„Last Vegas” – czyli de Niro w roli starego tetryka

740-last-vegas.imgcache.rev1380136881415.web.620.398

de Niro…

Dla tych którzy nie wiedzą powiem, że jestem zagorzałym fanem Roberta de Niro; a to do czegoś zobowiązuje. Na początku tego roku byłem z tatą w kinie, aby zobaczyć na dużym ekranie „Last Vegas”, w reżyserii Jonathana Charlesa Turteltauba. Zaznaczę w tym miejscu, że moje upodobania do Roberta nie miały wpływu na zdrową krytykę filmu. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Plakat reklamujący premierę (22 listopada zeszłego roku) zachęcał potencjalnych widzów wizerunkiem czterech siwawych, ściskających się tetryków. W ich role wcielili się Michael Kirk Douglas, Robert Anthony De Niro, Morgan Porterfield Freeman i Kevin Kline. Analizując polskie opinie widzów, napotkałem trafne według mnie stwierdzenie jednego z recenzentów: „Last Vegas” to balet z ikonami kinematografii w najlepszym wydaniu. Obawiałem się, że obsada i fakt, że film skategoryzowany został jako komedia może zaważyć na jakości scenariusza. Znane są mi przypadki, kiedy obsada ma za zadanie przyciągać lub przynosić zyski z filmu bardziej, niż intrygujący tytuł czy fabuła. Często dzieje się tak w przypadku różnego rodzaju remeaków. Autorem scenariusza jest młody twórca Dan Fogelman. Co nam zaproponował?

Billy jeden z czwórki głównych bohaterów po latach barwnego życia wolnego strzelca, decyduje że czas najwyższy spoważnieć i ustatkować się. Na początku filmu, wspomniany bohater informuje swoją trójkę przyjaciół o podjętej decyzji i zaprasza ich na ślub. Siwiejący kompani sięgają pamięcią i dochodzą do wniosku, że trzydzieści lat temu to Billy organizował im wieczory kawalerskie. Mimo bardzo dojrzałego wieku, trójka przyjaciół postanawia zorganizować Billemu męski wieczór w Las Vegas.

Gdy docierają na miejsce uświadamiają sobie, że współczesne pojęcie „dobrej zabawy” rożni się od tego, które pamiętają sprzed lat. Smaczku produkcji nadaje niebanalna historia miłosna, opowiedziana w wybitny sposób przez aktorów i reżysera.

Czasami myślę, że ciężko wpaść w dzisiejszych czasach na coś nowego, tym bardziej w tak rozciągniętym temacie jak miłosne, filmowe historie.

Co prawda wątek damsko-męski nie jest pokazany na takim poziomie jak w „Lepiej późno, niż później” ale zwroty akcji i zaskakujące wyjaśnienia zagadek przeszłości bohaterów trzymają widza w nieustannym napięciu.

Historia ponad pięćdziesięcioletniej przyjaźni czterech, diametralnie różniących się charakterem mężczyzn jest idealnym przykładem na to, że komedia amerykańska nie musi być tylko „komercyjnym bezimiennym obrazem” na polepszenie humoru w piątkowy wieczór. Gdybym miał porównać tytułowy film do któregoś z klasyków kina, byłby to zdecydowanie film „Dwaj zgryźliwi tetrycy” z 1993 roku. Obraz naprawdę wart polecenia, nawet w poniedziałkowe poranki 😉

Reklamy
Otagowane , , , , ,

One thought on “„Last Vegas” – czyli de Niro w roli starego tetryka

  1. Jogudka99 pisze:

    lubie de nira ;p nie wiem czy tak tosie odmienia ;p

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: