pamiętam za świetlistych czasów tego miejsca (gdy właścicielem był jeszcze Pan Jan Babczyszyn), jak pomagałem tam w organizacji koncertów takich osobistości, jak  Jeremi Nohavica lub Maciej Maleńczuk… Kiedyś „Pod Pretekstem” było dla mnie zacisznym kącikiem, przepełnionym artyzmem, gdzie zawsze mogłem spotkać dobrą kawę i spokój potrzebny do zabawy piórem. Jakiś czas temu udałem się do tytułowej restauracji po długim okresie mojej niebytności w owym miejscu. Co zastałem?  Zaraz po przekroczeniu progu, moje oczy przywitały się z w połowie wynajętą salą, wypełnioną gośćmi świętującymi pierwszą komunię… Nie przypominam sobie, aby wcześniej „Pod Pretekstem” dorabiało sobie do kieszeni, bawiąc się w przyjęcia okolicznościowe… Celem mojej wizyty nie była jednak kawa. Udałem się wtedy do restauracji, ponieważ szukałem odpowiedniego miejsca na wystawienie mojego recitalu. Pamiętałem z przeszłości, że „Pretekst” słynął kiedyś z otwartości na sztukę i miał w sobie ten charakterystyczny, magiczny urok…

 Kolejnym nokautem, jakiego doznałem owego dnia była kawa, która swoją konsystencją przypominała zbożówkę rodem z NFZ. Po pierwszych łykach dziwnej substancji wiedziałem, że coś jest w tym wszystkim nie tak… Nie musiało minąć dużo czasu, abym poprosił właściciela i dowiedział się tym samym, że nie będę rozmawiał ze starym, dobrym Panem Babczyszynem. Nowy właściciel, którego danych nie wypada mi zdradzać, zszokował mnie swoim materialnym  podejściem do rzeczywistości. Już na wstępie powiedział mi, jakie musiałbym ponieść koszty za wynajem lokalu na recital. Dla wszystkich nie siedzących w branży podpowiem, że normą jest odwrotna sytuacja (to lokale płacą za możliwość występu). Dla porównania, sąsiadujący z tytułową restauracją Klub Jazzowy Blue Note, w czasie organizacji moich recitali opłacał mi w ciemno marketing, druk plakatów i biletów, na zaliczce kończąc.  Uznałem, że młody właściciel być może nie zna się jeszcze dobrze na prowadzeniu tego typu miejsc i zakończyłem  bezsensowną rozmowę. Moje odczucie przypieczętowała jednak dopiero sytuacja, która miała miejsce, gdy skończyłem wodnistą kawę.  Wspomniany właściciel poprosił mnie o pomoc w wypełnieniu „spisu instrumentów wiszących nad sufitem” (będących charakterystyczną ozdobą niegdyś „Pretekstu”). Byłem mocno zszokowany brakiem podstawowej wiedzy właściciela z zakresu technicznej strony muzyki, jak i faktu, że wspomniane instrumenty miały zniknąć ze ścian tytułowej restauracji…
Tak się też stało. Dziś restauracja „Pod Pretekstem” (Święty Marcin 80/82, Poznań) praktycznie w niczym nie przypomina starego dobrobytu artyzmu i pysznej kawy. Ściany kują oczy gości pustką  i tandetnymi obrazkami. W tle zamiast jazzu słychać już tylko ciche szepty „ale to już było…”.
Reklamy
Otagowane

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: