„Kolacja na cztery ręce” – Teatr Nowy w Poznaniu

kr

Hallelujah  i do przodu!

Chciałoby się powiedzieć „Hallelujah  i do przodu!”, albo raczej do teatru! „Kolacja na cztery ręce” jest archaiczną sztuką widzianą przez niejedno pokolenie. Sam niejednokrotnie miałem przyjemność obcować z widowiskiem w moim ulubionym poznańskim Teatrze Nowym. Zachwyt „w białej peruce” nie może opuścić mnie aż do dnia dzisiejszego.  Sztuka po raz pierwszy zagościła w Polsce w obsadzie Janusza Gajosa, (nieżyjącego już) Romana Wilhelmiego i Jerzego Trela. Pierwotną wersję  tego widowiska często możemy zobaczyć na polskich kanałach kulturalnych np. TVP Kultura – Teatr Telewizji. Niestety wraz z nowym Dyrektorem Teatru Nowego, sztuka znikła już  z repertuaru. A szkoda. Osobiście wolałbym skupić się na współczesnej wersji, wystawianej jakiś czas temu* w Poznaniu. Sztuka opowiada nam fikcyjne – do takowego spotkania nigdy w rzeczywistości nie doszło – spotkanie dwóch wielkich kompozytorów o diametralnie rożnych charakterach i specyfice twórczości – Bacha i Handla w sztuce Paula Barza. Główny reżyser (Olaf Lubaszenko) stworzył widowisko, któremu śmiało możemy przypisać  miano „epokowego”.

Gra aktorska również zasługuję na najwyższe noty. Najmilszym zaskoczeniem (choć aktor ten jeszcze nigdy mnie nie zawiódł) była dla mnie gra aktorska Mirosława  Kropielnickiego. Aktor bezbłędnie wcielił się w role zadufanego i aroganckiego Jerzego Fryderyka Handla. Witold Dębiński (mimo mniej barwnej postaci Jana Sebastiana Bacha) również doskonale odegrał role starego, skromnego, nieobytego w wielkim świecie kompozytora. Na uwagę zasługuję Łukasz Mazurek, który mimo drugoplanowej roli pozwolił się zapamiętać jako energiczny, pełen cichej złośliwości służący. Rolę sługi (Jana Krzysztofa Schmidta) grał również Nikodem Kasprowicz, niestety mimo mojego kilkukrotnego zetknięcia się z „Kolacją na cztery ręce” nie miałem przyjemności zobaczenia aktora w wspomnianej roli.

Scenografia archaicznie balowej sali, idealnie odwzorowanym wnętrzem, meblami i suto nastawionym stołem* oddaje specyfikę bachowsko/handlowskiej epoki.

Podczas spektaklu aktorzy konsumują prawdziwe małże, ostrygi i inne owoce morza! Ciekawe czy wino w obficie wykorzystywanych w spektaklu butelkach mogło być prawdziwe…

W  sztuce usłyszeć można fragmenty utworów obu kompozytorów – niestety nie są one grane na żywo przez aktorów; ale nie bądźmy już tak wymagający – jednak motywem wiodącym nurt na scenie jest wzniosła kompozycja Handela „Hallelujah”.

Oprócz groteskowych sytuacji i zabaw słownych w sztuce znaleźć można wiele smaczków związanych z prawdziwym życiem kompozytorów. Np. Z początku metaforyczne, lecz z czasem dosłowne rozmowy dotyczące choroby, która niedługo przed śmiercią ma ich dotknąć (utrata wzroku).

Wiem, że na dzień dzisiejszy nie możecie zobaczyć sztuki w opisanej przeze mnie reżyserii, a co gorsza obsadzie. Na szczęście sztuka ta wystawiana jest bardzo często w rożnych teatrach, w całej Polsce.   Mam nadzieję ,że znajdziecie w swoim mieście „Kolacje na cztery ręce” i posmakujecie tych XVIII wiecznych smaków. Tymczasem zapraszam do obejrzenia pierwszej polskiej inscenizacji „Kolacji na cztery ręce”,  którą znajdziecie poniżej wpisu. Hallelujah i do ekranów! 🙂

Advertisements
Otagowane , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: