2014 ROK – WYWIAD DLA RADIA AFERA

wywiadW studiu gościmy poznańskiego artystę, malarza, pisarza, aktora i przede wszystkim muzyka – Bartosza Figaja. Witam, Panie Bartoszu.

Nie wiem czy przede wszystkim, ale witam serdecznie.

No właśnie, w Poznaniu znany jest Pan jako artysta offowy. Nie boi się Pan zarówno zabawy piórem czy pędzlem,  jak i występów recitalowych. Z czym tak naprawdę czuje się Pan najlepiej?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Uważam ,że osoba twórcza – czyli praktycznie każdy człowiek, wyraża siebie z równą satysfakcją, niezależnie od tego czy trzyma w dłoni pędzel, mikrofon czy kubek z ciepłą kawą…

Mimo to, nie zaprzeczy Pan ,że najbardziej kojarzony jest Pan ze sceną muzyczną. Czy odbiorcy dziwią się w momencie, kiedy dowiadują się ,że na co dzień współpracuje Pan z teatrem, maluje i pisze?

Szczerze mówiąc, nigdy nie myślałem o tym w tych kategoriach. Grono moich, nie chcę nadużyć tego słowa (uśmiech) „fanów”, dobrze wie o mojej działalności artystycznej na wielu płaszczyznach. Jak to mówi jeden z moich mistrzów, nauczycieli „nie ważne jak, tylko po co”. Cała moja twórczość ma konkretny cel, niezależnie od tego, czy realizuje go przez płótno, czy dekadenckie nutki.

Użył Pan słowa „dekadencja”. Nie ukrywam ,że sztuka którą Pan tworzy niesie w sobie stosunkowo dużo refleksji i nie zawsze pogodnych przemyśleń. Mówię tutaj między innymi o recitalu „Kobiety trzeba trzymać krótko”.

Wspomniany przez Panią recital jest widowiskiem bardzo specyficznym w związku z treściami, jakie porusza. Kabaret Starszych Panów, Agnieszka Osiecka i utwory „międzywojenne” mają w sobie charakterystyczny jesienny posmak. Interpretując te teksty, trudno było mi nie skosztować wcześniej wspomnianej dekadencji.

Kiedy mówimy już o recitalu; warto wspomnieć ,że już czternastego kwietnia odbędzie się koncert „Kobiety trzeba trzymać krotko” w klubie Blue Note, w Poznaniu. Na Pana blogu dowiedzieć się można ,że to już ostatni występ owego recitalu. Co zadecydowało o tym ,że wspomniany recital wchodzi na scenę po raz ostatni?

„K.T.T.K.” był moim pierwszym autorskim recitalem. Wystawiałem go przez ostatnie lata w wielu miejscach w Polsce. Jednak wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć.

Odważnie zapytam, czy nie chodzi o przesyt i znudzenie publiki owym recitalem? Z moich informacji wynika ,że owe widowisko wystawiane było momentami kilkakrotnie w tym samym mieście, w tym samym miesiącu!

Lubię odważne pytania (śmiech) i odważne kobiety. Owszem, zgodzę się ,że w pewnym momencie nastąpił pewnego rodzaju przesyt związany z „Kobietą krótko”. Nie zmienia to jednak faktu ,że w tym okresie sam potrzebowałem również przerwy i odcięcia się od świata, pobycia samemu ze sobą.

Nie da się ukryć ,że jest Pan w bardzo dobrej formie. Świadczy o tym fakt ,że  ruszyły prace nad Pana nowym recitalem. Czy może Pan naszym słuchaczom uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, czego dotyczy nowy projekt?

Nowy recital nosi nazwę „Halo Sinatra?!”. Będzie to zlepek parunastu utworów takich artystów, jak Frank Sinatra, Ray Charlesczy Muddy Waters…

Z moich informacji wynika ,że wspomniane utwory przetłumaczył Pan osobiście.

To ma Pani złe informacje. Teksty, które napisałem do muzyki wspomnianych utworów nie mają nic wspólnego z oryginalnymi wykonami; są one przede wszystkim krwisto polskim komentarzem  do życia i otaczającego nas świata.

Co w takim razie zadecydowało o tym ,że postanowił Pan stworzyć własne, polskie teksty do wspomnianych utworów. Zadecydowały o tym przesłanki patriotyczne? 

Nie, po prostu nie znam dobrze angielskiego (śmiech). A tak na poważnie, to absolutnie nie uważam się za patriotę. Teksty napisałem po polsku, bo tak mi było najwygodniej i kropka.

Zatrzymajmy się może na chwilę w tym temacie. Wielokrotnie w swoich tekstach, obrazach, czy opiniach publicznych podkreśla Pan swój ambiwalentny, a nawet momentami szyderczy stosunek do polskiego patriotyzmu.

Wyjaśnijmy sobie jedno. Z patriotyzmu nigdy nie szydziłem. Zachowując jedynie zdrowy dystans, śmieję się z jego groteski i hipokryzji. Sztuka, którą tworzę ma nie tylko budzić oburzenie przesyconych radykalnością Polaków, ale  prowokować i skłaniać do refleksji.

Śmieje się Pan z ludzi, którzy poświęcili życie dla kraju, w którym Pan żyje?

Nie. Bawi mnie patriotyczna groteska w świecie dzisiejszej polityki państwowej, służbach mundurowych zasłaniających się patriotyzmem podszytym stałą pensją i wcześniejszą emeryturą, narodówka nie potrafiąca poprawnie mówić w języku ojczystym, pseudokibice organizujący polsko-polskie ustawki itd.

Czym w takim razie jest dzisiaj patriotyzm?


Bycie patriotą w moich oczach to postawienie dobra swojej ojczyzny na pierwszym miejscu, ponad rodzinę, a nawet własne życie. W związku z powyższym nie uważam się za patriotę, bo nigdy nie poświęciłbym swojego życia, a tym bardziej życia swojej rodziny dla tego małego biało-czerwonego kraju. W najgorszym wypadku napisałbym może jakiś patriotyczny wierszyk (śmiech).

Chodzi Pan na wybory?

Nie, ale niech mi Pani wierzy, momentami naprawdę chciałbym coś zrobić dla naszego biednego kraju. A raczej (poprawia okulary) ludzi, którzy nie zawsze z własnego wyboru w nim mieszkają.

Uczestnictwo w wyborach to obywatelski obowiązek…  i możliwość zmiany życia ludzi, o których Pan mówi, na lepsze.

Gdyby dzisiaj kazano mi wybierać partię, a co gorsza konkretną osobę do pełnienia władzy, musiałbym kierować się zasadą „mniejszego zła”. Zmuszony byłbym do wybierania ludzi, którym nie ufam; stałbym się hipokrytą. Na dzień dzisiejszy, uważam że całe  pseudo patriotyczne polityczne środowisko jest kolokwialnego chuja warte. Może kiedyś znajdzie się patia zasługująca na mój krzyżyk, kto wie…

Nie da się ukryć ,że jest Pan bardzo wyrazistą osobowością, o konkretnych, nieraz bardzo kontrowersyjnych poglądach. Jak reaguje Pan na te mniej przychylne komentarze czytelników Pana bloga lub osób oglądających Pana obrazy, występy.

Przyznam ,że bardzo długi okres czasu mocno przejmowałem się opinią  innych. Zamartwiałem się negatywnymi komentarzami i recenzjami. Teraz jest inaczej. Z pokorą przyjmuję opinie i sugestie innych ludzi. Zdarza się również ,że czasami niektóre po prostu olewam. Nie wstydzę się wspomnieć ,że tak naprawdę większość komentarzy moich odbiorców jest pozytywna i daje mi dużą motywację do kolejnych działań.

Jaka cecha u ludzi podoba się Panu najmniej?

Zdecydowanie męczą mnie ludzie niemrawi i bezbarwni.

W takim razie zapytam może inaczej, jakby miał Pan wymienić pięć swoich cech charakteru, pierwsze jakie przychodzą Panu do głowy…

Ironiczny, kreatywny, dziwny, szczery i lubiący zwracać na siebie uwagę…

Ludzie zwracają na Pana uwagę? Jak reagują ludzie na Pana na ulicy?

Normalnie (śmiech), a jak mają reagować? Nie uważam się za osobę rozpoznawalną. Jestem artystą offowym, nie wiszę na bilbordach i nie pcham się do telewizyjnych śniadań. Rzeczywiście zdarza się ,że ktoś mnie na ulicy zaczepi, ale najczęściej powodem jest mój charakterystyczny styl ubierania.

Jeśli mówimy już o ubiorze, w jednej z recenzji, z ostatniego Pana występu „K.T.T.K.” skomentowano widowisko następująco: cyt. „ze sceny pachniało Maciejem Maleńczukiem”. Czy Pana ekstrawagancja, wyrazistość i poglądy nie są wzorowane na wspomnianym muzyku?

Absolutnie nie. Wspomniany przez Panią muzyk, a właściwie celebryta jest niewątpliwie charakterystyczną ikoną polskiego półświatka muzycznego. Macieja miałem przyjemność poznać osobiście i oficjalnie przyznaję ,że szanuję go zarówno za jego muzykę, jak i sposób bycia. Najwyraźniej osoby wyraziste często mają podobny sposób bycia i tyle (uśmiech).

Minęło już kilka lat od pierwszego występu z Pana autorskim recitalem „K.T.T.K.”, co się przez te lata zmieniło?

Niewątpliwie wiele rzeczy. Z całą pewnością dojrzałem przez ten okres pod względem artystycznym. Teksty, które tworzę są bardziej świadome i wyraziste. Zmieniły się również moje poglądy na temat rożnych dziedzin, przestałem przejmować się prozaicznymi problemami. Nabrałem
dystansu do życia i jest mi z nim naprawdę dobrze.

Niewątpliwie zmienił się również Pana stosunek do kwestii relacji damsko-męskich. W pierwszym Pana recitalu praktycznie każdy utwór dotykał wspomnianej przestrzeni. W premierowym recitalu „Halo, Sinatra?!” zaledwie jedna piosenka w sposób perwersyjny i powiedziałabym czysto fizyczny porusza temat kobiet.

Ile można śpiewać o miłości (śmiech). Nowy recital diametralnie różni się od archaicznego „K.T.T.K.”. Tak, jak wspomniałem już na początku naszej rozmowy cel widowiska „Halo, Sinatra?!” jest zupełnie inny…  Choć nie zmienia to faktu ,że na pewno nie wyrosłem jeszcze z jakże przyjemnych młodzieńczych rozmyśleń na temat miłości…

Czy mogę zadać Panu pytanie osobiste?

Nie. Możemy rozmawiać o twórczości, poglądach i pogodzie, ale życie prywatne zostawmy życiem prywatnym.

Dobrze zapytam inaczej…

Już się boję.

A, w takim razie, może za chwilę to pytanie, najpierw wykorzystując słowa, które Pan przed chwilą powiedział, chciałabym się dowiedzieć czego w życiu boi się Pan najbardziej ?

Trudne pytanie. Chyba śmierci. Lecz nie swojej, a osób mi bliskich.

Nie boi się Pan swojej śmierci?

Nie. Żyję tak, abym mógł się rozliczyć z tym kimś na górze w każdej chwili.

Jest Pan osobą wierzącą? W swoich utworach nigdy nie porusza Pan kwestii religijnych…

Jestem agnostykiem. Nie wykluczam ,że coś metafizycznego istnieje; równocześnie uważając ,że żaden człowiek nie ma prawa nazywać tego Bogiem, Zeusem, Buddą czy Wielkim Okiem.

Zawsze uważał się Pan za agnostyka? 

Nie. Wychowałem się w rodzinie katolickiej. Praktycznie do osiemnastego roku życia uważałem się za praktykującego katolika. Pewne wydarzenia w życiu osobistym zupełnie mnie odmieniły. Na początku straciłem wiarę całkowicie. Jednak z biegiem lat udało mi się poukładać moje życie duchowe. Na dzień dzisiejszy jestem zadowolony i spokojny dzięki agnostycyzmowi.

W swoich tekstach często porusza Pan kwestię kościoła. Pana opinia względem jego jest bardzo krytyczna. W Polsce krytyka kościoła jest postrzegana z dużym dystansem. Wyrażając krytykę opisuje Pan swoje prawdziwe poglądy, czy kieruje Panem chęć zwrócenia, zainteresowania uwagi odbiorców?

Jak już mówiłem, uwielbiam zwracać uwagę odbiorców, jednak robię to zawsze używając tylko i wyłącznie własnych, autentycznych poglądów i przemyśleń. Moje zdanie na temat instytucji, jaką jest kościół… Cóż, uważam ,że jest to jedno wielkie nieporozumienie, przesiąknięte hipokryzją i chciwością. W tym miejscu pragnę oznajmić ,że nie mówię tu oczywiście o całym kościele. Mam wspaniałych przyjaciół sprawujących służbę duchową, których darzę dużym szacunkiem. Niestety spójrzmy prawdzie w oczy, jest ich naprawdę niewielu.

Wróćmy może do Pana osoby. Wiem ,że w przeszłości podchodził Pan do egzaminów w szkołach teatralnych…

Tak, zdawałem kilkakrotnie do Wrocławskiej Szkoły Teatralnej i raz do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Raz udało mi się przejść przez pierwszy etap w rekrutacji do pierwszej ze szkół. Niestety z powodów osobistych nie przystąpiłem do dalszych egzaminów.

Żałuje Pan?
Nie. Dziś jestem studentem dziennych studiów Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i jest mi z tym dobrze. Uczelnia pozwala mi, aby równocześnie studiując rozwijać się artystycznie.

Mogę zapytać jaki kierunek Pan studiuje?

To nie jest tajemnicą. Socjoterapię i Promocję Zdrowia.

Pracuje Pan i studiuje, a propos pracy… Pracował Pan kiedyś w radiu, prawda?

Tak. Na początku pracowałem w małej rozgłośni internetowej „Aradio studio”. Po pewnym czasie dostałem propozycję pracy w poznańskim Radiu Merkury. Wraz z przyjaciółmi zajmowaliśmy się nagrywaniem audiobooków. Do dziś bardzo ciepło wspominam radiowe chwile.

Wspomniał Pan o swoich przyjaciołach. Miałam przyjemność rozmowy z kilkoma Pana znajomymi i dowiedziałam się kilku intrygujących rzeczy.

Znowu zaczynam się bać (uśmiech).

Osoby z którymi rozmawiałam jednogłośnie twierdzą ,że permanentnie gubi Pan swoje telefony,a co za tym idzie średnio raz na dwa miesiące zmienia numer.

Fakt, mam słabość do niszczenia lub gubienia telefonów. Moi przyjaciele jednak przesadzają. Zdarza się to dużo rzadziej, gubię telefon góra co trzy, cztery miesiące…

Czy to prawda ,że nosi Pan zawsze przy sobie niedziałający zegarek?

Ciekawy jestem, kto Pani o tym powiedział, bo mało moich znajomych o tym wie. Jest to oczywiście prawdą. To taki mój artystyczny kaprys … Poza tym, czas przecież nie istnieje.

Nie istnieje?

Aby minęła sekunda, musi minąć połowa sekundy. Aby minęła połowa sekundy, musi minąć połowa połowy sekundy itd. W nieskończoność możemy dzielić sekundę,a przecież nieskończoność części sekundy według logiki nie może minąć!

Lubi Pan filozofię?

Polubiłem dzięki Profesorowi, który zaraził mnie ją na pierwszym roku studiów.

Mimo to nadal nie usłyszałam od Pana sensownego argumentu opowiadającego się za noszeniem zepsutych zegarków.

Zawsze mam dobry argument, aby zapytać podobającą mi się, nieznajomą  damę o godzinę.

Jakie „damy” zwracają Pana szczególna uwagę?

Kobieta po prostu musi posiadać to coś, co nazywam urokiem. Piękno fizyczne i charakter z czasem się zmieniają, urok zostaje do końca życia.

Rozmawiając z Panem, nasuwa mi się pytanie…

Zamieniam się w słuch.

Sprawia Pan wrażenie mężczyzny dojrzałego, pewnego siebie i swoich poglądów. Ciekawa jestem, czy Pan sam uważa się za silnego człowieka?

Tak. Choć kiedyś było zupełnie inaczej. Nie chcę w ten temat wnikać, ponieważ dotyczy on aspektów mojego życia prywatnego, o którym jak już wcześniej mówiłem nie chcę opowiadać.

Nasza rozmowa powoli dobiega końca. Chciałabym, aby podzielił się Pan z nami swoimi planami dotyczącymi następnego roku. Co szykuje Pan dla swoich fanów w roku 2015?

Na pewno chciałbym wystawić kilkakrotnie nowy recital „Halo, Sinatra?!”. Z kolei na przełomie stycznia i lutego odbędzie się premiera mojej nowej książki pt. „Zbrodnie przy kieliszku Whisky”. W maju natomiast planuję zorganizowanie pierwszego wernisażu moich obrazów i fotografii.

W takim razie, bardzo dziękuję za poświęcony czas i nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Panu kolejnych sukcesów artystycznych.

Bardzo dziękuję, ponieważ nie jestem przesądny.

Reklamy
%d blogerów lubi to: