„Nie kłam kochanie” – czyli kolejny kicz polskiej komedii.

baza — kopia (17).jpg

 Rycz mała, rycz…

Polskie komedie romantyczne można podzielić na dwa rodzaje…Pierwszy z nich to te produkcje przy których z lampką wina/ kubkiem ciepłej herbaty, wraz z ukochaną osobą/domowym pupilem lub samotnie zanurzymy się w lekko podanej historii. Drugi rodzaj komedii romantycznych to ten, kiedy do ich obejrzenia potrzebna jest skrzynka wina/ herbaty Czaj i towarzysz z którym możemy porozmawiać w dłużących się momentach filmu. W zeszłym tygodniu leżąc już sobie otulony w mój ulubiony zielony koc – a tak naprawdę ponad czterdziestoletni PZPR-owski śpiwór do którego mam sentyment – mówiąc potocznie ”skakałem” po kanałach naszej kochanej polskiej telewizji. Strapiony faktem emitowanego ubóstwa swoje przyciskowe podróże zatrzymałem na emisji polskiej komedii romantycznej pt. „Nie kłam Kochanie”. Historia zadłużonego casanovy, który manipulując duszami kobiet w celu uzyskania korzyści finansowych, w końcu się zakochuje.  Wybranka wspomnianego amanta odkrywa jego prawdziwy charakter. Główny bohater  od tej pory diametralnie zmieniając swoje podejście do życia próbuje odzyskać swoją miłość.  Tandeta,  aż mnie mdli.

Szczerze mówiąc w tej niskobudżetowej komedii romantycznej bawił mnie jedynie abstrakcyjny widok papieża amanta; bowiem w role głównego bohatera wcielił się Piotr Adamczyk.  Cholera mnie bierze, gdy pomyśle jak płytkimi obrazami filmowymi karmi nas polska kinematografia przez ostatnie lata. Najsmutniejszy jest fakt, że Polacy chcą się tym żywić!

Prosty przepis na sukces polskiej komedii romantycznej:  znana, piękna/przystojna obsada (Marta Żmuda Trzebiatowska, Beata Tyszkiewicz, Piotr Adamczyk) + „hit” muzyczny roku w którym odbędzie się premiera („Nie kłam, że kochasz mnie” Eweliny Flinty i Łukasza Zagrobelnego) + jakakolwiek fabuła, byle z szczęśliwym zakończeniem.

Przez ostatnie lata polskie produkcje filmowe zasypały nas tytułami takimi jak „Ciacho”, „Nie Kłam kochanie”, „To nie tak jak myślisz kotku”, „Och Karol” itp.  Smutne ale prawdziwe.

Nie ukrywam , że w polskiej bibliotece komedii romantycznych są tytuły zasługujące na miano dobrych. Mówię w tym momencie np. o obrazie Ryszarda Zatorskiego i Ilony Łepkowskiej pt. „Nigdy w życiu!”.  Jest to pewnego rodzaju wzorcowa* produkcja dla dalszych nieudanych jej kopii.

*tak wiem, ktoś z Was powie, że to również film  na podstawie wzoru obsada + hit + prostota fabuła. Owszem, ale „Nigdy w życiu”  (2004 rok) było pierwszą taką produkcją, która wyznaczyła polskie standardy i jakość współczesnym komediom romantycznym.

Wracając do filmu „Nie kłam kochanie” śmiało stwierdzam, że tym razem Pani Ilona Łepkowska pisząc scenariusz ograniczyła się do próby okłamania wymagających widzów tanimi chwytami marketingowymi .  Mam świadomość , że czasem przyjemnie jest wypić z kimś piwo i „potaplać się” w plastikowym kinie. Jednak pamiętajmy, że co za dużo, to niezdrowo. No bo ile razy można widzieć np. Tomasza Karolaka w „tej samej roli” w dziesięciu filmach różniących się jedynie tytułem…

Reklamy
Otagowane , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: