„Co jest grane?”, czyli kolejny kicz z Robertem De Niro.

baza — kopia (26).jpg

„WTF?(…)”

Mimo mojej wielkiej sympatii do Roberta De Niro muszę przyznać, że to co się dzieje z jego „wyborami filmów, w których gra” w ostatnich latach jest po prostu smutne. Mimo kilku ciekawych tytułów (naprawdę tylko kilku) De Niro postawił na ilość, a nie na jakość. Trudno mi zliczyć wszystkie „drugoplanówki” zrobione przez aktora w czasie ostatnich dziesięciu lat. Zdarzało się nawet, że aktor występował w filmie krócej, niż w zapowiedzi produkcji! Nie będę już nawet wgłębiać się w temat jego porażek filmowych takich jak „Poznaj naszą rodzinkę” Paula Weitza…

Wróćmy jednak do tytułowej produkcji. „Co jest grane?” (2008 rok) to obraz Berrego Levinsona, który przyniósł producentom niecałe 7 milionów dolarów zysku*. Dla porównania produkcja jednego z moich ulubionych dramatów obyczajowych „Sam” z 2001 roku przyniosła 97 817 139 dolarów zysku. Jeśli jesteśmy już przy gatunku produkcji, film Berrego Levinsona nie potrafił się obronić, ani jako dramat obyczajowy, ani jako komedia. Hektolitry negatywnych recenzji niczym smoła oblały internet krótko po premierze tytułowego obrazu. Nie to, żebym się którąkolwiek sugerował… Film po prostu na serio jest cieniutki.

 *mówię tutaj o statystykach boxoffice USA.
Tytułowa komedia (nie wiem, czy używam dobrego określenia) to opowieść o zdesperowanym pracoholiku, producencie filmowym o imieniu Ben  (R. De Niro). Bohater próbuje nakręcić film życia, a właściwie go wydać, napotykając przy tym na miliony problemów związanych z aktorami, kierownikiem produkcji, managerem, na żonie kończąc. I to by było właściwie na tyle, jeśli chodzi o treść produkcji. Prosta i mało oryginalna.
W całym kiczu Berrego Levinsona na ukłon i pochwałę zasługuje jedynie świetnie dobrana ścieżka muzyczna (mój faworyt to „Citzen Cope – Brother Lee„, cały  soundtracks znajdziecie tutaj)  i gra aktorska Michaela Wincotta. Wspomniany aktor zagrał w tytułowej produkcji autora scenariusza cierpiącego na depresję i napady paniki. Szczególny ukłon za scenę, w której aktor wpada w szał po odrzuconej propozycji zmiany scenariusza jego autorstwa.
Co do reszty obsady… W filmie znajdziemy takie perełki jak Bruce Willis, Sean Penn czy Catherine Keener. Niestety żadna z wymienionych „ikon kina” nie pozwoliła mi na zachwyt swoimi aktorskimi kreacjami. Oglądając obraz miałem wrażenie, że obsadę drugoplanową wybrano tylko ze względu na głośne nazwiska.  Poprę swoje zdanie faktem, że wymieniony Bruce Willis swoją obecnością zdominował połowę zapowiedzi produkcji, a w rzeczywistości spotkamy go tylko w kilku scenach.
Na koniec może jakaś ciekawostka… Wątek poboczny dotyczący namawiania Bruce’a Willisa do zgolenia brody był inspirowany autentyczną sytuacją, która miała miejsce na planie filmu „Lekcja przetrwania”, kiedy to producent Art Linson próbował do tego namówić Aleca Baldwina.

Berreg Levinson ma na swoim koncie wiele kinematograficznych sukcesów ( np. „Good Morning, Vietnam”, czy „Uśpieni”) jednak tytułowa produkcja nijak się ma do swoich starszych braci. Film „What Just Happened” to lekka bezbarwna opowieść, pozbawiona głębszego sensu i wygórowanego humoru.  Naprawdę żałuję, że mój ulubiony kiedyś aktor, tak wytrwale stacza się, wybierając coraz  to większe kinematograficzne niewypały (najdelikatniej mówiąc).

Reklamy
Otagowane , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: