„Drogówka” czyli ostry obraz często nieostrej rzeczywistości!

kr

Dekadencja Smarzowskiego.

Władza, sex, alkohol, przemoc, brutalność ze smakiem i brud realiów rzeczywistości… to tyko niektóre epitety, których można użyć do ogólnego zarysu tytułowej pozycji. „Drogówka” to nieślubne dziecko Wojciecha Smarzowskiego, autora takich produkcji, jak „Dom zły” czy „Podmocnym aniołem”*. Z dużą ciekawością otworzyłem oczy na tytułową produkcję. Przed przytuleniem się do „Drogówki” (dobrze znając „smarzowską twórczość”) przepełniała mnie olbrzymia ciekawość i chęć dotknięcia dobrego polskiego kina. Mimo kilku prywatnych  zastrzeżeń, nie zawiodłem się i nie tylko dotknąłem, ale dosłownie wymacałem dobry kawałek kina.

Nie da się ukryć, że (autor scenariusza i reżyser filmu) Wojciech Smarzowski ma swój unikalny styl i charakterystyczne podejście w tworzeniu obrazów rzeczywistości. Zanim jeszcze jego dziecko poszło do komunii (mówię o  polskiej premierze filmu, 1 lutego 2013 r.)** już zdobyło pozytywne opinie środowiska filmowego na całym świecie!

*   recenzje „Pod mocnym aniołem” znajdziesz tutaj.

** premiera za granicą odbyła się nieco wcześniej, 14 grudnia 2012 r.

 Film opowiada historię siedmiu policjantów, których łączy nie tylko praca, ale też przyjaźń, alkohol i brudne interesy. Smarzowski w bardzo odważny sposób przedstawia realia profesji sprawujących władzę. Wspomniana przyjaźń głównych bohaterów zostaje wystawiona na próbę w momencie, gdy w niejasnych okolicznościach jeden z nich zostaje zamordowany. Przyznam szczerze, że sam wątek wyjaśniania zagadki śmierci został przedstawiony w bardzo mało czytelny sposób. Brak płynności zdarzeń i nadgorliwość w mówieniu do widza zdawkowymi informacjami niewątpliwie utrudniała interpretowanie tytułowej produkcji. W celu zrozumienia niektórych kwestii i zdarzeń mających miejsce w opowiadanej historii, musiałem wielokrotnie cofać oglądany film. Jeśli jesteśmy już przy „przewijaniu” powiem Wam, że cholera mnie bierze, gdy widzę (a raczej słyszę… a tak właściwie, to nie słyszę)  jakość dźwięku i dialogów polskich produkcji. Aktorzy „Drogówki” mówili w sposób niewyraźny, nienaturalnie szybki i  niechlujny. Niektórych scen prawie nie da się w ogóle zrozumieć!

Jeśli mówimy już o aktorach, to powiem Wam o kolejnej rzeczy, która wzbudziła we mnie (nie tylko w  przypadku omawianej produkcji) irytację i poczucie nienaturalności. Mowa o doborze obsady. Zauważcie, że do produkcji polskich filmów, których autorami są znani i cenieni twórcy wykorzystuje się tylko znane twarze biało czerwonego worka aktorów. Marzy mi się obejrzenie polskiego filmu, w którego obsadzie nie znajdę żadnego doświadczonego sukcesem aktora, tylko nowe świeże, utalentowane twarze. W „Drogówce” znajdziemy tradycyjne, oklepane już persony znane nam z okładek celebryckich magazynów, na przykład  wszechobecny Marcin Dorociński lub Maciej Stuhr. Co do drugiego z wymienionych panów, to był to chyba jedyny aktor „Drogówki”, który nie włożył nic oryginalnego w kreację swojej postaci. Czemu mnie to nie dziwi? Maciej Stuhr znany jest przecież z monotonnego i identycznego grania postaci już od kilku ładnych lat. Na szczęście poziom aktorski podciągnęła do góry cała reszta obsady. Szczególne ukłony dla roli  drugoplanowych zagranych przez Arkadiusza Jakubika i Jacka Braciaka. Absolutnie nie można zapomnieć o pochwale dla kunsztu aktorskiego i wspaniale wykreowanej postaci głównego bohatera, w którego rolę wcielił się Bartłomiej Topa. Jeszcze tak niedawno niedoceniany w sferze filmowej aktor, zdecydowanie wykorzystał swoją szansę w tytułowej produkcji.

Co do kwestii technicznych „Drogówki”… Okres zdjęciowy trwał od 18 lutego do 20 kwietnia 2012 roku. Mimo teoretycznie krótkiego okresu nagraniowego stworzono mistrzowskie ujęcia, których zasługą była genialna gra kamer i nieprzypadkowo wybrane scenerie. Nie byłbym sobą, gdybym nie dopatrzył się technicznych błędów, np. gdy sierżant sztabowy Ryszard Król przychodzi do mieszkania Henryka Hawryluka, w lustrze odbija się cień kamery.

Co do ścieżki dźwiękowej, to zmuszony jestem określić ją w następujący sposób „bez rewelacji i charakterystycznego motywu przewodniego”.

Rzeczą może prozaiczną, ale ważną w odbiorze obrazu jest minimalna ilość lokowanych reklam produktów, np. zwrócicie uwagę na sposób trzymania butelek przez aktorów. Po czym możemy ocenić główny cel i charakter produkcji filmu? Miedzy innymi po ilości „reklam przez kwiatek”, które świadczą o budżecie nie sponsorowanym obrazu lub ewidentnym charakterze artystycznym produkcji.

Nie zwracając uwagi na ograniczenia prędkości spieszę z poleceniem tytułowego filmu każdemu, kto lubi rozkoszować się dobrym kinem i unikatowością sztuki. Dawno nie widziałem równie dobrze opowiedzianej historii, otoczonej prawdą, oryginalnością i mocnym przekazem. Gorąco polecam.

Reklamy
Otagowane , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: